Kinoster
PL ▾

Recenzja

Nowe oblicze Greya, recenzja: kłódka na koniec trylogii, tylko klucza brak

Filmy amerykańskieDramatyFilmy romantyczneFilmy o miłościEkranizacje książekKontynuacje

Każdy romans dochodzi kiedyś do momentu, w którym nie chodzi już o pożądanie, tylko o to, kto zapłaci rachunek za prąd w luksusowej willi. Nowe oblicze Greya ląduje dokładnie w tym miejscu: Ana i Christian są po ślubie, najważniejsze pytanie padło, a film rozpaczliwie szuka czegoś, co jeszcze wzbudzi napięcie. Czy mu się to udaje? O tym jest ta recenzja.

5,3/10
Ocena
Lśniące, wypolerowane i zaskakująco puste pożegnanie, które fani muszą zobaczyć, a wszyscy inni szybko zapomną.
Fabuła
4
Aktorstwo
5
Reżyseria
5
Strona wizualna
7
Muzyka i dźwięk
7
Emocje
4

Ocena końcowa to średnia z sześciu kryteriów.

Nowe oblicze Greya: zwiastun

Informacje o filmie

OriginalFifty Shades Freed
ReżyseriaJames Foley
ObsadaDakota Johnson, Jamie Dornan, Eric Johnson, Eloise Mumford, Rita Ora, Luke Grimes
GatunekDramaty, Filmy romantyczne
Czas trwania105 min
KrajFilmy amerykańskie

Tak, padło sakramentalne „tak”. I co teraz?

Trzecia część trylogii zaczyna się tam, gdzie większość komedii romantycznych się kończy: na ślubie. Miłość Any i Christiana się spełniła, obrączka jest na palcu, biała suknia wisi w szafie. Tyle że, jak sugeruje sam film, do szczęścia potrzeba czegoś więcej. Cienie przeszłości nie znikają po złożeniu przysięgi, a spokój młodej pary szybko burzy dawny szef Any, Jack Hyde, który nie cofnie się przed niczym, żeby się zemścić.

Na papierze to świetny punkt wyjścia. Dwie pierwsze części opowiadały o granicach w związku, o kontroli i zaufaniu, a trzecia obiecuje, że tym razem zagrożenie z zewnątrz wystawi na próbę wszystko, co bohaterowie zbudowali. Kłopot w tym, że oba wątki, czyli codzienność małżeńska i ocierająca się o thriller opowieść o zemście, nigdy naprawdę się ze sobą nie splatają. Ma się wrażenie, że obok siebie biegną dwa różne filmy i żaden nie odważa się sięgnąć głębiej.

Dakota Johnson i Jamie Dornan: kwestia chemii

Dakota Johnson jako Anastasia Steele nadal pozostaje największym atutem serii. Jest w niej jakaś sucha ironia, półuśmiech, spojrzenie z ukosa, które zdradzają, że doskonale wie, w jakim filmie gra, a mimo to traktuje swoją bohaterkę serio. Ana jest tu bardziej stanowcza niż kiedykolwiek wcześniej, a Johnson dobrze wyczuwa, w których momentach postać powinna postawić na swoim.

Jamie Dornan jako Christian Grey ma mniej szczęścia. Rola tak mocno opiera się na schemacie małomównego miliardera o nieruchomym spojrzeniu, że aktor ma niewiele pola do manewru. Czasem przebłyśnie w nim jakaś bezbronność, ale scenariusz rzadko pozwala ją rozwinąć. Chemia między nimi faluje: bywają chwile, kiedy wierzymy, że tych dwoje naprawdę żyje dla siebie nawzajem, i bywają takie, kiedy wyglądają raczej jak dwoje zawodowców, którzy poprawnie odtańczają wyuczoną choreografię.

Czarny charakter, który zasłużył na lepszy film

Eric Johnson jako Jack Hyde dostaje najwięcej okazji, by rozruszać film, i chętnie z nich korzysta. Mściwy były szef teoretycznie napędza wątek thrillerowy, w praktyce jednak jest głównie zagrożeniem, które pojawia się od czasu do czasu, jakby film co jakiś czas przypominał sobie, że ach tak, przecież ma tu też złoczyńcę. Przez to napięcie rzadko narasta stopniowo, raczej nagle rozbłyska i zaraz gaśnie.

Na drugim planie widzimy Eloise Mumford jako Kate Kavanagh, Ritę Orę jako Mię Grey, Luke'a Grimesa jako Elliota Greya i Victora Rasuka jako José. Jest też Max Martini w roli Taylora, cichego i niezawodnego ochroniarza, którego, szczerze mówiąc, w niektórych scenach oglądałbym chętniej niż główną parę. Wszyscy służą tu raczej za dekorację niż za żywych ludzi, a szkoda, bo jedna czy dwie dobrze napisane sceny z przyjaciółmi albo rodziną mogłyby sporo wnieść do opowieści o małżeństwie.

James Foley i estetyka luksusowego katalogu

Reżyser James Foley, który stał już za drugą częścią, znów stawia na blask. Film wygląda jak ruchoma wersja ekskluzywnego magazynu o stylu życia: nieskazitelne wnętrza, piękne plenery, drogie samochody, perfekcyjnie oświetlone ciała. Pod względem wizualnym trudno mu cokolwiek zarzucić, każdy kadr jest dopieszczony i efektowny.

Problem w tym, że ta błyszcząca powierzchnia wszystko wygładza i upodabnia. Sceny erotyczne, które stanowiły o pierwotnej sile serii, sprawiają tu wrażenie raczej obowiązkowego punktu programu niż źródła prawdziwego napięcia. Bardziej emocjonujące momenty też nie dostają odpowiedniej wagi, bo tempo reżyserii jest równe, niemal wygodne. 105 minut to niedużo, a mimo to czuć tu przestoje.

Co za to działa? Muzyka. Seria zawsze była mocna w doborze popowych utworów i także tutaj to ścieżka dźwiękowa wykonuje sporą część roboty przy budowaniu nastroju. Jeśli coś naprawdę niesie klimat tego filmu, to właśnie ona.

Gdzie to się naprawdę sypie

Największą słabością filmu jest to, że nie potrafi się zdecydować, czym chce być. Melodramatem o pierwszych małżeńskich wyzwaniach? Kinem erotycznym, które podtrzymuje znak firmowy serii? A może thrillerem o mężczyźnie żądnym zemsty? Wszystkie trzy elementy są obecne, ale żaden nie dostaje dość przestrzeni, żeby naprawdę zadziałać.

Trzeba jednak przyznać, że fani serii dostają dokładnie to, na co czekali: znajomy klimat, ulubioną parę i domknięcie historii. Ten film nie ma zdobywać nowych widzów, tylko pożegnać się z tymi, którzy byli od początku.

Komu polecamy?

Jeśli ci się podoba, zobacz też: Pięćdziesiąt twarzy Greya (2015), Ciemniejsza strona Greya (2017), 365 dni (2020), Dziewięć i pół tygodnia (1986), Damage (1992)

Najczęstsze pytania

O czym jest Nowe oblicze Greya?

Ana i Christian biorą ślub, ale ich szczęściu zagrażają cienie przeszłości, gdy pojawia się dawny szef Any, Jack Hyde, który za wszelką cenę chce się zemścić.

Ile trwa Nowe oblicze Greya?

Film trwa 105 minut.

Kto wyreżyserował Nowe oblicze Greya?

Reżyserem filmu jest James Foley.

Kto gra główne role?

Anastasię Steele gra Dakota Johnson, Christiana Greya Jamie Dornan, a Jacka Hyde'a Eric Johnson.

Czy warto zamknąć nim trylogię?

Jeśli wytrwałeś przez dwie części, to tak, obejrzysz i tę, i raczej nie będziesz specjalnie żałować. Nowe oblicze Greya jest ładne, przyjemne, dobrze brzmi i szybko wylatuje z głowy. Dakota Johnson ratuje większość scen, a zdjęcia i muzyka podtrzymują nastrój tam, gdzie scenariusz łapie zadyszkę. Jako samodzielny film to jednak za mało: zbyt ostrożny, żeby ekscytować, i zbyt powierzchowny, żeby poruszyć. Na niezobowiązujący wieczór przy winie nada się idealnie, na wielkie przeżycie kinowe już nie.

Ocena: 5,3/10 · Fabuła 4 · Aktorstwo 5 · Reżyseria 5 · Strona wizualna 7 · Muzyka i dźwięk 7 · Emocje 4