Bilet do raju, recenzja: Julia Roberts i George Clooney znów razem i wciąż ogląda się ich z ogromną przyjemnością
Są filmy, które niesie nie scenariusz, tylko dwoje ludzi, którzy od dekad wiedzą, jak ukraść scenę. Bilet do raju to właśnie taki przypadek: Julia Roberts i George Clooney docinają sobie tak, jakby im za to płacili. I cóż, właśnie za to im płacą. Rewolucji z tego nie ma, ale jest coś przyjemnego jak udany urlop, którego potem wcale nie chce się za bardzo analizować.
Warto go obejrzeć nie dla fabuły, tylko dla chemii między dwójką gwiazd, a ta chemia w zupełności wystarcza na miły wieczór.
Informacje o filmie
| Original | Ticket to Paradise |
|---|---|
| Reżyseria | Ol Parker |
| Obsada | Julia Roberts, George Clooney, Kaitlyn Dever, Billie Lourd, Maxime Bouttier, Lucas Bravo |
| Gatunek | Dramaty, Komedie, Filmy romantyczne |
| Czas trwania | 104 min |
| Kraj | Filmy amerykańskie, Filmy brytyjskie |
O czym to jest? Dwoje byłych, jedna wspólna misja
Punkt wyjścia jest banalnie prosty i wcale nie jest to zarzut. David i Georgia Cotton są po rozwodzie i delikatnie mówiąc, nie należą do tych byłych, którzy w niedziele wpadają razem na kawę. Aż tu nagle przychodzi wiadomość: ich córka Lily zakochała się po uszy i chce wyjść za mąż. Rodzice zgadzają się tylko w jednym. Trzeba temu zapobiec, bo ich zdaniem Lily zaraz popełni ten sam błąd, który oni popełnili przed laty.
Tak rodzi się sojusz, który przypomina raczej zawieszenie broni, w którym każda ze stron trzyma nóż za plecami. Film nie ukrywa, dokąd zmierza, i nawet nie próbuje zaskakiwać. Ten rodzaj komedii romantycznej opiera się na tym, że doskonale wiesz, co się wydarzy, a mimo to cieszysz się samą drogą. Kto szuka zawiłej intrygi, trafił pod zły adres. Kto tęskni za starym, sprawdzonym przepisem na wakacyjny romans, jest dokładnie tam, gdzie powinien.
Roberts i Clooney: stare wygi wciąż w formie
Nie ma co owijać w bawełnę: to jest ich film. Julia Roberts jako Georgia i George Clooney jako David odbijają między sobą złośliwości z taką naturalną lekkością, że człowiek niemal zapomina, jak cienki jest materiał wyjściowy. Ich zgranie nie wzięło się znikąd. Widzieliśmy ich już razem w filmach z cyklu Ocean's Eleven i czuć, że znają nawzajem swój rytm.
Roberts pracuje tym samym wielkim, rozświetlającym wszystko uśmiechem, którym w latach dziewięćdziesiątych podbiła świat, ale tym razem dostała postać o ton bardziej zgryźliwą i kąśliwą. Widać, że świetnie się przy tym bawi. Clooney z charakterystycznym dla siebie autoironicznym urokiem gra ojca, który sam wie, że nie zawsze jest najmądrzejszy w pokoju. Najlepsze momenty to te, w których bohaterowie działają przeciwko sobie, a film pozwala aktorom trochę przeszarżować. Wtedy naprawdę trudno się nie śmiać.
Szczerze mówiąc, gdyby wymienić któreś z nich, film byłby wart połowę tego, co jest. To jednocześnie jego największa siła i największa słabość.
Młodsze pokolenie: fajne twarze, mało okazji
Kaitlyn Dever jako Lily Cotton jest sympatyczna i wiarygodna, co nie dziwi nikogo, kto widział ją w Booksmart. Doskonale porusza się na granicy komedii i dramatu. Problem w tym, że scenariusz traktuje ją raczej jako mechanizm napędzający akcję niż pełnoprawną bohaterkę. Lily jest tą, o którą rodzice toczą bój, ale jej własna historia ląduje gdzieś na drugim planie.
Billie Lourd jako Wren Butler wciela się w wyluzowaną, niewyparzoną przyjaciółkę i do każdej sceny wnosi trochę bezczelnej energii. Maxime Bouttier jako Gede jest miły i zrównoważony, co dobrze równoważy histerię rodziców. Lucas Bravo, znany wielu widzom z serialu Emily w Paryżu, jako Paul to jedna z najzabawniejszych postaci drugoplanowych i szkoda, że nie dostał więcej czasu na ekranie. Obsadę uzupełniają Cintya Dharmayanti (Losi) i Geneviève Lemon (Beth-Ann).
Ogólnie ekipa jest niezła, tyle że wszyscy stoją w cieniu dwóch wielkich nazwisk. To oczywiście nie przypadek: kto kupuje bilet na ten film, chce przede wszystkim zobaczyć Roberts i Clooneya.
Ol Parker i sztuka słonecznego kina
Reżyser Ol Parker nie jest w tym gatunku nowicjuszem. To on nakręcił kontynuację Mamma Mia! Here We Go Again i to widać. Parker rozumie, jak sfotografować film, żeby widz nawet w kinowym fotelu poczuł ciepło, słone powietrze i ten wakacyjny luz, którego na co dzień tak bardzo nam brakuje.
Bilet do raju jest wizualnie bardzo przyjemny. Kadry lśnią, plenery kuszą, a w tym, jak film sprzedaje fantazję o ucieczce od codzienności, jest coś bardzo świadomego. To kino po trosze reklamą turystyczną, po trosze komedią romantyczną i Parker zupełnie się tego nie wstydzi. Ja też nie miałbym mu tego za złe.
Potyka się za to na tempie. 104 minuty to niedużo, a jednak środkowa część trochę siada, kiedy sabotażowe akcje rodziców zaczynają się powtarzać. Ciaśniejszy montaż dodałby całości werwy.
Gdzie droga do raju zaczyna wyboiste?
Największym problemem jest przewidywalność. Każdy zwrot akcji wygląda, jakby wyjęto go prosto z podręcznika komedii romantycznej. Samo w sobie to nie grzech, bo gatunek żyje z tego, co znane, ale po pewnym czasie zaczyna brakować odrobiny ryzyka, niespodziewanego ruchu, choćby jednej sceny wyłamującej się ze schematu.
Warstwa dramatyczna też pozostaje dość powierzchowna. Rozwód, stare rany i rodzicielskie lęki mogłyby być poważnymi tematami, ale film ledwie ich dotyka, po czym szybko ucieka z powrotem do żartów. Może w lekkiej komedii tak właśnie powinno być, choć chwilami czułem, że dałoby się z tego wycisnąć więcej.
- Co działa: duet Roberts i Clooneya, słoneczna strona wizualna, kilka naprawdę świetnych, kąśliwych dialogów.
- Co mniej: przewidywalna fabuła, niewykorzystani bohaterowie drugoplanowi, miejscami siadające tempo.
Powrót komedii romantycznych dawnych czasów
Ten film ma wartość, której nie da się zmierzyć punktami. Przez pewien czas komedie romantyczne dla dorosłych, oparte na wielkich gwiazdach, niemal zniknęły z kin, a Bilet do raju jest swego rodzaju nostalgicznym powrotem do tego gatunku. Samo nazwisko Julii Roberts wystarczy, żeby pomyśleć o czasach Mój chłopak się żeni czy Pretty Woman, a film świadomie gra tym wspomnieniem.
Nie próbuje być mądrzejszy od widza ani serwować głębokiego komentarza społecznego. Mówi po prostu: oto dwoje ludzi, których lubisz, usiądź, pośmiej się i na chwilę zapomnij o swoich zmartwieniach. Dziś, gdy w kinach rządzą superbohaterowie i wielkie franczyzy, taka skromność działa wręcz odświeżająco.
Komu polecamy?
- Dla ciebie, jeśli: Dla tych, którzy lubią klasyczne komedie romantyczne oparte na gwiazdach, oraz dla fanów Julii Roberts i George'a Clooneya. Idealny na lekki wieczór we dwoje albo w gronie przyjaciół.
- Lepiej odpuść, jeśli: Kto liczy na niespodzianki, zawiłą intrygę albo głęboki dramat, raczej się rozczaruje. Osoby uczulone na klisze komedii romantycznej też nie znajdą tu swojego ulubieńca.
Jeśli ci się podoba, zobacz też: Mamma Mia! Here We Go Again (2018), Mój chłopak się żeni (1997), Ojciec panny młodej (1991), Ocean's Eleven: Ryzykowna gra (2001), Bezsenność w Seattle (1993)
Najczęstsze pytania
O czym jest film Bilet do raju?
David i Georgia są po rozwodzie, ale muszą zawrzeć sojusz, żeby nie dopuścić do ślubu ich zakochanej po uszy córki Lily, bo ich zdaniem popełnia ona ten sam błąd, który oni popełnili przed laty.
Ile trwa Bilet do raju?
Film trwa 104 minuty.
Kto gra główne role i kto wyreżyserował film?
W rolach głównych występują Julia Roberts (Georgia Cotton) i George Clooney (David Cotton), a obok nich Kaitlyn Dever, Billie Lourd, Maxime Bouttier i Lucas Bravo. Reżyserem jest Ol Parker.
Jaki jest oryginalny tytuł filmu?
Oryginalny tytuł tej amerykańsko-brytyjskiej produkcji to Ticket to Paradise.
Czy warto skorzystać z tego biletu do raju?
Tak, jeśli wiesz, na co się wybierasz. Bilet do raju nie zmieni twojego życia i pewnie za kilka tygodni nie będziesz pamiętać szczegółów. Zapamiętasz za to, że dobrze się bawiłeś. Julia Roberts i George Clooney prowadzą ten film z taką pewną siebie swobodą, że słabsze punkty niemal topnieją w słońcu.
Przewidywalny? Owszem. Powierzchowny? Czasami. Ale zrobiony z sercem, zabawny i ładny, a są takie wieczory, kiedy niczego więcej nie trzeba. Przy kieliszku wina, na koniec męczącego tygodnia, trudno o lepsze towarzystwo. Ja chętnie wybrałbym się z nimi na jeszcze jedną rundę.
