Grinch recenzja: zielony zrzęda, którego i w tym roku chętnie wpuścimy do salonu
Jest taki moment w okresie świąt, kiedy każdy z nas najchętniej zaszyłby się w jaskini, byle dalej od wszechobecnego dzwonienia dzwoneczków. Właśnie dlatego lubimy Grincha. Animacja z 2018 roku nie wywraca gatunku do góry nogami, ale jest miękka, kolorowa i przyjazna jak świeżo wyprany koc. Lata po premierze wciąż zasługuje na miejsce na grudniowej liście seansów.
Sympatyczna, przepięknie zanimowana i nieco zbyt asekuracyjna świąteczna bajka, która spodoba się każdemu członkowi rodziny.
Grinch: zwiastun
Informacje o filmie
| Original | The Grinch |
|---|---|
| Reżyseria | Yarrow Cheney, Scott Mosier |
| Obsada | Benedict Cumberbatch, Rashida Jones, Kenan Thompson, Cameron Seely, Angela Lansbury, Pharrell Williams |
| Gatunek | Filmy animowane, Komedie, Filmy familijne, Filmy fantasy |
| Czas trwania | 90 min |
| Kraj | Filmy amerykańskie |
O czym to jest? Zrzędliwy pustelnik i potrójne święta
Grinch mieszka w jaskini na szczycie góry Crumpit i bardzo mu z tym dobrze. Jedynym towarzyszem jest wierny pies Max, a sama jaskinia pęka w szwach od wynalazków i przemyślnych urządzeń, które mają ułatwiać codzienne życie. Do leżącego w dolinie Whoville schodzi tylko wtedy, gdy kończą mu się zapasy jedzenia, a te wyprawy na zakupy cieszą go mniej więcej tak, jak nas poniedziałkowa wizyta u dentysty o ósmej rano.
Kłopot w tym, że mieszkańcy Whoville co roku urządzają coraz większe, jaśniejsze i głośniejsze święta, a tym razem ogłaszają, że będą one trzy razy większe niż zwykle. Tego już cierpliwość Grincha nie wytrzymuje. Widzi tylko jeden sposób na odzyskanie ciszy i spokoju: musi ukraść święta. Więcej nie trzeba wiedzieć, żeby zasiąść do seansu. Resztę każdy niech odkryje sam, najlepiej z kubkiem gorącego kakao w dłoni.
Benedict Cumberbatch, który nawet na zielono trzyma klasę
W oryginalnej wersji Grinchowi głosu użycza Benedict Cumberbatch i trudno o trafniejszy wybór. Cumberbatch od dawna świetnie radzi sobie z postaciami genialnymi i lekko mizantropijnymi, wystarczy przypomnieć Sherlocka czy Doktora Strange'a, a tutaj wnosi tę samą suchość, tylko podaną z dużo większą dozą zabawy. Jego Grinch nie jest naprawdę zły. Jest raczej urażony, zmęczony i samotny, i właśnie dlatego da się go polubić. Nie nienawidzimy go, tylko mu kibicujemy.
Drugi plan też daje radę. Cindy-Lou Who, której głosu użycza Cameron Seely, to serce całego filmu. Rashida Jones jako Donna Who wnosi do historii trochę przyziemnego ciepła, a Kenan Thompson w roli Bricklebauma dostarcza sporą część najzabawniejszych momentów: jego hałaśliwy, niepoprawnie optymistyczny sąsiad to idealna przeciwwaga dla ponurego bohatera. Prawdziwym smaczkiem jest burmistrz McGerkle z głosem Angeli Lansbury, a narratorem jest Pharrell Williams, którego spokojny, ciepły głos od pierwszych słów buduje klimat książeczki z bajkami.
No i jest Max, który nie wypowiada ani słowa, a mimo to kradnie każdą scenę. Każdy moment, w którym biedny pies spełnia kolejne zachcianki swojego pana, to czyste złoto.
Whoville, do którego najchętniej byśmy się przeprowadzili
Jeśli w czymś ten film jest bezkonkurencyjny, to w warstwie wizualnej. Whoville wygląda tak, jakby ktoś wrzucił do jednego worka śnieżną kulę, witrynę cukierni i jarmark bożonarodzeniowy, dosypał ogromną porcję światła i porządnie potrząsnął. Kolory są soczyste, ośnieżone krajobrazy miękkie, a fantazyjnie powyginane domy w każdym kadrze kryją jakiś drobiazg do wypatrzenia. Sam przyłapałem się na tym, że jako dorosły gapię się w tło zamiast śledzić akcję.
Jaskinia Grincha to osobna atrakcja: skomplikowane maszynerie, zautomatyzowana poranna rutyna i wizualne gagi o przekombinowanej codzienności należą do najlepszych scen filmu. Yarrow Cheney i Scott Mosier dobrze wiedzą, że w animacji sam ruch potrafi być dowcipem, i korzystają z tego bez oporów. Tempo jest płynne, a 90 minut to akurat tyle, żeby nawet najmłodsi nie zaczęli wiercić się w fotelach.
Tam, gdzie śnieg jest odrobinę za miękki
Czas na trochę marudzenia, jak przystało na Grincha. Największa zaleta filmu jest jednocześnie jego słabością: jest tak miły i tak bezpieczny, że rzadko odważa się naprawdę zaskoczyć. Przebieg historii da się przewidzieć w pierwszych minutach, a twórcy nie próbują specjalnie zbaczać z oczekiwanej ścieżki. Dla dzieci to idealne rozwiązanie, ale kto szuka czegoś bardziej przewrotnego i odważnego, ten miejscami może poczuć się, jakby rozpakowywał bardzo ładne, ale trochę puste pudełko z prezentem.
Z samego Grincha też uleciało nieco pazura. Ta wersja to raczej pluszowy miś niż prawdziwy psuj świąt. Dzięki temu bohater jest sympatyczniejszy, ale miłośnicy bardziej zgryźliwego, ostrzejszego humoru mogą tęsknić za jego kłami. Komizm jest w dużej mierze fizyczny i wizualny, co maluchy zachwyci, a dorosłym przyniesie raczej uśmiech niż głośny śmiech.
- Co działa: oprawa wizualna, Max, głos Cumberbatcha, krótki i dynamiczny metraż.
- Co mniej: przewidywalna fabuła, mało ryzyka, momentami zbyt słodko.
Dlaczego mimo wszystko oglądamy go co grudzień?
Bo w świątecznych filmach nie zawsze chodzi o zaskoczenie. Są trochę jak makowiec: wiemy, co jest w środku, i właśnie dlatego sięgamy po kolejny kawałek. Przesłanie Grincha o samotności, akceptacji i o tym, że święta nie zależą od liczby ozdób, jest proste, ale szczere. Film nie moralizuje, tylko życzliwie pokazuje, że nawet za najbardziej naburmuszonym sercem może kryć się coś, co czeka jedynie na odrobinę uwagi.
Lata po premierze z 2018 roku śmiało mogę powiedzieć, że to film, który rodzina może obejrzeć razem. Każdy znajdzie w nim coś dla siebie i nikt nie wstanie z kanapy w złym humorze. Dorośli uśmiechną się przy wizualnych gagach i kąśliwych uwagach Grincha, a dzieci przepadną za Maxem i Cindy-Lou. Na grudniowe sobotnie popołudnie trudno wymarzyć sobie coś lepszego.
Komu polecamy?
- Dla ciebie, jeśli: Dla rodzin, młodszych dzieci i wszystkich, którzy mają ochotę na kolorową, ciepłą i lekką świąteczną bajkę. Dla psiarzy to pozycja obowiązkowa, choćby ze względu na Maxa.
- Lepiej odpuść, jeśli: Dla tych, którzy od animacji oczekują przewrotnej fabuły albo odważniejszego, bardziej zgryźliwego humoru. Osoby uczulone na lukier też powinny zachować ostrożność.
Jeśli ci się podoba, zobacz też: Grinch: Świąt nie będzie (2000), Klaus (2019), Arthur Christmas (2011), Ekspres polarny (2004), Jak ukraść księżyc (2010)
Najczęstsze pytania
O czym jest film Grinch?
Samotny Grinch mieszka na górze Crumpit ze swoim psem Maxem. Gdy mieszkańcy Whoville ogłaszają, że tegoroczne święta będą trzy razy większe niż zwykle, Grinch postanawia dla świętego spokoju ukraść święta.
Ile trwa Grinch?
Film trwa 90 minut.
Kto użycza głosu Grinchowi w wersji oryginalnej?
W oryginalnej, anglojęzycznej wersji Grinchowi głosu użycza Benedict Cumberbatch. Cindy-Lou Who mówi głosem Cameron Seely, a narratorem jest Pharrell Williams.
Kto wyreżyserował Grincha?
Film wyreżyserowali Yarrow Cheney i Scott Mosier.
Czy i w tym roku wpuścimy Grincha pod choinkę?
Tak, i nie trzeba nas długo namawiać. Grinch nie jest najbardziej oryginalnym świątecznym filmem, jaki kiedykolwiek powstał, ale należy do najpiękniejszych i najbardziej przyjaznych. Głos Benedicta Cumberbatcha, anielska cierpliwość psa Maxa i cukierkowa magia Whoville składają się na 90 minut, po których nawet najbardziej naburmuszony domownik odrobinę rozchmurzy minę. Zgaście górne światło, zostawcie zapalone lampki na choince i pozwólcie, żeby zielony, kosmaty pustelnik przypomniał wam, o co w tym wszystkim chodzi.
