Kinoster
PL ▾

Recenzja · Premiera: 20.08.2010

Niezniszczalni recenzja: Stallone zwołał starą gwardię i nie oszczędzał na materiałach wybuchowych

Filmy amerykańskieFilmy bułgarskieFilmy niemieckieThrilleryFilmy przygodoweFilmy akcji

Są filmy, na które idziemy nie dla scenariusza, tylko dla plakatu, i Niezniszczalni są dokładnie takim przypadkiem. Sylvester Stallone w 2010 roku zebrał ekipę złożoną z weteranów kina akcji i kilku młodszych twardzieli, a potem wysłał ich przeciwko południowoamerykańskiemu dyktatorowi. Wyszło surowo, głośno, momentami wręcz niezgrabnie, ale jest w tym coś, czego brakuje mi w dzisiejszych wypolerowanych blockbusterach.

6,0/10
Ocena
To nie jest mądry film i wcale nie próbuje nim być, ale dzięki nostalgii, chemii między aktorami i namacalnej demolce wciąż sprawdza się idealnie na wieczór przy piwie.
Fabuła
5
Aktorstwo
6
Reżyseria
6
Strona wizualna
7
Muzyka i dźwięk
7
Emocje
5

Ocena końcowa to średnia z sześciu kryteriów.

Niezniszczalni: zwiastun

Informacje o filmie

OriginalThe Expendables
Premiera w Polsce20.08.2010
ReżyseriaSylvester Stallone
ObsadaSylvester Stallone, Jason Statham, 李连杰, Dolph Lundgren, Eric Roberts, Randy Couture
GatunekThrillery, Filmy przygodowe, Filmy akcji
Czas trwania103 min
Kategoria wiekowa16
KrajFilmy amerykańskie, Filmy bułgarskie, Filmy niemieckie

Najemnicy, dyktator, zdrada: o czym jest film bez spoilerów?

Punkt wyjścia to klasyczny przepis rodem z lat osiemdziesiątych i film ani przez chwilę tego nie ukrywa. Grupa najemników dostaje zlecenie: wedrzeć się do południowoamerykańskiego kraju i zlikwidować jego okrutnego dyktatora. Jak to w takich historiach bywa, zadanie okazuje się dużo bardziej zagmatwane, niż wyglądało na papierze. Szybko wychodzi na jaw, że nic nie jest takie, jakie się wydaje, a drużyna wpada w sieć oszustw i zdrady.

Stawka rośnie: w grę wchodzi życie niewinnych ludzi, dalsze prowadzenie misji wydaje się niemożliwe, a na dokładkę okazuje się, że jeden z towarzyszy ich zdradził. Więcej nie zdradzę i szczerze mówiąc, nie ma takiej potrzeby. Fabuła Niezniszczalnych nie istnieje po to, żeby zaskakiwać, tylko po to, żeby był pretekst do kolejnej strzelaniny i kolejnej kłótni rozstrzygniętej pięściami.

Nie mówię tego złośliwie. W takim kinie historia działa jak dobre rusztowanie: nikt na nie nie patrzy, ale bez niego wszystko by się zawaliło. Tutaj rusztowanie trochę skrzypi, ale ciężar utrzymuje.

Lista obecności na zjeździe absolwentów kina akcji

Największą bronią tego filmu nie jest karabin maszynowy, tylko obsada. Sylvester Stallone jako Barney Ross dowodzi oddziałem i po Rockym oraz Rambo nikomu nie trzeba tłumaczyć, jak dobrze pasuje mu rola zmęczonego, poharatanego przywódcy. Obok niego Jason Statham jako Lee Christmas wnosi tę luzacką, sarkastyczną energię, której oczekujemy od niego od czasów Transportera. Moim zdaniem to najbardziej rozrywkowa postać na ekranie.

Jet Li gra Yin Yanga i choć żarty z jego niskiego wzrostu bywają męczące, to gdy wreszcie może walczyć, widać, skąd wzięła się jego legenda. Dolph Lundgren jako Gunner Jensen to osobna przyjemność. On i Stallone razem na ekranie to od czasów Rocky'ego IV coś ważnego dla całego pokolenia, a Lundgren dostaje zaskakująco nieobliczalną, lekko szaloną postać.

Mniej hollywoodzkie nazwiska też robią robotę. Randy Couture jako Toll Road i Steve Austin jako Paine przynoszą ze świata sportów walki i wrestlingu wiarygodną fizyczność, która w tym gatunku jest warta więcej niż tuzin dobrze napisanych dialogów. Po ciemnej stronie Eric Roberts jako James Monroe gra ze śliską elegancją, a David Zayas wciela się w generała Garzę, czyli dyktatora.

Stallone za kamerą: młot, nie skalpel

Film wyreżyserował sam Sylvester Stallone i widać to w każdym kadrze. Subtelnym reżyserem nie jest i nawet nie próbuje nim być. Ciągnie go w stronę zmęczonych męskich ciał, starych ran, przyjaźni i lojalności, a te cichsze momenty bywają zaskakująco szczere. Jest coś wzruszającego w scenie, w której grupa starzejących się bohaterów kina akcji siada w zadymionym lokalu i rozmawia o tym, co stracili przez lata.

Sceny akcji są za to nierówne. Kiedy Stallone pozwala kamerze spokojnie przyglądać się zniszczeniom, wybuchy i demolka stają się fizycznie odczuwalne, co w 2010 roku było prawdziwym orzeźwieniem na tle komputerowych orgii efektów. Innym razem przez szybki montaż i trzęsącą się kamerę z walk wręcz niewiele widać, a w przypadku Jet Li i aktorów z przeszłością w sztukach walki to wręcz grzech. Jeśli ktoś ma taką kulturę ruchu, trzeba ją pokazać, a nie poszatkować.

Dobrze robi filmowi za to czas trwania: 103 minuty. Nic się nie dłuży, nikt tu nie udaje trzygodzinnej epopei. Film wchodzi, wysadza wszystko w powietrze i wychodzi. Dziś, gdy co drugi akcyjniak trwa dwie i pół godziny, bardzo to doceniam.

Co działa: siła nostalgii i namacalna demolka

Największą zaletą Niezniszczalnych jest to, że dokładnie wiedzą, co oferują. To list miłosny do twardego, prostego kina akcji z lat osiemdziesiątych, kiedy jeden facet z karabinem rozprawiał się z całą armią i nikt nie pytał, skąd ma tyle amunicji. Film nie ironizuje, nie puszcza oka do widza na każdym kroku, tylko traktuje swój gatunek poważnie i właśnie dlatego działa.

Na finał Stallone najwyraźniej przeznaczył całą resztkę budżetu na materiały wybuchowe i to widać. Film chciałby być jednocześnie thrillerem, kinem przygodowym i akcyjniakiem, ale w ostatnim akcie akcja wygrywa bezdyskusyjnie i tak ma być. Wątek zdrady dodaje trochę napięcia w środkowej części, nawet jeśli zwrot akcji nikomu nie rozsadzi głowy.

Humor też w większości trafia. Docinki między członkami ekipy i męskie przepychanki słowne brzmią jak w koszarowej szatni, a sucha ironia Stathama świetnie równoważy melancholię Stallone'a.

Gdzie zacina się zamek: słabe punkty

Błędem byłoby udawać, że to bezbłędny klasyk gatunku. Scenariusz jest cienki, część dialogów brzmi, jakby napisał je czternastolatek na ostatniej stronie zeszytu, a postacie kobiece to w praktyce dekoracja. Złoczyńcy są jednowymiarowi i choć Eric Roberts wyraźnie bawi się rolą, nie dostaje naprawdę ciekawego materiału.

Wielu członków drużyny to raczej wizytówki niż postacie. Couture i Austin robią fizycznie ogromne wrażenie, ale niewiele się o nich dowiadujemy, a film czasem zapomina, że w kinie drużynowym każdy z ekipy potrzebuje własnego momentu. Do tego, jak już pisałem, walki kręcone roztrzęsioną kamerą marnują ten fizyczny talent, dla którego w ogóle zebrano to towarzystwo.

Trzeba też uprzedzić, że to kino dla dorosłych: krwawe, brutalne, śmierci niczym tu nie upiększa. Kto nie znosi takiej dosadności, szybko będzie miał dość.

Jak film zniósł próbę czasu w 2026 roku?

Ciekawie wraca się do tego filmu po latach od polskiej premiery 20 sierpnia 2010 roku. Wtedy wielu machnęło na niego ręką jako na projekt, który ma zasilić emerytalne konta starzejących się gwiazd. Dziś jednak, gdy kino akcji w dużej mierze rozgrywa się na tle cyfrowych dekoracji, a bohaterowie częściej korzystają z supermocy niż z mięśni, surowość Niezniszczalnych dojrzała niemal do rangi zalety. Widać pot, czuć ciężar i to ma znaczenie.

Z upływem lat nie zrobiło się z tego arcydzieło, ale zrobiła się sympatyczna, głośna, szczera relikwia, która daje dokładnie to, co obiecuje. A to w dzisiejszej ofercie kinowej już samo w sobie jest rzadkością.

Komu polecamy?

Jeśli ci się podoba, zobacz też: John Rambo (2008), Komando (1985), Predator (1987), Transporter (2002), Zabójcza broń (1987)

Najczęstsze pytania

Kiedy Niezniszczalni weszli do polskich kin?

Polska premiera filmu odbyła się 20 sierpnia 2010 roku.

O czym są Niezniszczalni?

Grupa najemników zostaje wynajęta, by wedrzeć się do południowoamerykańskiego kraju i zlikwidować okrutnego dyktatora, ale w trakcie misji wpada w sieć oszustw i zdrady, a jeden z towarzyszy okazuje się zdrajcą.

Ile trwają Niezniszczalni?

Film trwa 103 minuty.

Czy to film odpowiedni dla dzieci?

Nie. To brutalne, krwawe kino akcji przeznaczone dla dorosłego widza, więc na seans z dziećmi się nie nadaje.

Kto wyreżyserował Niezniszczalnych?

Film wyreżyserował Sylvester Stallone, który zagrał też Barneya Rossa, dowódcę oddziału.

Kto występuje w Niezniszczalnych?

Sylvester Stallone, Jason Statham, Jet Li, Dolph Lundgren, Eric Roberts, Randy Couture, Steve Austin i David Zayas.

Czy warto dziś odkopać tę skrzynkę z amunicją?

Tak, jeśli wiesz, na co siadasz. Niezniszczalni nie odmienią twojego spojrzenia na życie, nie trafią na listę ulubionych filmów krytyków, a przez scenariusz prześwituje światło. Rzadko jednak zdarza się kino akcji, które tak szczerze kocha własny gatunek. Stallone zwołał kumpli, dał im broń i dyktatora, a potem pozwolił im robić to, co potrafią najlepiej. Na sobotni seans z pizzą i znajomymi wciąż polecam go bez wahania, tylko myślenie zostaw w przedpokoju.

Ocena: 6,0/10 · Fabuła 5 · Aktorstwo 6 · Reżyseria 6 · Strona wizualna 7 · Muzyka i dźwięk 7 · Emocje 5