Zgiń, kochanie: recenzja. Jennifer Lawrence tańczy na krawędzi przepaści i za nic nie przeprasza
Są filmy, które się ogląda, i takie, które trzeba przetrwać. Zgiń, kochanie należy do tej drugiej kategorii. Lynne Ramsay zamyka w czterech ścianach wiejskiego domu młodą parę, noworodka i umysł, który powoli zaczyna pękać, a potem po prostu obserwuje, co się wydarzy. Przyjemne to nie jest, ale dawno nie siedziałem w kinie tak spięty.
Wściekły, surowy i zaskakująco zabawny film Lynne Ramsay to jedno z najodważniejszych kinowych dokonań ostatnich lat, a Jennifer Lawrence daje w nim jeden z najodważniejszych występów w całej swojej karierze.
Informacje o filmie
| Original | Die My Love |
|---|---|
| Premiera w Polsce | 12.12.2025 |
| Reżyseria | Lynne Ramsay |
| Obsada | Jennifer Lawrence, Robert Pattinson, Sissy Spacek, Nick Nolte, LaKeith Stanfield, Gabrielle Rose |
| Gatunek | Thrillery, Dramaty filmowe, Komedie |
| Czas trwania | 118 min |
| Kraj | Filmy brytyjskie, Filmy kanadyjskie, Filmy amerykańskie |
Przeprowadzka w ciszę, która wcale nie jest cicha
Punkt wyjścia wygląda niemal niewinnie. Grace i Jackson to młoda para, która ma dość nowojorskiego hałasu i przenosi się na prowincję, do domu, w którym dorastał on. Plan jest prosty: spokojniejsze życie, więcej powietrza, mniej stresu. Przez jakiś czas to nawet działa, oboje oswajają się z nowym miejscem, a potem na świat przychodzi ich dziecko.
I wtedy wszystko zaczyna się powoli osuwać. Grace coraz mocniej czuje się odcięta od świata, a psychiczne wyczerpanie z dnia na dzień wciąga ją coraz głębiej. Jej stan wpycha małżeństwo w sytuacje coraz bardziej niepokojące i nieprzewidywalne, a widz po pewnym czasie przestaje się zastanawiać, czy coś pójdzie źle. Pyta raczej, kiedy i jak bardzo.
Więcej o fabule nie powiem, bo w tym filmie nie chodzi o zwroty akcji, tylko o to, jak atmosfera gęstnieje z minuty na minutę. To nie jest thriller, w którym na końcu dowiadujemy się, kto zabił. To taki, w którym zagrożenie rodzi się w środku i nikt nie potrafi go powstrzymać.
Lynne Ramsay nie głaszcze, tylko wali w głowę
Kto widział Musimy porozmawiać o Kevinie albo Nigdy cię tu nie było z Joaquinem Phoenixem, ten dobrze wie, czego się spodziewać. Ramsay to jeden z najbardziej bezkompromisowych głosów współczesnego kina. Niczego nie tłumaczy, nie trzyma widza za rękę, nie podpowiada, co powinien czuć. Opowiada obrazem, dźwiękiem, fragmentami i oczekuje pełnej uwagi.
Tutaj dostajemy dokładnie to samo, tyle że z większą niż zwykle dawką okrutnego humoru. Wśród gatunkowych etykiet obok thrillera i dramatu pojawia się też komedia i to wcale nie pomyłka. Są sceny, przy których człowiek parska śmiechem, a dwie sekundy później dociera do niego, że to, co widzi, jest straszne. Ta dwoistość to jedna z największych sił filmu: Ramsay doskonale wyczuwa, że całkowity rozpad bywa absurdalny, wręcz śmieszny, i właśnie dlatego boli jeszcze bardziej.
Reżyseria to doświadczenie fizyczne. Kamera podchodzi blisko, za blisko, cięcia spadają znienacka, a zwykłe przedmioty i odgłosy zaczynają budzić grozę. Wiejski dom, który miał być schronieniem, powoli zamienia się w więzienie, a Ramsay osiąga to bez sięgania po choćby jeden tani horrorowy chwyt.
Jennifer Lawrence, jakiej jeszcze nie znaliśmy
Jennifer Lawrence od lat szuka roli, która znowu pokaże, na co ją stać. Od czasu Poradnika pozytywnego myślenia wiemy, że świetnie gra nieprzewidywalne, poranione postacie, a mother! udowodniła, że nie boi się filmów niewygodnych i prowokacyjnych. Zgiń, kochanie idzie jednak dalej niż oba te tytuły.
To rola obnażona do kości. Nie ma w niej próżności, upiększania ani tej gwiazdorskiej aury, na której budowano wielkie produkcje studyjne. Lawrence jest wściekła, zmęczona, zabawna, przerażająca i rozdzierająca, często w jednej i tej samej scenie. Nie prosi, żebyśmy ją polubili, i właśnie dlatego nie da się od niej oderwać wzroku.
Szczerze mówiąc, zdarzały się momenty, kiedy oglądanie jej było po prostu niewygodne. Nie dlatego, że przesadza, ale dlatego, że tak wiarygodnie pokazuje, jak wygląda człowiek, który już nie daje rady, podczas gdy otoczenie tego nie widzi albo nie chce widzieć.
Pattinson i drugi plan: żadne tło
Robert Pattinson dawno przestał być chłopakiem z wampirzej sagi. Od czasu Good Time i Lighthouse wiadomo, że lubi dziwne, trudne do polubienia postacie, i tym razem też wybrał świetnie. Lawrence nie ma przy nim łatwo, bo jego bardziej powściągliwa obecność tworzy znakomity kontrapunkt, a napięcie między nimi przez cały czas wydaje się prawdziwe. To małżeństwo nie jest czarno-białe i film rozsądnie nie robi z nikogo jednoznacznego czarnego charakteru.
Obsada drugoplanowa to osobna przyjemność. Same nazwiska Sissy Spacek i Nicka Nolte są gwarancją jakości, a oboje wnoszą na ekran ciężar, z którym młodsi aktorzy mieliby kłopot. Pojawia się też LaKeith Stanfield, który w ostatnich latach pokazał, że potrafi delikatnie wytrącić z równowagi każdą scenę. W mniejszych rolach obraz dopełniają Gabrielle Rose, Debs Howard i Sarah Lind.
Gdzie film się potyka
To nie jest film doskonały i wcale nie próbuje nim być. 118 minut chwilami daje się odczuć, zwłaszcza w środkowej części, gdzie budowanie nastroju w pewnym momencie zaczyna raczej krążyć w miejscu, niż posuwać się naprzód. Kto liczy na klasyczną, porządnie skrojoną fabułę, w której przechodzimy z punktu A do punktu B, ten się rozczaruje: Ramsay dużo bardziej interesują stany niż wydarzenia.
Drugim ryzykiem jest ton. Elementy komediowe nie każdemu przypadną do gustu. Jedni uznają, że śmiech przy takim temacie jest w złym guście, inni po prostu nie będą wiedzieć, w którym momencie się śmiać. Moim zdaniem to jedna z najodważniejszych decyzji w tym filmie, ale rozumiem, jeśli kogoś to wybije z rytmu.
I wreszcie: to nie jest kino na relaksujący wieczór. Komuś, kto właśnie zmaga się z opieką nad małym dzieckiem albo sam przeżył podobne wyczerpanie, ten film może podejść bardzo blisko, być może za blisko.
Dlaczego dobrze, że ten film powstał
O ciemnej stronie macierzyństwa, o izolacji i psychicznym wyczerpaniu rzadko mówi się tak otwarcie, a już zwłaszcza w kinie. Większość filmów albo to romantyzuje, albo robi z tego horror, w którym złem jest demon czy duch. Ramsay nie daje takiej wygodnej furtki: nie ma tu nadprzyrodzonego wyjaśnienia, jest tylko kobieta, której życie rozpada się na jej własnych oczach.
Właśnie dlatego Zgiń, kochanie to coś więcej niż klimatyczny thriller. Film zadaje niewygodne pytania o to, jak bardzo zwracamy na siebie uwagę i ile człowiek jest w stanie znieść, zanim pęknie.
Komu polecamy?
- Dla ciebie, jeśli: Dla tych, którzy lubią surowe, bezkompromisowe kino autorskie i są ciekawi być może najodważniejszej roli Jennifer Lawrence. Dla fanów Lynne Ramsay pozycja obowiązkowa.
- Lepiej odpuść, jeśli: Dla szukających lekkiej rozrywki albo jasnego thrillera pełnego zwrotów akcji, a także dla osób, które źle znoszą temat poporodowego wyczerpania i psychicznego załamania.
Jeśli ci się podoba, zobacz też: Musimy porozmawiać o Kevinie (2011), mother! (2017), Tully (2018), Dziecko Rosemary (1968), Babadook (2014)
Najczęstsze pytania
Kiedy Zgiń, kochanie wszedł do polskich kin?
Polska premiera filmu odbyła się 12 grudnia 2025 roku.
O czym jest Zgiń, kochanie?
Grace i Jackson przeprowadzają się z Nowego Jorku na prowincję, do domu, w którym dorastał on. Po narodzinach dziecka Grace czuje się coraz bardziej odizolowana, popada w psychiczne wyczerpanie, a jej stan wpycha małżeństwo w coraz bardziej nieprzewidywalne sytuacje.
Ile trwa film?
Zgiń, kochanie trwa 118 minut.
Czy Zgiń, kochanie nadaje się do oglądania z dziećmi?
Nie. Ze względu na trudny, wstrząsający temat to film zdecydowanie dla dorosłej widowni.
Kto wyreżyserował Zgiń, kochanie?
Film wyreżyserowała Lynne Ramsay. W głównych rolach występują Jennifer Lawrence i Robert Pattinson, a obok nich Sissy Spacek, Nick Nolte i LaKeith Stanfield.
Wytrzymasz dwie godziny w głowie Grace?
Jeśli tak, dostaniesz kino, które nie puszcza przez kilka dni. Zgiń, kochanie nie chce się podobać ani uspokajać i właśnie dlatego zostaje w pamięci. Lynne Ramsay po raz kolejny udowadnia, że jest jednym z najbardziej oryginalnych głosów współczesnego kina, a Jennifer Lawrence przypomina, dlaczego swego czasu stała się jedną z najważniejszych aktorek swojego pokolenia. To nie jest film na każdy wieczór, ale kiedy będziesz na niego gotów, nie odpuszczaj. Mocny, niewygodny i zaskakująco często zabawny: 8/10.
