Primavera recenzja: skrzypce zza murów weneckiego sierocińca
Są filmy, przy których nie trzeba budować nastroju, bo nastrój jest ich tematem. Primavera należy właśnie do nich. Włosko-francuski kostiumowy dramat muzyczny Damiana Michieletta zabiera nas do weneckiego sierocińca, w którym dziewczęta dostają do rąk instrumenty, ale o ich losie decyduje ktoś inny. Cecilia, wybitna skrzypaczka, próbuje w tej klatce odnaleźć własny głos.
Piękny, pełen pasji i całkowicie uwodzący muzyką film biograficzny, który czasem bardziej ufa atmosferze niż dramaturgii, ale pod koniec z nawiązką to wynagradza.
Primavera: zwiastun
Informacje o filmie
| Reżyseria | Damiano Michieletto |
|---|---|
| Obsada | Tecla Insolia, Michele Riondino, Andrea Pennacchi, Fabrizia Sacchi, Valentina Bellè, Stefano Accorsi |
| Gatunek | Filmy biograficzne, Filmy muzyczne |
| Czas trwania | 110 min |
| Kraj | Filmy włoskie, Filmy francuskie |
Sierociniec, w którym muzyka jest wyjściem. A może nie?
Akcja rozgrywa się na początku XVIII wieku w Wenecji, w murach Ospedale della Pietà. To nie jest zwyczajny sierociniec: dziewczęta przechodzą tu poważne szkolenie muzyczne i grają na takim poziomie, że posłuchać ich przyjeżdżają goście z całej Europy. Brzmi to niemal jak idylla, ale szybko okazuje się, że talent nie oznacza tu wolności, tylko coś w rodzaju ozdobnej niewoli.
W tym świecie żyje Cecilia, skrzypaczka wirtuozka, która czeka na lepszy los. Co to znaczy? Punkt wyjścia filmu jest bezlitośnie szczery: w braku innych możliwości zamążpójście. To jedno zdanie mówi o epoce więcej niż godzina kostiumowej parady. Dziewczyna, która gra genialnie, a jej największą nadzieją jest to, że ktoś weźmie ją za żonę. Na tym napięciu zbudowany jest cały film i moim zdaniem to znakomity fundament dla dramatu biograficznego.
Nie będę zdradzał fabuły, konkretne zwroty akcji warto odkryć w kinie. Mogę jednak powiedzieć, że kto spodziewa się suchego oprowadzania po muzeum, będzie mile zaskoczony.
W cieniu Vivaldiego, ale nie o nim
Tytuł od razu podsuwa skojarzenie: Primavera to po włosku wiosna, a więc pierwszy z Czterech pór roku. Kto choć trochę zna historię muzyki, wie, że Antonio Vivaldi odegrał ważną rolę w muzycznym życiu Pietà. Siła filmu tkwi jednak według mnie w tym, że przesuwa punkt ciężkości: nie celebruje geniuszu wielkiego kompozytora, tylko dziewczęta, które tę muzykę naprawdę wykonywały i których imiona historia w większości zapomniała.
Ta zmiana perspektywy jest bardzo współczesna, ale nienachalna. Nie czułem, żeby film mnie pouczał. Raczej kieruje kamerę tam, gdzie mało kto dotąd patrzył. Wiosna jako tytuł też ma tu swoją wymowę: to nowy początek dla bohaterki i nowy początek dla opowiadania dobrze znanej historii.
Tecla Insolia i reszta: twarze, które umieją milczeć
Obsada jest z włoskiej perspektywy wyjątkowo mocna. Tecla Insolia, Michele Riondino, Andrea Pennacchi, Fabrizia Sacchi, Valentina Bellè i Stefano Accorsi tworzą zespół, w którym młodsze pokolenie i doświadczeni weterani świetnie się uzupełniają. Stefano Accorsi jest z nich najbardziej rozpoznawalny dla międzynarodowej widowni i znów daje to, za co się go lubi: gra oszczędnie, a mimo to wypełnia sobą kadr.
Najbardziej podobało mi się to, że aktorzy w tym filmie nie tylko mówią, ale i milczą. W dramacie muzycznym cisza jest równie ważna jak dźwięk, a spojrzenia dziewcząt i drobne gesty między próbami często mówią więcej niż dialogi. Wśród młodych aktorek czuć wspólnotową energię, bez której nie obejdzie się historia rozgrywająca się w zamkniętej instytucji.
Gdybym miał kogoś wyróżnić, wskazałbym cały zespół: rzadko trafia się film kostiumowy, w którym nie widać, że aktorzy po prostu noszą kostiumy.
Damiano Michieletto, reżyser operowy na ekranie
Nazwisko Damiana Michieletta dobrze znają miłośnicy opery: rozgłos zdobył przede wszystkim jako reżyser teatralny. Ta przeszłość jest w filmie wyraźnie widoczna, w najlepszym sensie. Michieletto wie, jak traktować muzykę jako dramat, a nie tło czy ilustrację. Sceny muzyczne nie zatrzymują opowieści, tylko pchają ją do przodu, a w takim filmie to najważniejsze.
Sceniczne myślenie czasem jednak się mści. Zdarzają się momenty, w których kompozycja jest zbyt piękna, zbyt ustawiona, jakbyśmy oglądali żywy obraz zamiast kina. Mnie to specjalnie nie przeszkadzało, ale fanom bardziej surowych, kręconych z ręki filmów kostiumowych forma może miejscami wydać się sztywna.
Wenecja to oczywiście wdzięczny plener, więc strona wizualna jest przepiękna. Wnętrza oświetlone świecami, zimne kamienne mury i ciepłe drewno instrumentów tworzą kontrast, który cieszy oko na dużym ekranie.
Gdzie skrzypce są silniejsze od scenariusza
Teraz mniej entuzjastyczna część. 110 minut to niedużo, a jednak w środkowej części poczułem lekkie przestoje. Punkt wyjścia jest tak mocny, że film chwilami jakby się nim zadowala i nie zawsze zaciska dramatyczne wątki. Nie wszystkie postacie drugoplanowe dostają tyle miejsca, na ile zasługują, a przy tak dobrych aktorach to trochę irytuje.
Z drugiej strony to cierpliwe tempo pasuje do tematu: mówimy o świecie, w którym życie dziewcząt składa się głównie z czekania. Być może ta powolność jest częściowo zamierzona i film chce, by widz też poczuł to zamknięcie. U mnie zadziałało to połowicznie.
Muzyka wynagradza jednak wszystko. Bez przesady: nawet gdybym poszedł do kina tylko dla ścieżki dźwiękowej, byłoby warto. W scenach ze skrzypcami jest coś katartycznego, co wykracza daleko poza wierne epoce dekoracje.
Czy to film dla całej rodziny?
Wielu może się zdziwić, ale raczej nie. Słysząc o barokowym dramacie muzycznym, łatwo pomyśleć o czymś familijnym na niedzielne popołudnie, a to nie ten przypadek. Epoka, w której najlepszą perspektywą utalentowanej dziewczyny jest zamążpójście, nie jest bajkowa i film wcale nie próbuje jej tak pokazywać. Uważam to za zaletę: powagi tematu nikt tu nie lukruje.
Kto chciałby pójść z młodszym nastolatkiem, powinien to wziąć pod uwagę. Starszej młodzieży i dorosłym film może jednak świetnie posłużyć jako punkt wyjścia do rozmowy o talencie, wolności i o tym, kto ma prawo decydować o życiu kobiety.
Komu polecamy?
- Dla ciebie, jeśli: Dla miłośników muzyki klasycznej, fanów kostiumowych filmów biograficznych i wszystkich, którzy lubią historie wydobywające z cienia zapomnianych bohaterów historii.
- Lepiej odpuść, jeśli: Dla tych, którzy szukają dynamicznej fabuły pełnej zwrotów akcji, albo po prostu nie znoszą wolniejszych, opartych na nastroju europejskich dramatów.
Jeśli ci się podoba, zobacz też: Amadeusz (1984), Portret kobiety w ogniu (2019), Wieczna miłość (1994), Tár (2022)
Najczęstsze pytania
O czym jest film Primavera?
Akcja toczy się na początku XVIII wieku w Wenecji, w sierocińcu Ospedale della Pietà, gdzie dziewczęta uczą się gry na instrumentach. Bohaterką jest Cecilia, skrzypaczka wirtuozka, która czeka na lepszy los, czyli w braku innych możliwości na zamążpójście.
Ile trwa film?
Primavera trwa 110 minut.
Kto wyreżyserował Primaverę?
Film wyreżyserował Damiano Michieletto.
Kto występuje w filmie?
W obsadzie są m.in. Tecla Insolia, Michele Riondino, Andrea Pennacchi, Fabrizia Sacchi, Valentina Bellè i Stefano Accorsi.
Czy warto wybrać się do kina na barokowy koncert skrzypcowy?
Moim zdaniem tak, a nawet więcej: ten film najlepiej oglądać właśnie w kinie, z dobrym nagłośnieniem i na dużym ekranie. Primavera nie jest bezbłędna, w środkowej części się dłuży i nie wszystkie postacie rozwija tak, jak mogłaby. Ma jednak coś, czego brakuje większości kostiumowych biografii: prawdziwą pasję i świeże spojrzenie. Damiano Michieletto nie nakręcił kolejnego filmu o geniuszu, tylko opowiada o dziewczętach, bez których muzyka geniuszy nigdy by nie zabrzmiała. Jeśli choć raz przeszły cię ciarki przy solówce skrzypiec, nie przegap go.
