Verity. Coraz większy mrok, recenzja: Anne Hathaway i Dakota Johnson w domu, w którym każde zdanie może być kłamstwem
Są filmy, przy których puls przyspiesza już na etapie czytania obsady, i „Verity. Coraz większy mrok” należy właśnie do nich. Anne Hathaway jako słynna, tajemnicza pisarka, Dakota Johnson jako debiutantka zatrudniona w roli ghostwriterki, a pomiędzy nimi Josh Hartnett. Ten trójkąt aż prosi się o napięcie. Thriller Michaela Showaltera buduje wokół jednego pamiętnika toksyczną, uwodzicielską grę, w której najważniejsze pytanie nie brzmi „co się stało?”, tylko „komu możemy wierzyć?”.
Mroczny, zmysłowy i zręcznie manipulujący widzem thriller, który stawia na aktorów i powolną truciznę podejrzliwości. I w większości przypadków wygrywa.
Informacje o filmie
| Original | Verity |
|---|---|
| Premiera w Polsce | 02.10.2026 |
| Reżyseria | Michael Showalter |
| Obsada | Anne Hathaway, Brady Wagner, Asel Swango, Daniel Echevarria, Dakota Johnson, Josh Hartnett |
| Gatunek | Kryminały, Thrillery |
| Czas trwania | 117 min |
| Kraj | Filmy amerykańskie |
Ghostwriterka, posiadłość i pamiętnik, którego nie powinna była otwierać
Punkt wyjścia jest prosty i właśnie dlatego działa. Verity Crawford (Anne Hathaway) to jedna z najbardziej rozchwytywanych pisarek w branży. Lowen Ashleigh (Dakota Johnson) jest przy niej nikim, początkującą autorką bez nazwiska. A jednak to ona dostaje zlecenie: wprowadza się do ogromnej posiadłości, żeby pisać w imieniu słynnej autorki, czyli zostać jej ghostwriterką.
Tyle że Lowen nie zatrzymuje się tam, gdzie kończy się umowa. Podczas pracy trafia na coś, co najpewniej jest pamiętnikiem Verity albo notatkami do przyszłej autobiografii. Tekst zawiera niepokojące, wręcz wstydliwe szczegóły dotyczące męża pisarki (Josh Hartnett) i opisuje straszną, brudną tajemnicę. Od tej chwili do gry wchodzi najmocniejsza broń filmu: wątpliwość. Ile z tego jest prawdą, a ile fantazją zawodowej opowiadaczki?
Więcej nie warto wiedzieć przed seansem. To jeden z tych filmów, którym każdy wyciek fabuły odbiera połowę przyjemności, więc jeśli jeszcze go nie widzieliście, omijajcie sekcje komentarzy szerokim łukiem.
Hathaway, Johnson, Hartnett: trójkąt podejrzeń
Kariera Anne Hathaway zawsze ciągnęła w dwie strony: ku sympatycznym, słonecznym bohaterkom i ku postaciom chłodniejszym, bardziej zagadkowym. Laureatka Oscara za Nędzników świetnie odnajduje się w rolach kobiet, które trzymają w rękach cudze życie, wystarczy pomyśleć, jak daleko zaszła od czasów Diabeł ubiera się u Prady. Jako Verity ma obecność, która ciąży nad scenami nawet wtedy, gdy nie ma jej w kadrze. To klucz do tej roli i Hathaway doskonale go rozumie.
Dakota Johnson jest w tej historii oczami widza, a to pozycja bardziej niewdzięczna, niż się wydaje: musi przekonać nas, że inteligentna kobieta naprawdę może wejść w taką pułapkę. Jej oszczędny, lekko zmęczony styl gry pasuje tu wyjątkowo dobrze, bo niepewność Lowen wypada wiarygodnie, a nie jak wymóg scenariusza. W świecie thrillerów erotycznych Johnson nie jest nowicjuszką i to widać: potrafi zamknąć pożądanie i strach w jednym spojrzeniu.
Josh Hartnett przeżywa zaś jeden z najpiękniejszych powrotów ostatnich lat. Po Oppenheimerze i Pułapce znów dostał bohatera, o którym nie da się rozstrzygnąć, czy można mu ufać. Postać męża jest osią całego filmu, a Hartnett zgrabnie balansuje między sympatią a niepokojem. W rolach drugoplanowych pojawiają się Ismael Cruz Córdova i Michael Abbott Jr., choć reflektory wyraźnie należą do centralnej trójki.
Michael Showalter, komediowy reżyser, który skręcił w mrok
Przyznam, że nazwisko Michaela Showaltera nie było pierwszym, jakie przyszłoby mi do głowy przy tak dusznym, zmysłowym thrillerze. Reżyser I tak cię kocham (The Big Sick) i Oczu Tammy Faye kojarzy się raczej z ciepłymi, skupionymi na ludziach historiami. I właśnie to zaskakuje najbardziej: to doświadczenie działa na korzyść filmu. Showalter służy aktorom, pozwala scenom oddychać i nie zasypuje widza tanimi straszakami.
Jednocześnie tu widzę najwięcej kompromisów. Taka historia momentami prosiłaby się o bezlitosną, wręcz perwersyjną rękę reżysera, o stylową przesadę, na którą odważali się wielcy klasycy gatunku. Showalter jest bardziej elegancki i ostrożny. Te 117 minut wypełnione jest w większości dobrze, ale zdarzają się fragmenty, w których napięcie raczej unosi się w powietrzu, niż zaciska pętlę.
Co naprawdę działa: siła tekstu, któremu nie można ufać
Najsprytniejszy ruch filmu polega na tym, że źródłem podejrzeń jest tekst pisany. A jego autorką jest pisarka, czyli ktoś, kto zawodowo kłamie w sposób przekonujący. Taki układ daje fantastyczne pole do gry: wszystko, czego dowiadujemy się z pamiętnika, może być jednocześnie wyznaniem i fikcją, a film umiejętnie podtrzymuje tę niepewność. Raz za razem łapiecie się na tym, że przewartościowujecie coś, co pięć minut wcześniej wydawało się pewne.
- Zazdrość jako silnik: film nie ukrywa, że namiętność i zazdrość są tu nierozłączne, i to one zatruwają każdą relację.
- Posiadłość jako więzienie: ogromny dom jest jednocześnie kuszący i klaustrofobiczny, idealna scenografia dla powoli zaciskającej się pętli.
- Aktorskie zgranie: między trójką głównych bohaterów aż iskrzy, rzadko widuje się tak dobrze skrojoną obsadę thrillera.
Gdzie grunt usuwa się spod nóg?
To nie jest film idealny i lepiej powiedzieć to od razu. Ze względu na reguły gatunku wytrawni miłośnicy thrillerów mogą wyczuć niektóre zwroty akcji szybciej, niż życzyliby sobie twórcy. To kino zdecydowanie dla dorosłych: cielesne, momentami naprawdę niewygodne, więc kto spodziewa się bardziej salonowego kryminału, może być zaskoczony.
Drugie ryzyko to ton. „Verity” waha się czasem między poważnym dramatem psychologicznym a soczystym, pulpowym guilty pleasure i nie zawsze decyduje, czym chce być. Mnie to raczej bawiło, niż przeszkadzało, ale rozumiem, jeśli dla kogoś będzie tego za dużo albo właśnie za mało.
Komu polecamy?
- Dla ciebie, jeśli: Dla miłośników mrocznych thrillerów erotycznych, historii z niewiarygodnym narratorem i podejrzliwości, która trzyma długimi minutami. Fani Anne Hathaway i Dakoty Johnson nie mogą tego przegapić.
- Lepiej odpuść, jeśli: Kto źle znosi dorosłe, przytłaczające tematy i odważne sceny albo liczy na szybką akcję, ten przy tym powoli zaciskającym się filmie się rozczaruje.
Jeśli ci się podoba, zobacz też: Zaginiona dziewczyna (2014), Autor widmo (2010), Nagi instynkt (1992), Fatalne zauroczenie (1987), Rebeka (1940)
Najczęstsze pytania
Kiedy „Verity. Coraz większy mrok” trafi do polskich kin?
Polska premiera kinowa filmu przypada na 2 października 2026 roku.
O czym jest „Verity. Coraz większy mrok”?
Początkująca pisarka Lowen Ashleigh zaczyna pracować jako ghostwriterka słynnej Verity Crawford i w jej posiadłości trafia na tekst przypominający pamiętnik, który odsłania mroczną tajemnicę męża Verity. Pytanie brzmi: ile z tego jest prawdą?
Ile trwa film?
Film trwa 117 minut.
Kto występuje w filmie?
W głównych rolach występują Anne Hathaway, Dakota Johnson i Josh Hartnett, a obok nich pojawiają się m.in. Ismael Cruz Córdova i Michael Abbott Jr.
Kto wyreżyserował film?
Reżyserem jest Michael Showalter.
Czy warto wprowadzić się do domu Verity na dwie godziny?
Moim zdaniem tak. „Verity. Coraz większy mrok” nie rewolucjonizuje gatunku, ale daje dokładnie to, po co kupujemy bilet na taki film: podejrzliwość, pożądanie, niewygodne cisze i trójkę aktorów, którzy wyraźnie czerpią przyjemność z szarpania sobie nawzajem nerwów. Reżyseria Showaltera bywa ostrożniejsza, niż trzeba, ale centralny pomysł, pamiętnik, w którego żadne słowo nie możemy uwierzyć do końca, nie pozwala uwadze ani na chwilę osłabnąć. Wybierzcie się na niego w pochmurny jesienny wieczór, najlepiej z kimś, z kim potem długo pokłócicie się o to, kto miał rację. A jeśli po powrocie do domu spojrzycie nieco podejrzliwie na notes swojej drugiej połowy, będzie to już zasługa filmu.
