Kinoster
PL ▾

Recenzja przedpremierowa

Jestem Rocky: recenzja przedpremierowa. Czy Peter Farrelly znów wchodzi na ring?

Filmy biograficzneNa podstawie prawdziwej historii

Są tytuły, od których każdemu kinomanowi serce zaczyna bić szybciej. Jestem Rocky to jeden z nich. Za kamerą stoi Peter Farrelly, laureat Oscara za Green Book, a w obsadzie roi się od nazwisk, którym zawdzięczamy już niejeden udany wieczór w kinie. Warto więc zastanowić się, czego możemy się po tym filmie spodziewać.

7,3/10
Przewidywana ocena
Mocny reżyser, gustownie dobrana obsada i tytuł, któremu trudno się oprzeć. Na papierze to jeden z najsympatyczniejszych filmów dla szerokiej publiczności tej zimy, o ile Farrelly posłucha serca, a nie pokusy kiczu.
Fabuła
7
Aktorstwo
8
Reżyseria
7
Strona wizualna
7
Muzyka i dźwięk
7
Emocje
8

Ocena końcowa to średnia z sześciu kryteriów.

Jestem Rocky: zwiastun

Informacje o filmie

OriginalI Play Rocky
ReżyseriaPeter Farrelly
ObsadaAnthony Ippolito, AnnaSophia Robb, P.J. Byrne, Toby Kebbell, Tracy Letts, Jay Duplass

Tytuł, który sam zadaje cios

Niewiele tytułów wykonuje tyle pracy za speców od marketingu. Jestem Rocky wystarczy jedno imię, by natychmiast uruchomić maszynę nostalgii: ring, schody, surowe jajka i melodia, którą każdy potrafi zanucić. Seria o Rockym stworzyła jedną z najbardziej żywotnych legend amerykańskiego kina, a wszystko, co sięga po to imię, dostaje jednocześnie ogromny rozpęd i ogromny ciężar.

Jedno trzeba powiedzieć jasno: o fabule oficjalnie wiadomo na razie niewiele, więc nie będę jej streszczać. Tytuł jednak wyraźnie przywołuje właśnie ten świat i to wystarczy, by w głowach widzów już teraz ułożył się konkretny obraz. To największy atut filmu i zarazem największe ryzyko, bo oczekiwania jeszcze przed premierą sięgają sufitu.

Peter Farrelly, specjalista od niespodzianek

Gdyby ktoś dekadę temu powiedział, że współtwórca Głupiego i głupszego oraz Sposobu na blondynkę zgarnie kiedyś Oscara za najlepszy film, wyśmialibyśmy go. Potem przyszedł Green Book i Farrelly udowodnił, że za rubasznymi komediami kryje się bardzo wrażliwy narrator, który instynktownie potrafi rozmawiać z widownią.

Green Book miał dokładnie to, czego potrzeba przy takim tytule: lekki humor, ciepło, sceny oddane w ręce aktorów i to staroświeckie, czyste hollywoodzkie uczucie, za którym wielu dziś tęskni. Krytycy wskazywali jednak, że w tym samym tkwiła jego słabość: temat bywał wygładzony aż za bardzo, a rozwiązania zbyt wygodne. Jestem ciekaw, który Farrelly pokaże się tym razem. Jeśli gawędziarz, czeka nas świetny wieczór. Jeśli asekurant, dostaniemy film przyjemny, ale szybko zapomniany.

Obsada: mało gwiazd, dużo pewnych twarzy

Na pierwszy rzut oka lista nazwisk nie epatuje największymi gwiazdami i moim zdaniem to wyjątkowo dobra wiadomość. Na czele stoi Anthony Ippolito, którego szeroka publiczność jeszcze dobrze nie zna. To ryzyko, ale i szansa: za mniej znanym aktorem nie ciągnie się pamięć dziesięciu wcześniejszych ról, więc łatwiej mu uwierzyć.

Wokół niego zebrano za to aktorów, którzy potrafią podnieść poziom każdego filmu:

Kto kogo gra, tego bez oficjalnych informacji nie podam. Ogólne wrażenie jest jednak jasne: to wygląda na film aktorski, w którym siła scen bierze się z dialogów i twarzy, a nie z eksplozji.

Co może się udać?

Optymizmem napawają mnie trzy rzeczy. Pierwsza to wyczucie Farrelly'ego do kina dla szerokiej publiczności: wie, jak jednocześnie rozbawić i wzruszyć całą salę, a od czasu Green Booka nikt tego nie kwestionuje. Druga to obsada bez słabego ogniwa, w której obok rutyniarzy znalazło się miejsce dla świeżych twarzy. Trzecia to sam temat: legenda Rocky'ego opowiadała o tym, jak ktoś znikąd dostaje swoją szansę, a taka historia działa dziś równie mocno jak pół wieku temu.

Do tego wszystko wskazuje na to, że mamy do czynienia z filmem z ambicjami, który chce jednocześnie powalczyć o uwagę w sezonie nagród i trafić do zwykłego widza. Skoro tak go pozycjonują, najwyraźniej w niego wierzą.

Gdzie może się potknąć?

Największym zagrożeniem jest zadowolona z siebie nostalgia. Przy takim tytule łatwo puszczać oko do widza, migać znajomymi motywami i zbierać oklaski, zanim film zdąży stanąć na własnych nogach. Jeśli Jestem Rocky okaże się tylko ładnym, ale pustym hołdem, zapomnimy o nim bardzo szybko.

Drugie ryzyko to skłonność Farrelly'ego do dramatów zbyt okrągłych i zbyt czystych. Co w filmie dla szerokiej widowni jest zaletą, przy głębszym temacie łatwo zamienia się w powierzchowność. Jest też kwestia głównej roli: jeśli Ippolito nie udźwignie ciężaru filmu, nawet znakomity drugi plan go nie uratuje. Mimo wszystko argumentów za jest znacznie więcej niż przeciw.

Komu polecamy?

Jeśli ci się podoba, zobacz też: Rocky (1976), Green Book (2018), The Disaster Artist (2017), Creed: Narodziny legendy (2015)

Najczęstsze pytania

Kto wyreżyserował film Jestem Rocky?

Reżyserem jest Peter Farrelly, twórca nagrodzonego Oscarem filmu Green Book.

Kto występuje w filmie Jestem Rocky?

W obsadzie są m.in. Anthony Ippolito, AnnaSophia Robb, P.J. Byrne, Toby Kebbell, Tracy Letts, Jay Duplass, Matt Dillon i Stephan James.

Czy Jestem Rocky jest już dostępny?

Jeszcze nie, dlatego ten tekst to recenzja przedpremierowa.

Wchodzimy na ring razem z Farrellym?

Ja na pewno. Jestem Rocky ma wszystkie składniki dobrego, sympatycznego zimowego wieczoru w kinie: reżysera, który już udowodnił, że potrafi podbić publiczność, obsadę pełną świetnych aktorów i tytuł przywołujący jedną z największych legend w historii kina. Moje oczekiwania to ostrożny optymizm: jeśli Farrelly odważy się być nieco bardziej szorstki niż zwykle, może to być jedna z niespodzianek roku. Jeśli nie, i tak pewnie dostaniemy przyjemne, uśmiechnięte dwie godziny. Premiera pokaże, czy wygra przez nokaut, czy tylko na punkty.

Przewidywana ocena: 7,3/10 · Fabuła 7 · Aktorstwo 8 · Reżyseria 7 · Strona wizualna 7 · Muzyka i dźwięk 7 · Emocje 8