Kopnęłabym cię, gdybym mogła: recenzja. Rose Byrne na skraju całkowitego załamania i to boli, naprawdę boli
Są takie dni, kiedy dosłownie wali ci się sufit na głowę, a w przypadku Lindy to wcale nie jest metafora. Film Mary Bronstein przez 113 minut nie wypuszcza widza z uścisku: to dramat, thriller i komedia jednocześnie, coś w rodzaju sfilmowanego ataku paniki. Rose Byrne gra tu tak, że Srebrny Niedźwiedź w Berlinie był absolutnym minimum.
Wyczerpujący, niewygodny, chwilami bezczelnie zabawny film, który Rose Byrne w pojedynkę wynosi do kategorii obowiązkowych.
Kopnęłabym cię, gdybym mogła: zwiastun
Informacje o filmie
| Original | If I Had Legs I'd Kick You |
|---|---|
| Premiera w Polsce | 20.02.2026 |
| Reżyseria | Mary Bronstein |
| Obsada | Rose Byrne, Delaney Quinn, Mary Bronstein, Conan O'Brien, Danielle Macdonald, Lark White |
| Gatunek | Dramaty filmowe, Thrillery, Komedie |
| Czas trwania | 113 min |
| Kraj | Filmy amerykańskie |
O czym to jest? Matka, motel i dziura w suficie
Linda jest pracującą matką, która już na starcie stoi tam, gdzie większość bohaterów dramatów dociera dopiero w trzecim akcie: na samej krawędzi rozpaczy. A potem przychodzi cios tak absurdalny, że w pierwszej chwili się śmiejemy: na głowę spada jej sufit. Od tego momentu nie ma już hamulców. Razem z córeczką ląduje w motelu i próbując ogarnąć zniszczenia w mieszkaniu, tajemniczą chorobę dziecka oraz zaginięcie pacjentki, raz po raz trafia na ludzi, którzy po prostu nie są w stanie jej pomóc.
Tyle o punkcie wyjścia i więcej nie zdradzę, bo siła tego filmu tkwi właśnie w tym, jak te wątki nakładają się na siebie. Napędza go nie jeden wielki zwrot akcji, tylko ciężar, który rośnie z minuty na minutę. To trochę tak, jakby ktoś bez przerwy dorzucał rzeczy do plecaka, a my czekalibyśmy, kiedy pęknie pasek.
Rose Byrne, jakiej jeszcze nie widzieliście
Większość z nas kojarzy Rose Byrne z komedii: jako idealną, uśmiechniętą rywalkę w Druhnach albo rozchwianą mamę z Sąsiadów. Jej komediowe wyczucie czasu zawsze było zabójcze, ale to, co robi tutaj, to zupełnie inna liga. Humor nie zniknął, tylko teraz wybija z samego dna rozpaczy i właśnie dlatego przeraża.
Linda w wykonaniu Byrne nie jest sympatyczną męczennicą. Jest nerwowa, bywa niesprawiedliwa, czasem rani innych i dzięki temu jest wiarygodna. Widać w niej każdy stłumiony krzyk, każdą chwilę, w której jeszcze raz, ostatni raz, bierze się w garść. Srebrny Niedźwiedź zdobyty na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie nie był nagrodą z grzeczności. To rola, do której będzie się wracać za lata, gdy ktoś zapyta, na co naprawdę stać Rose Byrne.
Obok niej: Conan O'Brien, A$AP Rocky i mała dziewczynka
Obsada na pierwszy rzut oka wygląda, jakby ktoś losował nazwiska z kapelusza. Jest Conan O'Brien, legenda nocnych talk show, jest raper A$AP Rocky, obok nich Danielle Macdonald, Daniel Zolghadri, Ivy Wolk i Lark White, a jedną z ról zagrała sama reżyserka, Mary Bronstein. Delaney Quinn wciela się w dziewczynkę, wokół której kręci się cała ta gehenna.
I ta zbieranina działa. Skoro Lindę otacza cały korowód ludzi niezdolnych do pomocy, każdy z nich musi mieć inny smak: jeden jest żenująco zabawny, inny przerażająco obojętny. Obecność Conana O'Briena to szczególnie trafiony ruch, bo kiedy pojawia się na ekranie, odruchowo chce się śmiać, a film doskonale o tym wie i gra z tym odruchem.
Mary Bronstein: mistrzyni napięcia za kamerą
Mary Bronstein jest tu zarówno reżyserką, jak i aktorką, i od pierwszych scen widać, że bardzo dokładnie wie, czego chce. Gatunkowa etykieta, czyli dramat, thriller i komedia naraz, na papierze brzmi chaotycznie, ale na ekranie to właśnie ona nadaje filmowi wyjątkowy ton. Lęk nie rośnie tu dzięki sztuczkom z horrorów, tylko dzięki drobnym, szarpiącym nerwy porażkom codzienności.
Motel jako miejsce akcji to strzał w dziesiątkę: przejściowa, bezosobowa, nieco obskurna przestrzeń, gdzie nic nie należy do ciebie i w każdej chwili może wydarzyć się wszystko. Bronstein przez cały czas trzyma się blisko Lindy i nie pozwala złapać oddechu. Ta decyzja jest jednocześnie największą zaletą filmu i jego największym ryzykiem, bo dla części widzów będzie to po prostu za dużo.
Gdzie widz może się zmęczyć?
Szczerze: to nie jest lekkie kino. 113 minut wydaje się dłuższe, i po części jest to zamierzone, bo z sytuacji Lindy też nie ma wyjścia. Mimo to zdarzały się momenty, w których miałem wrażenie, że film raczej powtarza presję, niż ją podkręca. Część wątków, zwłaszcza tajemnicza choroba córki i sprawa zaginionej pacjentki, buduje bardziej nastrój niż klasyczną fabułę, więc kto oczekuje zamkniętej, wszystko wyjaśniającej historii, może się rozczarować.
- Plus: każda scena z Rose Byrne.
- Plus: czarny humor, który kłuje w najmniej spodziewanych momentach.
- Minus: zbyt długa środkowa część, w której napięcie robi się nieco monotonne.
- Minus: kto chce uciec od rzeczywistości, tutaj tego nie zrobi.
Dlaczego ten film jest ważny właśnie teraz?
O wypaleniu pracujących matek mówi się dużo, ale na ekranie rzadko widzimy je pokazane tak surowo. Kopnęłabym cię, gdybym mogła nie poucza i nie moralizuje, po prostu wsadza nas w skórę kobiety, która dźwiga wszystko i której nikt nie zdejmuje z ramion ani grama ciężaru. Stąd też agresja tytułu: to uczucie, które zna wielu z nas, choć rzadko odważamy się je wypowiedzieć.
To, że całość jest doprawiona komedią, nie odbiera jej wagi, a wręcz czyni ją jeszcze bardziej okrutną. Za każdym razem, gdy się śmiejesz, chwilę później dociera do ciebie, z czego tak naprawdę się śmiałeś.
Komu polecamy?
- Dla ciebie, jeśli: Dla tych, którzy lubią duszne dramaty skupione na bohaterze i chcą zobaczyć być może najmocniejszą rolę w karierze Rose Byrne. Każdy, kto sam zna uczucie przeciążenia, przeżyje ten film wyjątkowo intensywnie.
- Lepiej odpuść, jeśli: Kto szuka lekkiego wieczoru i luźnej komedii, niech omija ten tytuł szerokim łukiem. Jeśli akurat przechodzisz trudny okres, ten film raczej dołoży ci kolejny ciężar.
Jeśli ci się podoba, zobacz też: Jusqu'à la garde (2017), Tully (2018), Nieoszlifowane diamenty (2019), A Woman Under the Influence (1974)
Najczęstsze pytania
Kiedy Kopnęłabym cię, gdybym mogła wszedł do polskich kin?
Polska premiera filmu odbyła się 20 lutego 2026 roku.
O czym jest Kopnęłabym cię, gdybym mogła?
To historia Lindy, zdesperowanej pracującej matki, której na głowę spada sufit. Razem z córeczką przenosi się do motelu, a przy okazji musi zmierzyć się ze zniszczeniami, tajemniczą chorobą dziecka i zaginięciem pacjentki.
Ile trwa film?
Kopnęłabym cię, gdybym mogła trwa 113 minut.
Kto wyreżyserował film i kto w nim gra?
Reżyserką jest Mary Bronstein, w roli głównej występuje Rose Byrne, a obok niej m.in. Delaney Quinn, Conan O'Brien, Danielle Macdonald i A$AP Rocky.
Czy Rose Byrne zdobyła nagrodę za tę rolę?
Tak, za rolę Lindy Rose Byrne otrzymała Srebrnego Niedźwiedzia na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Berlinie.
Wytrzymasz 113 minut w skórze Lindy?
Jeśli tak, dostaniesz seans, który zostanie w głowie na kilka dni. Kopnęłabym cię, gdybym mogła nie bawi w klasycznym sensie tego słowa, raczej wstrząsa, irytuje i chwilami żenująco rozśmiesza. Ma swoje przestoje i jego bezlitosne tempo nie każdemu podejdzie, ale dla roli Rose Byrne nie wolno go przegapić. U mnie mocna rekomendacja, tylko nie planuj go na piątkowy wieczór po wyjątkowo kiepskim tygodniu.
