Gatto: recenzja przedpremierowa. Enrico Casarosa znów opowiada, a my już mruczymy z zachwytu
Są reżyserzy, których nazwisko na plakacie wystarczy, żebym od razu sięgał po chusteczki. Enrico Casarosa należy do tej wąskiej grupy, dlatego Gatto trafił w moim kalendarzu do rubryki z grubą czerwoną ramką. To recenzja przedpremierowa: filmu nikt jeszcze nie widział, ale składniki zapowiadają się na tyle smakowicie, że jest o czym rozmawiać.
Jeśli Casarosa utrzyma formę, Gatto może okazać się jedną z najcieplejszych i najbardziej uroczych animacji wiosny 2027 roku.
Gatto: zwiastun
Informacje o filmie
| Reżyseria | Enrico Casarosa |
|---|---|
| Gatunek | Filmy animowane |
| Kraj | Filmy amerykańskie, Filmy japońskie |
Kot w tytule i od razu nadstawiamy uszu
Gatto to po włosku po prostu kot. Trudno wymyślić sympatyczniejszy i prostszy tytuł dla filmu animowanego. Czuć w nim coś śródziemnomorskiego, słonecznego i odrobinę nostalgicznego, co do tego reżysera pasuje idealnie. O czym dokładnie będzie film, na podstawie dostępnych informacji powiedzieć nie umiem i nie zamierzam niczego zmyślać. Pewne jest tyle: to film animowany, powstający jako amerykańsko-japońska koprodukcja.
Szczerze mówiąc, nawet tak skromny zestaw wystarcza, żebym zaczął wiercić się na krześle. Koci tytuł, twórca, którego styl uwielbiam, i międzynarodowe zaplecze łączące dwie animacyjne potęgi. Całkiem niezły punkt wyjścia.
Enrico Casarosa: reżyser, który potrafi zanimować lato
Większość widzów zna Casarosę dzięki Luce, moim zdaniem jednej z najbardziej niedocenionych animacji ostatnich lat. Ten film nie próbował zbawiać świata ani budować wielowarstwowej mitologii. Opowiadał po prostu o przyjaźni, z taką lekkością i ciepłem, że jeszcze kilka dni po seansie miało się ochotę na lody nad morzem. Wcześniej krótkometrażowa La Luna pokazała, że Casarosa potrafi wyczarować magię w kilka minut, bez słów, samym obrazem i nastrojem.
Jego największą siłą jest to, że nie boi się małych, osobistych historii. Liczą się u niego gesty, rytm i kolory, a nie krzykliwe gagi. W czasach, gdy większość wielkich studyjnych animacji jest przegadana, przeładowana i rozpędzona do granic, to naprawdę orzeźwiające. Jeśli Gatto zachowa tę wrażliwość, dostaniemy coś znacznie bardziej osobistego niż kolejny familijny produkt z taśmy.
Ameryka i Japonia na jednym ekranie: co może wyniknąć z tego duetu?
Na liście krajów produkcji obok USA widnieje także Japonia i to od razu zwróciło moją uwagę. Japońska tradycja animacji, wystarczy przypomnieć filmy Hayao Miyazakiego, opowiada w zupełnie innym tempie i z inną wrażliwością niż szkoła hollywoodzka. Cisza, wyczekiwanie i piękno codziennych chwil są tam równie ważne jak sama fabuła.
Często mówi się, że Casarosa wiele zawdzięcza japońskiej animacji, i w niektórych sekwencjach Luki było to moim zdaniem wyraźnie widać. Co japoński udział oznacza w praktyce w przypadku Gatto, tego nie wiem. Ale jeśli przeniknie tu choć odrobina tej spokojnej, kontemplacyjnej magii, która cechuje najlepsze anime, może powstać naprawdę wyjątkowa mieszanka. Po cichu na to liczę.
Dlaczego już teraz mu ufam
Zobaczmy, co przemawia za Gatto, zanim zobaczyliśmy z niego choćby jedną klatkę w kinie:
- Charakter pisma reżysera. Sądząc po dotychczasowych pracach Casarosy, film będzie chciał działać sercem, a nie decybelami.
- Kot jako bohater. Historia animacji roi się od pamiętnych kotów, a sama postać kota jest jednocześnie zabawna, tajemnicza i rozczulająca. Wdzięczniejszy materiał trafia się rzadko.
- Możliwości wizualne. Koci ruch, gracja, lenistwo i nagłe zrywy to marzenie każdego animatora. Mogą z tego powstać przepiękne, zabawne sekwencje.
- Międzynarodowe zaplecze. Współpraca amerykańsko-japońska może przynieść świeższy, mniej przewidywalny styl.
Stąd też moja wysoka przewidywana ocena za stronę wizualną: Casarosa nigdy dotąd nie zawiódł pod tym względem i nie widzę powodu, dla którego miałby zacząć właśnie teraz.
Gdzie może się poślizgnąć łapa?
Nie byłbym uczciwy, gdybym tylko się zachwycał. Jest kilka zagrożeń, o których warto pamiętać.
Po pierwsze, łagodność Casarosy łatwo może przejść w letniość. Luce też zarzucano, że jest za mała, za prosta i za bezpieczna. Ja nie odbierałem tego jako słabości, ale rozumiem widzów, którzy od kinowego filmu oczekują wyższej stawki i większego dramatu. Jeśli Gatto pójdzie tą samą drogą, dla części publiczności okaże się zbyt skromny.
Po drugie, ryzyko kryje się w samej koprodukcji. Spotkanie dwóch kultur filmowych jest ekscytujące, ale źle wymieszane może sprawić, że efekt nie będzie naprawdę należał do żadnej z widowni. Trochę za amerykański dla fanów Japonii, trochę za wolny dla przyzwyczajonych do hollywoodzkiego rytmu. To niebezpieczeństwo zawsze unosi się nad takimi projektami.
Wreszcie największa niewiadoma: o samej fabule nie wiemy na razie prawie nic. Dlatego moja ocena za historię jest ostrożniejsza. Może to będzie cudowna, głęboka baśń, a może ładna, ale szybko zapomniana anegdotka. Odpowiedź przyniesie dopiero premiera.
Na co powinien przygotować się widz?
Jeśli zgadywać na podstawie dotychczasowej drogi reżysera, raczej nie czeka nas familijne kino napchane akcją i lawiną żartów, tylko nastrojowa, emocjonalna i bogata wizualnie animacja. Taka, którą dzieci obejrzą z przyjemnością, a dorośli być może z jeszcze większą, bo subtelniejsze warstwy otwierają się dopiero wtedy, gdy ma się za sobą kilka przeżytych lat.
Czy ta prognoza się sprawdzi, przekonamy się po premierze. Do tego czasu polecam każdemu, kto jeszcze nie widział, nadrobić Lucę, bo to najlepsza próbka tego, jak Casarosa myśli o ruchomym obrazie. A dla tych, którzy przychodzą od strony japońskiej animacji, Gatto może być prawdziwym obiektem ciekawości: ile z tamtej tradycji przetrwa w międzynarodowej koprodukcji?
Komu polecamy?
- Dla ciebie, jeśli: Dla tych, którzy pokochali Lucę, uwielbiają nastrojową i rozgrzewającą serce animację albo są ciekawi, co wyjdzie z amerykańsko-japońskiej współpracy. No i oczywiście dla wszystkich kociarzy.
- Lepiej odpuść, jeśli: Dla widzów oczekujących dynamicznej, nastawionej na akcję animowanej przygody z wielką stawką, bo Casarosa dotąd skłaniał się raczej ku cichszemu, subtelniejszemu opowiadaniu.
Jeśli ci się podoba, zobacz też: Luca (2021), Spirited Away: W krainie bogów (2001), Porco Rosso (1992), Flow (2024), Coco (2017)
Najczęstsze pytania
Kto wyreżyserował film Gatto?
Reżyserem filmu jest Enrico Casarosa, znany przede wszystkim z animacji Luca.
Jakiego gatunku jest Gatto?
Gatto to film animowany.
Jaki kraj wyprodukował Gatto?
To koprodukcja amerykańsko-japońska.
Co oznacza tytuł Gatto?
Gatto to włoskie słowo oznaczające kota.
Czy warto już teraz wypatrywać premiery Gatto?
Moim zdaniem tak. Wokół Gatto wciąż jest więcej znaków zapytania niż odpowiedzi, ale osoba reżysera i nietypowe amerykańsko-japońskie zaplecze w zupełności wystarczą, żeby potraktować ten projekt poważnie. Casarosa zawsze udowadniał, że w małych historiach mieszczą się ogromne emocje, i jeśli tym razem znów mu się uda, Gatto będzie filmem, do którego po latach będziemy wracać z uśmiechem. Moja przewidywana ocena jest ostrożnie wysoka: nie obiecuję cudu, ale bardzo chciałbym po premierze śmiało zaokrąglić ją w górę.
