Kinoster
PL ▾

Recenzja · Premiera: 18.09.2026

Resident Evil recenzja: Zach Cregger zamyka koszmar w jednej zimowej nocy i nie puszcza naszej ręki

Filmy amerykańskieHorroryRemakiAdaptacje gier wideoFilmy o przetrwaniu

Zepsuty samochód, oświetlony dom przy drodze, pukanie do drzwi. To najstarszy przepis w historii horroru, a Zach Cregger doskonale wie, jak go wysadzić w powietrze. Nowy Resident Evil nie przywraca karabinowego tempa dawnych filmów. Daje coś znacznie bardziej niepokojącego: poczucie, że nie masz pojęcia, co się dzieje, ale musisz biec. I właśnie ta dezorientacja jest jego największą bronią.

7,8/10
Ocena
Chaotyczny, nerwowy i zaskakująco osobisty horror, który wreszcie traktuje markę Resident Evil tak, jakby miała straszyć, a nie tylko zarabiać pieniądze.
Fabuła
7
Aktorstwo
8
Reżyseria
9
Strona wizualna
8
Muzyka i dźwięk
8
Emocje
7

Ocena końcowa to średnia z sześciu kryteriów.

Resident Evil: zwiastun

Informacje o filmie

Premiera w Polsce18.09.2026
ReżyseriaZach Cregger
ObsadaPaul Walter Hauser, Austin Abrams, Kali Reis, Zach Cherry, Johnno Wilson
GatunekHorrory
KrajFilmy amerykańskie

Kurier, dom i bardzo zła noc

Punkt wyjścia jest niemal śmiesznie prosty i właśnie dlatego działa. Bryan jest kurierem medycznym. Zimową nocą psuje mu się samochód, więc puka do domu przy drodze, żeby zadzwonić. I tyle. Żadnego montażu z tajnymi laboratoriami na otwarcie, żadnej długiej ekspozycji o złych korporacjach, żadnej bohaterki, która od pierwszej minuty wie, co ma robić. Jest przeciętny facet w złym miejscu i o złej porze, który zamiast pomocy dostaje coś zupełnie innego.

Od tej chwili film staje się jedną długą, mętną nocą tonącą w kompletnym chaosie. Bryan nie rozumie, dlaczego wybrano akurat jego, dlaczego to jego ktoś ściga i jak w ogóle się w to wplątał, a widz długo jest w dokładnie tej samej sytuacji. To odważna decyzja w przypadku serii, której fani zazwyczaj chcą dokładnie wiedzieć, co dzieje się za kulisami. Cregger postanawia jednak zamiast odpowiedzi dać nam przeżycie i bardzo to doceniam.

Spoilerów oczywiście nie będzie, ale zdradzę tyle: jeśli liczysz na rozwiązanie zagadki w pierwszych trzydziestu minutach, rozczarujesz się. Jeśli natomiast pozwolisz się ponieść, film narzuci tempo, jakie rzadko widuje się we współczesnym studyjnym horrorze.

Zach Cregger, nowy ulubiony rozrabiaka horroru

Kto widział Barbarzyńcę, ten wie, że Cregger uwielbia bawić się oczekiwaniami widza. Tam z wynajętego domu zrobił labirynt, po którym człowiek przez kilka dni podejrzliwie zerkał na własną piwnicę, a w Zniknięciach pokazał, że na większym ekranie i z większą obsadą potrafi być jednocześnie przerażający i zabawny. W jego rękach Resident Evil nie jest kolejnym produktem marki, tylko reżyserskim placem zabaw.

Jego największą siłą jest rytm. Wie, kiedy scenę trzeba boleśnie przeciągnąć, a kiedy nagle wcisnąć gaz. Tutaj pedał jest wciśnięty do podłogi: okropieństwa narzucają niesamowite tempo, a ten pęd przez większość seansu porywa. Chwilami czułem się, jakbym siedział w koszmarze, w którym logika działa tylko połowicznie, a za kolejnymi drzwiami może czekać cokolwiek.

Taki sposób opowiadania nie każdemu jednak przypadnie do gustu. Cregger nie prowadzi widza za rękę, niczego nie tłumaczy na siłę i ktoś, kto szuka punktów zaczepienia, łatwo może się pogubić. Dla mnie to zaleta, ale rozumiem, że kogoś może to zmęczyć.

Paul Walter Hauser, najmniej prawdopodobny bohater horroru

Paul Walter Hauser to aktor, którego raczej nikt nie wyobraża sobie w głównej roli serii o zombie, i właśnie dlatego to genialny wybór. Od czasów Richarda Jewella wiemy, że znakomicie gra zwykłego człowieka, którego okoliczności wrzucają w sytuację, na jaką nic go nie przygotowało. Tutaj używa tego samego instrumentu, tylko gra na nim znacznie mroczniejszą melodię.

Bryan nie jest bohaterem kina akcji, komandosem ani wybrańcem. To kurier, który chciał zadzwonić. Hauser sprawia, że każdy jego atak paniki i każda desperacka decyzja są wiarygodne, a przez to strach w filmie też jest prawdziwszy. Gdy strzela postać w typie Milli Jovovich, kibicujemy jej. Gdy biegnie Bryan Hausera, boimy się razem z nim.

Wśród aktorów drugoplanowych są Austin Abrams, Kali Reis, Zach Cherry i Johnno Wilson. Zach Cherry to szczególnie trafiony wybór, bo z rzadkim wyczuciem potrafi uczłowieczyć swoje postacie nawet w napiętych sytuacjach. Obsada składa się raczej z aktorów charakterystycznych niż z gwiazd i wychodzi to filmowi na dobre: o nikim nie wiesz z góry, czy przeżyje.

Co to ma wspólnego ze starymi filmami Resident Evil?

To jest wielkie pytanie i szczerze mówiąc: jeśli chodzi o klimat, niewiele. Seria zapoczątkowana przez Paula W. S. Andersona coraz mocniej skręcała w stronę stylizowanej akcji, a w oczach wielu reprezentowała lekki, popcornowy nurt adaptacji gier. Wersja Creggera to nowe spojrzenie na legendarną serię i reżyser traktuje to poważnie: przywraca markę do horroru, do którego moim zdaniem zawsze należała.

Jedną z największych zalet oryginalnych gier było to, że zamykały cię w obcym, wrogim miejscu, gdzie każdy róg oznaczał zagrożenie, a ty nie rozumiałeś, co się dzieje. To uczucie wraca tutaj znacznie wyraźniej niż w większości wcześniejszych filmów. Kto tęskni za laserowymi korytarzami i bijatykami w zwolnionym tempie z dawnej kinowej serii, raczej poczuje się obco. Kto jednak tęsknił za strachem, wreszcie go dostanie.

Niezależnie od tego, do czerpania przyjemności z filmu nie trzeba znać żadnych poprzednich części: historia zaczyna się z perspektywy Bryana, który sam nic nie wie, więc zupełnie nowy widz stoi dokładnie w tym samym miejscu co bohater.

Gdzie chaosu robi się za dużo

Nie byłbym szczery, gdybym powiedział, że wszystko jest na swoim miejscu. Największa siła filmu, czyli dezorientacja i tempo, chwilami staje się jego słabością. Są momenty, w których przez pośpiech trudno nadążyć, kto jest kim i dlaczego jest ważny, a części postaci po prostu brakuje czasu, żebyśmy naprawdę je zapamiętali.

Drugim ryzykiem jest ciężar marki. Nowe spojrzenie na serię musi trafić jednocześnie do dawnych fanów i do nowej publiczności, a te podwójne oczekiwania czasem wyraźnie ciągną film w dwie strony. Własny głos Creggera jest tu mocny, ale chwilami przebija przez niego świadomość, że reżyser pracuje w ramach wielkiej studyjnej marki, a nie przy całkowicie wolnym, autorskim projekcie.

To jednak raczej drobne otarcia niż poważne rany. Trzeba też uprzedzić, że film zupełnie się nie hamuje i kto przyzwyczaił się do złagodzonych, skrojonych pod nastolatków horrorów ostatnich lat, może być zaskoczony.

Komu polecamy?

Jeśli ci się podoba, zobacz też: Barbarzyńca (2022), Zniknięcia (2025), Resident Evil (2002), 28 dni później (2002), Nie oddychaj (2016)

Najczęstsze pytania

Kiedy Resident Evil wszedł do kin w Polsce?

Polska premiera kinowa filmu odbyła się 18 września 2026 roku.

O czym jest nowy Resident Evil?

W centrum historii jest Bryan, kurier medyczny, któremu zimową nocą psuje się samochód. Puka po pomoc do domu przy drodze, ale dostaje coś zupełnie innego i przez całą chaotyczną noc musi walczyć o życie, nie wiedząc, dlaczego ktoś ściga akurat jego.

Kto wyreżyserował nowy Resident Evil?

Film wyreżyserował Zach Cregger, który wcześniej wyrobił sobie nazwisko horrorami Barbarzyńca i Zniknięcia.

Czy Resident Evil nadaje się dla dzieci?

Zdecydowanie nie. Film jest brutalny i niczego nie łagodzi, to horror wyłącznie dla dorosłej publiczności.

Kto występuje w nowym Resident Evil?

W głównej roli występuje Paul Walter Hauser, a obok niego Austin Abrams, Kali Reis, Zach Cherry i Johnno Wilson.

Czy trzeba znać wcześniejsze filmy Resident Evil?

Nie. Film to nowe spojrzenie na legendarną serię, a historia zaczyna się z perspektywy niczego nieświadomego bohatera, więc bez żadnej wcześniejszej wiedzy można go w pełni śledzić.

Czy warto zapukać do tego domu?

Tak, i najlepiej w kinie, w ciemności, z porządnym nagłośnieniem. Resident Evil przez długi czas był serią, na którą machało się ręką: rozrywkową, ale do zapomnienia. Zach Cregger zrobił jednak to, czego fani chcieli od lat: potraktował strach poważnie. Codzienna niezdarność Paula Waltera Hausera daje temu chaosowi ludzki rdzeń, przez który wszystko boli znacznie mocniej. Film nie jest bezbłędny, chwilami bierze na siebie za dużo i pędzi za szybko, ale w dzisiejszej ofercie horrorów rzadko trafia się tak odważne, nerwowe i żywe kino. Jeśli Bryan zapuka, otwórz drzwi. Tylko potem nie mów, że nie ostrzegałem.

Ocena: 7,8/10 · Fabuła 7 · Aktorstwo 8 · Reżyseria 9 · Strona wizualna 8 · Muzyka i dźwięk 8 · Emocje 7