Behemoth! recenzja przedpremierowa: Tony Gilroy wraca do Los Angeles z wiolonczelą w dłoni
Kiedy nazwisko Tony'ego Gilroya pojawia się na plakacie dramatu muzycznego, człowiek patrzy drugi raz, żeby upewnić się, że dobrze przeczytał. Twórca Michaela Claytona i Andora opowiada o wiolonczeliście, który wraca do domu, a obsada wygląda tak, jakby ktoś wybrał ją z listy swoich ulubionych aktorów. Behemoth! wchodzi do polskich kin 4 grudnia, a my już teraz mówimy, dlaczego tak bardzo na niego czekamy.
Dzięki Gilroyowi i zaskakująco barwnej obsadzie to może być jeden z najciekawszych grudniowych seansów, choć za mglistym opisem fabuły równie dobrze może kryć się arcydzieło, jak i zapatrzone w siebie kino artystyczne.
Behemoth!: zwiastun
Informacje o filmie
| Premiera w Polsce | 04.12.2026 |
|---|---|
| Reżyseria | Tony Gilroy |
| Obsada | Pedro Pascal, Olivia Wilde, Eva Victor, Matthew Lillard, Margarita Levieva, Will Arnett |
| Gatunek | Dramaty filmowe |
| Czas trwania | 124 min |
| Kraj | Filmy amerykańskie |
Wiolonczelista, dwadzieścia lat i miasto, które w tym czasie się zmieniło
Oficjalny opis jest oszczędny, ale mówi to, co najważniejsze: Alex Serian to utalentowany wiolonczelista, który po dwudziestu latach nieobecności wraca do rodzinnego Los Angeles. Jego życiem zawsze kierowała muzyka, płynąca jak porywająca wszystko, nieustannie wzbierająca rzeka, i teraz ten nurt niesie go ku przygodom, które odmienią go na zawsze.
Więcej nie wiemy i szczerze mówiąc, dobrze, że tak jest. Opowieść o powrocie to jeden z najstarszych schematów w historii kina: bohater wraca tam, skąd kiedyś uciekł, i okazuje się, że ani on, ani to miejsce nie są takie, jak je zapamiętał. Dwadzieścia lat to ogrom czasu, mieści się w nim całe życie. Najbardziej intryguje mnie jednak słowo „przygody”. Po dramacie o muzyku klasycznym spodziewalibyśmy się raczej cichych, wewnętrznych zmagań, a nie przygód. Jeśli Gilroy szykuje tu coś bardziej dynamicznego i nieoczekiwanego, może to być bardzo ekscytujący kierunek.
Sam tytuł też sporo obiecuje. Behemoth! z wykrzyknikiem może oznaczać cokolwiek: przezwisko ogromnego instrumentu, charakterystykę czyjejś osobowości, samo Los Angeles albo coś, o czym na razie w ogóle nie myślimy. Co to będzie, dowiemy się w grudniu.
Tony Gilroy, perfekcjonista, który wreszcie może odpuścić
Gilroy należy do twórców, których widzowie często nie kojarzą z nazwiska, choć znają ich filmy. Był jednym z kluczowych scenarzystów serii o Bournie, jako reżyser pokazał klasę w Michaelu Claytonie, a Andor, uznawany za jeden z najlepszych seriali ostatnich lat, to również jego dzieło. Co łączy te projekty? Precyzja. Dialogi Gilroya są ostre jak brzytwa, sceny napięte, bohaterowie inteligentni, a on sam nigdy nie traktuje widza jak głupka.
Właśnie dlatego to połączenie jest tak dziwne i zarazem kuszące. Dramat muzyczny, który według opisu ma opowiadać o nurcie i dryfowaniu, to na pierwszy rzut oka nie jest teren, na którym tak kontrolujący wszystko filmowiec czuje się jak u siebie. Może jednak o to właśnie chodzi: precyzyjny reżyser w końcu pozwala filmowi oddychać. Jeśli to się uda, powstanie coś wyjątkowego. Jeśli nie, dostaniemy przegadany, mądry, ale chłodny film o temacie, który domaga się ciepła.
Stawiam na pierwszą opcję. W dotychczasowych pracach Gilroya zawsze było emocjonalne jądro, tyle że ukryte pod chłodną powierzchnią.
Pedro Pascal i dziwnie genialna ekipa
Obsada to moment, w którym najpierw unosisz brwi, a potem się uśmiechasz. Pedro Pascal od czasów The Last of Us i The Mandalorian jest aktorem, któremu można powierzyć wszystko, a w roli zmęczonego, ale ciepłego człowieka mało kto go przebije. Kto kogo gra, oficjalne materiały na razie nie zdradzają, więc nie będę zgadywał. Powiem tylko tyle: Pascal na pewno będzie jedną z sił napędowych tego filmu.
Obok niego pojawia się Olivia Wilde, która sprawdziła się już jako reżyserka, a jako aktorka dawno nie dostała materiału, w którym mogłaby naprawdę się pokazać. Eva Victor to jeden z najciekawszych niezależnych głosów ostatnich lat i jej obecność sugeruje, że nie będzie to wyłącznie parada gwiazd.
A potem przychodzi paczka niespodzianek: Matthew Lillard, którego wielu kocha od czasów Krzyku, Will Arnett, ulubieniec fanów Arrested Development, i Hank Azaria, którego głos dzięki Simpsonom zna niemal każdy. Listę uzupełniają Margarita Levieva, Adam Rose, Stephanie Sigman oraz JoBeth Williams, pamiętna gwiazda Ducha.
Na pierwszy rzut oka to zestawienie jest eklektyczne, a nawet trochę szalone. Komicy, aktorzy charakterystyczni i gwiazdy dramatu w jednym filmie. Właśnie dlatego sądzę, że Behemoth! nie będzie jednostajnie ponurym dramatem. Z taką ekipą nastrój może wahać się od cierpkiego humoru po chwile ściskające za serce.
Muzyka, która nie jest tłem, tylko głównym bohaterem
W filmie o wiolonczeliście muzyka nie jest dodatkiem, lecz kręgosłupem opowieści. Wiolonczela to wyjątkowo wdzięczny instrument do takiej roli: ma głęboki, ludzki głos, czasem wręcz mówi. Jeśli miks dźwięku i warstwa muzyczna wyjdą dobrze, w sali kinowej ten film zadziała niemal fizycznie. Dlatego już teraz daję tak wysoką przewidywaną ocenę muzyce i dźwiękowi, bo trudno sobie wyobrazić, by przy takim temacie ktoś na tym oszczędzał.
Najlepsze dramaty muzyczne, jak Whiplash czy Tár, pokazały, że filmy o muzyce klasycznej i jazzie potrafią być napięte do granic i naprawdę emocjonujące. Opis Behemoth! akcentuje raczej dryfowanie i wewnętrzną podróż niż obsesyjną rywalizację, ale kto wie, w rękach Gilroya i to może nabrać ostrych krawędzi.
Gdzie coś może pójść nie tak?
Bądźmy szczerzy, ryzyko też istnieje. Opis fabuły jest celowo mglisty, a sformułowania w stylu „muzyka płynąca jak rzeka” łatwo mogą zapowiadać film zbudowany bardziej z nastrojów niż z historii. 124 minuty to nie jest metraż ekstremalny, ale przy powoli sączącym się dramacie można je odczuć.
Drugie zagrożenie to zbyt rozbudowana obsada. Dziesięć znanych nazwisk w dwugodzinnym filmie oznacza, że ktoś na pewno dostanie mniej czasu, niż byśmy chcieli. Jeśli Will Arnett czy Hank Azaria mignął tylko w dwóch scenach, będzie to trochę irytujące.
Wreszcie kwestia tonu. Dramat o powrocie do domu, z przygodami, aktorami komediowymi i reżyserem, który lubi mieć wszystko pod kontrolą: to albo cudownie się złoży, albo rozsypie. Złoty środek trudno tu sobie wyobrazić, i właśnie to uważam za ekscytujące.
Komu polecamy?
- Dla ciebie, jeśli: Dla miłośników dojrzałych dramatów opartych na bohaterach, fanów Tony'ego Gilroya i wszystkich, którzy obejrzeliby Pedra Pascala w czymkolwiek. Dla melomanów to pozycja obowiązkowa.
- Lepiej odpuść, jeśli: Ci, którzy liczą na dynamiczną akcję albo jednoznaczne kino gatunkowe, prawdopodobnie zaczną się niecierpliwić podczas dwugodzinnego dramatu o wewnętrznej podróży.
Jeśli ci się podoba, zobacz też: Tár (2022), Whiplash (2014), Michael Clayton (2007), Co jest grane, Davis? (2013)
Najczęstsze pytania
Kiedy Behemoth! wchodzi do kin w Polsce?
Polska premiera filmu Behemoth! zaplanowana jest na 4 grudnia 2026 roku.
O czym jest Behemoth!?
Utalentowany wiolonczelista Alex Serian po dwudziestu latach wraca do Los Angeles, gdzie muzyka niesie go ku przygodom, które na zawsze odmienią jego życie.
Kto wyreżyserował Behemoth!?
Reżyserem jest Tony Gilroy, twórca Michaela Claytona i serialu Andor.
Kto gra w filmie Behemoth!?
W obsadzie są m.in. Pedro Pascal, Olivia Wilde, Eva Victor, Matthew Lillard, Margarita Levieva, Will Arnett, Hank Azaria, Adam Rose, JoBeth Williams i Stephanie Sigman.
Ile trwa Behemoth!?
Film trwa 124 minuty.
Czy warto w grudniu wybrać się do kina na powrót wiolonczelisty?
Uprzedzam od razu: to nie będzie film do oglądania jednym okiem znad telefonu. Z tego, co wiemy, Behemoth! zapowiada się na dramat, który wymaga uwagi i cierpliwości, ale ma spore szanse hojnie je wynagrodzić. Tony Gilroy nie wypuścił jeszcze spod ręki letniej roboty, a Pedro Pascal jest w takiej formie, że sprzedałby nam niemal wszystko.
Moja przewidywana ocena śmiało idzie w górę, bo tyle talentu w jednym miejscu rzadko kompletnie chybia. Mglisty opis i mieszana obsada dodają temu wszystkiemu odrobinę ruletki, ale właśnie dlatego czuję, że w grudniu będzie to film, o który pokłócimy się najbardziej. Ja będę na jednym z pierwszych seansów, a jeśli lubisz dojrzałe, przesiąknięte muzyką dramaty, myślę, że ty też się tam pojawisz.
