Kinoster
PL ▾

Recenzja przedpremierowa

The Thomas Crown Affair: recenzja przedpremierowa. Czy Michael B. Jordan ukradnie show, czy zostanie nam tylko piękna rama?

Filmy amerykańskieFilmy akcjiRemakiFilmy o napadach

Są tytuły, których nie wyciąga się z szuflady ot tak, i The Thomas Crown Affair należy właśnie do nich. Michael B. Jordan jako reżyser bierze na warsztat legendarną, elegancką historię kryminalną, a obsada robi wrażenie już przy pierwszym rzucie oka na listę nazwisk. Wkrótce przekonamy się, czy wyjdzie z tego stylowy hit, czy tylko drogi, błyszczący zegarek, który nie chodzi dokładnie.

7,3/10
Przewidywana ocena
Na papierze to jeden z najbardziej czarujących filmów akcji roku, ale żeby się udało, Jordan musi wnieść na ekran coś więcej niż blichtr: prawdziwe napięcie i chemię między bohaterami.
Fabuła
7
Aktorstwo
8
Reżyseria
7
Strona wizualna
8
Muzyka i dźwięk
7
Emocje
7

Ocena końcowa to średnia z sześciu kryteriów.

The Thomas Crown Affair: zwiastun

Informacje o filmie

ReżyseriaMichael B. Jordan
ObsadaAdria Arjona, Michael B. Jordan, Pilou Asbæk, Danai Gurira, Aiysha Hart, Lily Gladstone
GatunekFilmy akcji
KrajFilmy amerykańskie

Tytuł, który zobowiązuje

The Thomas Crown Affair to nie przypadkowa pozycja wyciągnięta z półki studia. Oryginał z 1968 roku w reżyserii Normana Jewisona, ze Steve'em McQueenem i Faye Dunaway, stał się symbolem chłodnej elegancji lat sześćdziesiątych. W 1999 roku John McTiernan opowiedział tę historię na nowo z Pierce'em Brosnanem i Rene Russo, a dla wielu widzów właśnie ta wersja jest wzorcem stylowego kryminalnego romansu dla dorosłych. Kto dziś po to sięga, nie startuje od zera, tylko musi zmierzyć się z dwiema bardzo wysoko zawieszonymi poprzeczkami.

Dlatego cieszy mnie, że wersja z 2027 roku nie trafiła w ręce anonimowego rzemieślnika. Widać zamiar, by nie był to szybki skok na kasę, tylko film z charakterem, napędzany gwiazdami. Czy to się uda, okaże się później, ale start wygląda obiecująco.

O czym to jest? Spoilerów brak, bo sami nic nie wiemy

Uczciwie: o szczegółach fabuły nie wiadomo na razie nic oficjalnego, a ja nie zamierzam niczego dopisywać tylko po to, żeby tekst wyglądał na pełniejszy. Wiemy tyle, że to amerykański film akcji pod tytułem The Thomas Crown Affair. Kto zna wcześniejsze adaptacje, domyśla się, na jakim klimacie może opierać się historia o Thomasie Crownie: bogactwo, pewność siebie, gra w kotka i myszkę oraz to szczególne napięcie, w którym nigdy do końca nie wiadomo, kto kogo rozgrywa.

Ile z tego zostanie w nowej wersji i jak odważnie twórcy potraktują fundamenty, rozstrzygnie dopiero sam film. Sporo mówi jednak etykieta gatunkowa: tym razem to kino akcji. Może to oznaczać, że w porównaniu z eleganckim, powoli tlącym się klimatem poprzedników dostaniemy więcej tempa i fizycznej akcji. To może okazać się zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem.

Michael B. Jordan za kamerą

Jordan nie jest debiutantem w roli reżysera. Creed III pokazał, że myśli obrazem i nie boi się odcisnąć własnego stylu na znanej marce. Sceny bokserskie miały w sobie odwagę, trochę inspirowanej anime przesady, a przede wszystkim własny głos. Przy Thomasie Crownie to kluczowa sprawa, bo jeśli jakakolwiek historia stoi stylem albo przez niego upada, to właśnie ta.

Z drugiej strony Creed III rozgrywał się w świecie, który Jordan znał od środka jako aktor. Wyrafinowany thriller kryminalny wymaga zupełnie innych mięśni: rytmu, powściągliwości, scen, w których dwoje ludzi po prostu rozmawia, a powietrze i tak iskrzy. Jestem ciekaw, czy potrafi zwolnić, kiedy trzeba. Dla mnie to największy znak zapytania, ale zarazem najbardziej ekscytujący.

Obsada, dla której już teraz kupiłbym bilet

Spójrzmy na listę nazwisk, bo to tu leży największy atut filmu:

Kto kogo zagra, nie zamierzam zgadywać. Jedno jest pewne: przy tylu wyrazistych osobowościach casting już teraz jest najmocniejszą stroną filmu.

Co może zagrać, a gdzie może się posypać

Jeśli wszystko się zepnie, dostaniemy dorosłe, stylowe kino skąpane w blasku gwiazd, jakiego ostatnio powstaje niewiele. W repertuarze zdominowanym przez superbohaterów i franczyzy elegancki kryminał akcji, w którym liczy się gra między postaciami, może podziałać naprawdę orzeźwiająco. Chemia Arjony z resztą obsady, wizualne ambicje Jordana i znana, ale niezajechana marka: to mocny przepis.

Ryzyko jest jednak realne. Skoro to kino akcji, istnieje obawa, że subtelne napięcie zostanie wymienione na wybuchy i pościgi, a na końcu zostanie ładny, ale bezduszny film o skoku, jakich na pęczki. Druga pułapka to nostalgia: kto dorastał na wersji McTiernana, będzie porównywał bez litości. A remake'i często, nawet gdy są dobre, zostają w cieniu.

Dlatego moja przewidywana ocena jest ostrożnie optymistyczna. Dziewiątki jeszcze nie daję, bo styl to obietnica, a nie gwarancja, ale przy takiej ilości talentu trudno wyobrazić sobie porażkę.

Komu polecamy?

Jeśli ci się podoba, zobacz też: The Thomas Crown Affair (1999), The Thomas Crown Affair (1968), Ocean's Eleven (2001), Hit Man (2023), Creed III (2023)

Najczęstsze pytania

Kiedy The Thomas Crown Affair trafi do polskich kin?

Polska data premiery nie została jeszcze ogłoszona.

Kto reżyseruje nowe The Thomas Crown Affair?

Film reżyseruje Michael B. Jordan, który występuje także w obsadzie.

Kto gra w The Thomas Crown Affair?

Adria Arjona, Michael B. Jordan, Pilou Asbæk, Danai Gurira, Aiysha Hart, Lily Gladstone i Ian Bonar.

Jaki to gatunek?

Amerykański film akcji, nowa wersja znanej historii kryminalnej.

Czy The Thomas Crown Affair to remake?

Pod tym tytułem powstały już dwa filmy: oryginał z 1968 roku ze Steve'em McQueenem i wersja z 1999 roku z Pierce'em Brosnanem. Film z 2027 roku to kolejna adaptacja tej historii.

Czy Jordan zdoła ukraść nasze serca?

Moim zdaniem tak, a przynajmniej ma ku temu wszelkie szanse. Wersja The Thomas Crown Affair z 2027 roku wygląda na pakiet, którego kino bardzo dziś potrzebuje: stylową rozrywkę dla dorosłego widza, wypełnioną charyzmatycznymi gwiazdami. Duet Arjona i Jordan sam w sobie jest wart ceny biletu, a lista aktorów drugoplanowych to czysty luksus. Pytanie tylko, czy reżyser odważy się czasem zwolnić i pozwoli, by napięcie rodziło się nie tylko z akcji, ale też ze spojrzeń, ciszy i samej rozgrywki. Jeśli tak, możemy dostać prawdziwego czarnego konia sezonu. Ja w każdym razie czekam z niecierpliwością i jako przewidywaną ocenę daję solidne siedem, osiem, po cichu licząc, że na koniec przyjdzie mi ją podnieść.

Przewidywana ocena: 7,3/10 · Fabuła 7 · Aktorstwo 8 · Reżyseria 7 · Strona wizualna 8 · Muzyka i dźwięk 7 · Emocje 7