L'arnaqueuse recenzja: babcia, która nie zamierza umierać i wszystkich wodzi za nos
Rzadko trafia się komedia, której pomysł da się streścić w jednym, lekko makabrycznym zdaniu, a mimo to człowiek uśmiecha się już na samą myśl o nim. L'arnaqueuse jest właśnie taka: zdesperowana młoda kobieta w ciąży czeka, aż umrze pewna starsza pani, tyle że staruszka okazuje się od niej znacznie sprytniejsza. To film pełen francuskiego wdzięku i czarnego humoru, zbudowany wokół bezczelnie dobrze wymyślonego pojedynku. Świata nie zbawia, ale z kina wychodzi się w świetnym nastroju.
Sympatyczna, uszczypliwa i momentami naprawdę bezlitośnie zabawna francuska komedia, która stoi na znakomitym pomyśle i przezabawnej babci, choć nie zawsze odważa się być tak złośliwa, jak mogłaby.
L'arnaqueuse: zwiastun
Informacje o filmie
| Original | L’Arnaqueuse |
|---|---|
| Reżyseria | Wilfried Méance |
| Obsada | Fadily Camara, Josiane Balasko, Jean-Pascal Zadi, Tiphaine Daviot, Denis Mpunga, Pablo Pauly |
| Gatunek | Komedie |
| Kraj | Filmy francuskie |
Mieszkanie za grosze, z jednym drobnym warunkiem
Sytuacja Fanny jest tak znajoma, że aż boli: jest bez grosza, spodziewa się dziecka i zrobiłaby wszystko, żeby mieć własne mieszkanie. Kto kiedykolwiek szukał lokum w dużym mieście, czy to w Warszawie, czy w Krakowie, ten wie, o czym mowa. W Paryżu ta walka jest jeszcze bardziej beznadziejna niż gdziekolwiek indziej. I wtedy zdarza się cud: przepiękne paryskie mieszkanie za śmieszne pieniądze, kupione od starszej pani w ramach umowy dożywocia.
Zasada takiej umowy jest prosta: kupujący płaci teraz mniej, ale mieszkanie staje się jego dopiero po śmierci sprzedającego. Fanny musi więc po prostu poczekać. Makabryczne? Trochę. Logiczne? Jak najbardziej. Problem w tym, że Madame Massena wcale nie wybiera się na tamten świat, a wręcz rozkwita na naszych oczach. Szybko wychodzi też na jaw, że nie jest kruchą, samotną staruszką, tylko zawodową oszustką, która przez całe życie naciągała takich zdesperowanych kupców jak Fanny.
Od tej chwili film zamienia się w długi, pomysłowy pojedynek dwóch kobiet, które pozornie nic nie łączy, a jednak stają się dla siebie największymi przeciwniczkami. Więcej nie zdradzę i nie ma potrzeby: siła tego filmu tkwi w tym, jak próbują się nawzajem przechytrzyć.
Babcia, którą chce się jednocześnie przytulić i zgłosić na policję
Powiedzmy to otwarcie: duszą tego filmu jest Madame Massena. Przebiegła, cwana babcia to jeden z najlepszych komediowych archetypów, bo widz ma wobec starszych pań konkretne oczekiwania, a tutaj z radością się je depcze. Massena gra nieczysto, owija sobie wszystkich wokół palca i nie chce słyszeć ani o przeprowadzce, ani tym bardziej o umieraniu. W dobrze napisanej komedii taka postać jest na wagę złota, a ten film naprawdę wie, co z nią zrobić.
Fanny ma zadanie trudniejsze, bo to z nią mamy się utożsamiać, choć jej plan jest moralnie dość wątpliwy. Czekanie na czyjąś śmierć to nie jest zachowanie godne świętej. Film rozgrywa to jednak zręcznie: położenie Fanny jest tak beznadziejne, że nie potrafimy się na nią złościć, a babcia tak bezczelnie cieszy się tą grą, że trudno jej współczuć. Z tej dwoistości rodzi się najlepszy humor.
Pojedynek działa, bo żadna ze stron nie jest głupia. Nie ma tu irytującego komediowego chwytu, w którym akcja toczy się tylko dlatego, że ktoś zachowuje się jak idiota. Siły mierzą dwie bystre, zdeterminowane kobiety i ogląda się to z dużo większą przyjemnością.
Obsada: francuska legenda i świeże twarze
W rolach głównych występują Fadily Camara i Josiane Balasko, i już to zestawienie pokazuje, do czego film zmierza. Balasko to jedna z wielkich dam francuskiej komedii, z karierą trwającą od dziesięcioleci, i doskonale wie, jak skraść scenę jednym półuśmiechem. Camara wnosi energię młodszego pokolenia, a to napięcie między generacjami dobrze filmowi służy i widać je na ekranie.
W rolach drugoplanowych pojawiają się Jean-Pascal Zadi, Tiphaine Daviot, Denis Mpunga, Pablo Pauly, Amaury de Crayencour, Bertrand Usclat i Marc Riso. To typowo francuska, barwna ekipa aktorów charakterystycznych, w której każdy dostaje chwilę lub dwie, żeby rozbawić widza. Szczególnie dobrze wróży nazwisko Zadiego, którego humor jest we Francji sprawdzoną marką.
Najbardziej spodobało mi się to, że aktorzy nie przeszarżowują. Francuska komedia lubi czasem ześlizgiwać się w krzykliwość, tutaj jednak dynamika między dwiema bohaterkami jest na tyle mocna, że nie trzeba zastępować dowcipu grymasami.
Wilfried Méance i przepis na francuską komedię
Reżyser Wilfried Méance sięga po klasyczny, sprawdzony przepis: prosty, wyrazisty pomysł wyjściowy, dwie mocne bohaterki, paryskie dekoracje i mnóstwo słownych potyczek. To chleb powszedni francuskiej komedii i nie bez powodu gatunek ma tylu fanów także w Polsce. Od czasów Nietykalnych wiadomo, że Francuzi są mistrzami w robieniu z problemu społecznego lekkiej, a zarazem chwytającej za serce komedii.
Kryzys mieszkaniowy jest właśnie takim problemem. Film nie wygłasza kazań i nie robi wykładu o paryskich cenach nieruchomości, ale temat cały czas unosi się w tle, przez co śmiech staje się nieco słodko-gorzki. Ten kontrast dodaje filmowi ciężaru, bez którego byłby tylko miłą farsą.
Tempo jest w porządku, film nie gubi się w wątkach pobocznych i wie, że główną atrakcją jest starcie dwóch kobiet. Paryskie mieszkanie to zaś niemal osobny bohater: wymarzony dom, dla którego naprawdę rozumiemy, czemu ktoś gotów jest posunąć się tak daleko.
Gdzie mógł pokazać zęby
Jeśli czegoś filmowi brakuje, to odwagi. Pomysł wyjściowy jest przecież wyjątkowo mroczny: młoda kobieta czeka, aż umrze starsza pani. Tkwi w tym potencjał na naprawdę złośliwą czarną komedię, ale film wybiera cieplejszy, bardziej familijny ton. To zrozumiała decyzja, bo mamy do czynienia z komedią dla szerokiej publiczności, jednak chwilami miałem wrażenie, że żarty cofają rękę akurat wtedy, gdy mogłyby porządnie przyłożyć.
Muzyka i oprawa dźwiękowa spełniają swoje zadanie, ale nie zostają w pamięci. Zdjęcia są ładne, Paryż zawsze jest wdzięcznym tematem, lecz wizualnie film też nie próbuje pokazać niczego nowego. To nie są poważne wady, raczej sygnał, że to bezpieczne, porządnie zrobione kino dla widzów, a nie dzieło odnawiające gatunek.
Komuś, kto szuka właśnie lekkiego, inteligentnego i nieobciążającego wieczoru, ta ostrożność wyjdzie raczej na plus niż na minus.
Komu polecamy?
- Dla ciebie, jeśli: Dla fanów francuskich komedii, którzy lubią błyskotliwe pojedynki i szczyptę czarnego humoru, a także dla każdego, kto kiedyś rozpaczliwie szukał mieszkania i chętnie się z tego pośmieje.
- Lepiej odpuść, jeśli: Dla tych, którzy oczekują naprawdę złośliwej, bezlitosnej czarnej komedii, albo których z góry irytuje nieco przewidywalny, sympatyczny ton francuskich komedii.
Jeśli ci się podoba, zobacz też: Nietykalni (2011), Za jakie grzechy, dobry Boże? (2014), The Hustle (2019), Ocean's 8 (2018)
Najczęstsze pytania
Jaki jest oryginalny tytuł filmu?
Oryginalny francuski tytuł filmu to L’Arnaqueuse.
O czym jest L'arnaqueuse?
Fanny, spłukana młoda kobieta w ciąży, zdobywa paryskie mieszkanie dzięki umowie dożywocia i czeka, aż sprzedająca, Madame Massena, umrze. Staruszka jednak rozkwita, a do tego okazuje się zawodową oszustką, więc między obiema kobietami zaczyna się bezlitośnie zabawny pojedynek.
Kto występuje w filmie?
W obsadzie są Fadily Camara, Josiane Balasko, Jean-Pascal Zadi, Tiphaine Daviot, Denis Mpunga, Pablo Pauly, Amaury de Crayencour, Bertrand Usclat i Marc Riso.
Kto wyreżyserował L'arnaqueuse?
Tę francuską komedię wyreżyserował Wilfried Méance.
Warto wydać pieniądze na bilet zamiast na mieszkanie?
Moim zdaniem tak. L'arnaqueuse nie odmieni twojego życia, ale dostajesz dobrze wymyślony punkt wyjścia, fenomenalną babcię i zabawny, inteligentny pojedynek. Film mógłby być bardziej złośliwy, odważniejszy i ostrzejszy, ale i tak jest w nim ten francuski urok, za który kochamy takie kino. Weź ze sobą kogoś, z kim potem dobrze się porozmawia o cenach mieszkań i o tym, kto w tej historii był prawdziwym oszustem.
