Road House recenzja: Jake Gyllenhaal się bije, a Conor McGregor rozwala scenografię
Są filmy, które włączamy, bo na plakacie widać brzuch Jake'a Gyllenhaala, i takie, które włączamy, bo Conor McGregor przetacza się przez kadr jak półnagi huragan. Road House jest jednym i drugim. Remake w reżyserii Douga Limana nie udaje mądrzejszego, niż jest: to słoneczne, spocone kino klasy B z trzaskiem łamanych kości i dużym budżetem. Działa dokładnie do momentu, w którym zaczyna traktować się zbyt poważnie.
Rozrywkowy, głośny film o mordobiciu ze świetnym Gyllenhaalem i nieokiełznanym McGregorem, któremu w drugiej połowie niestety brakuje sił na to, czego chce.
Road House: zwiastun
Informacje o filmie
| Reżyseria | Doug Liman |
|---|---|
| Obsada | Jake Gyllenhaal, Conor McGregor, Billy Magnussen, Travis Van Winkle, Darren Barnet, Daniela Melchior |
| Gatunek | Filmy akcji, Thrillery, Dramaty |
| Czas trwania | 121 min |
| Kraj | Filmy amerykańskie |
Bramkarz w raju: o czym jest film?
Punkt wyjścia jest banalnie prosty i wcale nie jest to wada. Dalton to były zawodnik UFC, którego przeszłość waży wyraźnie więcej niż jego prawy prosty. Przyjmuje posadę bramkarza w barze na Florida Keys, gdzie palmy, turkusowa woda i zimne piwo na pierwszy rzut oka wyglądają jak wymarzona emerytura. Tyle że ten raj nie jest tym, czym się wydaje, i Dalton dość szybko orientuje się, że barowe bójki to dopiero wierzchołek góry lodowej.
Nie ma sensu spoilerować, zresztą nie trzeba: każdy, kto widział w życiu choć jeden western, zna ten schemat. Przybywa nieznajomy, który mówi cicho, a bije mocno, miejscowi patrzą na niego podejrzliwie, a czarne charaktery wysyłają przeciw niemu coraz cięższą artylerię. Road House bierze ten szkielet i zamienia zakurzoną główną ulicę na nadmorską spelunę. Jest w tym coś odświeżająco szczerego. Film nie obiecuje więcej, niż daje, przynajmniej przez jakiś czas.
Gyllenhaal, najuprzejmiejsza maszyna do zabijania
Jake Gyllenhaal to aktor, który nawet do najgłupszego scenariusza potrafi przemycić niepokojącą głębię. Kto widział go w Wolnym strzelcu albo w Do utraty sił, wie, że fizycznie i psychicznie jest gotów pójść na całość. Najlepszym pomysłem na postać Daltona jest tutaj uprzejmość. Bramkarz w wykonaniu Gyllenhaala uśmiecha się, przeprasza i proponuje podwiezienie do szpitala komuś, komu właśnie złamał rękę. Ten kontrast daje filmowi najlepsze i najzabawniejsze momenty.
Rola jest zresztą skrojona pod niego: jest w niej szczypta mroku i odrobina pogardy dla samego siebie, które Gyllenhaal naprawdę potrafi uczynić odczuwalnymi, a przy tym wygląda, jakby przez trzy miesiące jadł wyłącznie pierś z kurczaka. Jeśli jest jakiś powód, żeby obejrzeć ten film, to właśnie on. Bez niego byłoby to kolejne zapominalne akcyjniaki ze streamingu, z nim robi się z tego przyjemny, charyzmatyczny show.
Conor McGregor, klęska żywiołowa
Pora porozmawiać o słoniu w pokoju, który zresztą z szerokim uśmiechem i zupełnie nago przechadza się przez targ. Conor McGregor jako Knox nie gra w klasycznym sensie tego słowa. On po prostu jest, z taką energią, że niemal wyrywa się z ekranu. Każdy ruch jest przesadzony, każda kwestia wykrzyczana i właśnie dlatego to działa. Przypomina postać z kreskówki, którą ktoś przez przypadek wrzucił do filmu akcji.
Czy to dobre aktorstwo? Raczej nie. Czy to rozrywka? Absolutnie. Wraz z pojawieniem się Knoxa zmienia się tempo i ton filmu, który zaczyna dryfować gdzieś pomiędzy thrillerem do potraktowania na serio a kompletnie odjechaną parodią kina o mordobiciu. Ja bawiłem się świetnie, ale rozumiem, jeśli kogoś to wybije z rytmu.
Z drugiego planu Billy Magnussen jako Ben Brandt gra swój typowy numer lekko irytującego bogatego paniczyka i robi to bardzo dobrze, to jego specjalność. Daniela Melchior jako Ellie to przyjemna obecność na ekranie, a Jessica Williams jako Frankie solidnie prowadzi wątek właścicielki baru. Joaquim de Almeida w roli szeryfa nie musi robić nic poza wejściem w kadr: sama jego twarz opowiada historię całego skorumpowanego miasteczka.
Doug Liman i kamera, która też się bije
Doug Liman zna się na akcji: reżyser Tożsamości Bourne'a i Na skraju jutra wie, jak pokazać bójkę z bliska. W scenach walk w Road House kamera niemal wchodzi pod ciosy, wiruje, przysuwa się tak blisko, że czasem mamy wrażenie, jakbyśmy sami oberwali łokciem. Jest to jednocześnie imponujące i miejscami męczące, bo efekty komputerowe chwilami wyraźnie odstają, a niektóre ciosy bardziej przypominają grę wideo niż prawdziwy ból.
Za to barowe bijatyki są znakomite. Mają rytm, humor i, co najważniejsze, charakter: widzimy, że Dalton nie jest po prostu silny, tylko walczy inteligentnie, wykorzystując jako broń zarówno otoczenie, jak i próżność przeciwników. Klimat baru z muzyką na żywo, zespół grający w tle i nieustanny gwar nadają filmowi przyjemnie brudny puls. Słońce Florydy pięknie kontrastuje z przemocą, a całość przez cały czas jest kolorowa i błyszcząca.
Gdzie film krwawi: runda druga
Kłopot zaczyna się w momencie, gdy film postanawia urosnąć do thrillera o wysokiej stawce. 121 minut to wyraźnie więcej, niż ten materiał jest w stanie unieść. Pierwsza godzina to luźny, zabawny, dobrze dawkowany barowy western, ale w drugiej połowie przybywa zwrotów akcji, wybuchów, pościgów łodziami i wielkich rozpraw, a gdzieś po drodze ulatnia się cała magia. Fabuła niepotrzebnie komplikuje coś, co było piękne właśnie dzięki prostocie.
Oryginalny Wykidajło z 1989 roku z Patrickiem Swayze też nigdy nie był szczytem sztuki filmowej, ale doskonale wiedział, że jest kultową, trochę głupkowatą, bardzo męską guilty pleasure. Remake odziedziczył tę pewną siebie autoironię tylko częściowo. Kiedy puszcza oko, jest świetnie. Kiedy próbuje dramatyzować wokół przeszłości Daltona, czuć, że scenariusz nie daje do tego wystarczająco materiału i nawet Gyllenhaal nie jest w stanie wycisnąć z tego więcej.
Wątek romantyczny też jest dość blady, a motywacje złoczyńców niewiele bardziej zniuansowane niż w sobotnim popołudniowym akcyjniaku. Samo w sobie nie byłoby to problemem, gdyby film tak bardzo się nie rozciągał.
Komu polecamy?
- Dla ciebie, jeśli: Dla tych, którzy do piwa szukają lekkiej, ale mocno uderzającej akcji i z przyjemnością patrzą, jak Jake Gyllenhaal z uśmiechem rozdaje ciosy wszystkim dookoła. Dla fanów McGregora pozycja obowiązkowa, choćby dla samego widowiska.
- Lepiej odpuść, jeśli: Kto czeka na poważny, trzymający w napięciu thriller albo czci oryginał ze Swayze jak świętość, raczej się rozczaruje. Nie jest to też film dla tych, którzy nie znoszą przerysowanej, kreskówkowej przemocy.
Jeśli ci się podoba, zobacz też: Wykidajło (1989), John Wick (2014), Jack Reacher: Jednym strzałem (2012), Podziemny krąg (1999), Tożsamość Bourne'a (2002)
Najczęstsze pytania
O czym jest Road House?
Były zawodnik UFC Dalton przyjmuje posadę bramkarza w barze na Florida Keys, ale szybko odkrywa, że ten raj nie jest tym, czym się wydaje.
Ile trwa Road House?
Film trwa 121 minut.
Kto wyreżyserował Road House?
Film wyreżyserował Doug Liman.
Kto gra w Road House?
Daltona gra Jake Gyllenhaal, a w roli Knoxa występuje Conor McGregor. W obsadzie są też Billy Magnussen (Ben Brandt), Daniela Melchior (Ellie), Jessica Williams (Frankie), Travis Van Winkle (Dex), Darren Barnet (Sam) i Joaquim de Almeida (szeryf).
Czy Road House to remake?
Tak. Film jest nową wersją filmu Road House z 1989 roku z Patrickiem Swayze w roli głównej, znanego w Polsce jako Wykidajło.
Czy warto zajrzeć do tej florydzkiej speluny?
Jeśli przyjdziesz w odpowiednim nastroju, to tak. Road House jest jak dobry wieczór w knajpie: pierwsze godziny są fantastyczne, śmiejesz się, muzyka gra głośno, ktoś efektownie wylatuje przez drzwi, a potem pod koniec wszystko trochę się rozłazi i zaczynasz zerkać na zegarek. Charyzma Jake'a Gyllenhaala i szalona obecność Conora McGregora bez trudu niosą ten film na plecach, a Doug Liman wie, jak nakręcić bójkę, żeby oglądało się ją z przyjemnością.
Klasykiem to nie zostanie i pewnie za dwa tygodnie będziesz pamiętać już tylko najlepsze bijatyki. Ale czasem człowiek potrzebuje dokładnie tego: przystojnego, uprzejmego bramkarza, który przeprasza, zanim złamie ci rękę. Wyłącz myślenie, otwórz coś zimnego i ciesz się ciosami. Ode mnie mocny, rozrywkowy średniak, który w swoich lepszych chwilach jest naprawdę dobry.
