Kinoster
PL ▾

Recenzja

Płoty, recenzja: Denzel Washington zamyka cały amerykański sen na jednym podwórku

Filmy amerykańskieFilmy kanadyjskieDramatyDramaty rodzinne

Rzadko siada się do filmu ze świadomością, że przez ponad dwie godziny bohaterowie będą głównie rozmawiać, i jeszcze rzadziej wstaje się z poczuciem, że napięcie nie odpuszczało ani na chwilę. Płoty są właśnie takim filmem. Denzel Washington, tu jednocześnie reżyser i odtwórca głównej roli, postawił wszystko na jedną kartę: na tekst i na swoich aktorów. I ta karta w większości okazuje się zwycięska.

7,8/10
Ocena
Aktorska uczta na ciasnym podwórku: powolna, przegadana i chwilami teatralna, ale duet Washingtona i Violi Davis jest tak mocny, że warto poświęcić tej historii każdą minutę.
Fabuła
8
Aktorstwo
10
Reżyseria
7
Strona wizualna
6
Muzyka i dźwięk
7
Emocje
9

Ocena końcowa to średnia z sześciu kryteriów.

Płoty: zwiastun

Informacje o filmie

OriginalFences
ReżyseriaDenzel Washington
ObsadaDenzel Washington, Viola Davis, Stephen McKinley Henderson, Jovan Adepo, Russell Hornsby, Mykelti Williamson
GatunekDramaty
Czas trwania139 min
KrajFilmy amerykańskie, Filmy kanadyjskie

Śmieciarka, weekendowy dżin i porzucone marzenie

Troy Maxson żyje w Ameryce lat 50., w jednej z czarnych dzielnic Pittsburgha. Kiedyś grał w baseball w lidze dla czarnoskórych zawodników, dziś zarabia na chleb jako śmieciarz. Praca jest monotonna i wyczerpująca, wyciska z niego nie tylko siły, ale i duszę. Po zakończeniu zmiany zostają mu dwie rzeczy: żona Rose i przyjaciele, z którymi na podwórku przed domem snuje opowieści, rzuca żartami i rozdrapuje stare urazy.

Troy i Rose próbują przy tym ułożyć przyszłość swoich dwóch synów. Jeden chce zostać muzykiem, drugi marzy o karierze w futbolu amerykańskim. Tyle na start i więcej zdradzać nie zamierzam, bo siła tego filmu nie tkwi w zwrotach akcji. Tkwi w tym, jak z tej zwyczajnej sytuacji powoli, niemal niezauważenie wyłania się bilans całego życia.

To nie jest dramat, w którym co scena coś wybucha. Przypomina raczej długą rodzinną kolację, podczas której wszyscy wiedzą, że prędzej czy później ktoś powie to, czego mówić nie powinien. I w końcu ktoś to mówi.

Denzel Washington, głośny król podwórka

Denzela Washingtona wszyscy znają z charyzmatycznych, pewnych siebie postaci, od skorumpowanego gliniarza z Dnia próby po tytułową rolę w Malcolmie X. Troy Maxson na pierwszy rzut oka pasuje do tej galerii: hałaśliwy, gadatliwy, zakochany we własnym głosie, wygrywa każdą rozmowę. Z każdą minutą okazuje się jednak, że ta głośność nie jest siłą, tylko pancerzem.

Washington robi tu coś bardzo niewygodnego i mówię to jako komplement: wcale nie zależy mu na tym, żebyśmy Troya polubili. Pozwala mu irytować, być niesprawiedliwym, mówić synom rzeczy, przy których chciałoby się wtrącić. A mimo to cały czas widzimy w nim człowieka, którego świat raz po raz zostawiał po drugiej stronie płotu. Ta dwoistość jest kręgosłupem filmu i Washington ani na moment jej nie wypuszcza.

Jeśli można mu coś zarzucić, to liczbę monologów. Troy mówi dużo i są chwile, gdy czuć, że aktor delektuje się tekstem odrobinę bardziej, niż wymaga tego scena.

Viola Davis, która po cichu kradnie cały film

Jeśli Troy jest burzą, to Rose jest domem, który mimo burzy wciąż stoi. Viola Davis to jedna z najlepszych aktorek dramatycznych, jakie Hollywood dało nam w ostatnich dekadach, wiemy to co najmniej od Wątpliwości i Służących, ale tutaj pokazuje coś zupełnie wyjątkowego. Rose długo pozostaje niemal postacią z tła: gotuje, milczy, uśmiecha się do opowieści Troya, łagodzi spory, kiedy trzeba.

Aż przychodzi moment, w którym zabiera głos, i od tej chwili trudno złapać oddech. Nie powiem, kiedy ani dlaczego, ale każdy, kto widział film, wie, o której scenie mowa. Na twarzy Davis jest wszystko, co Rose latami w sobie dusiła, i to jest dokładnie ten rodzaj aktorstwa, dla którego w ogóle chodzi się do kina.

Szczerze: gdybym miał podać tylko jeden powód, żeby obejrzeć Płoty, byłaby nim Viola Davis.

Drugi plan, który nie jest tylko dekoracją

Łatwo byłoby oprzeć wszystko na dwójce głównych bohaterów, ale ekipa wokół nich też jest wyjątkowo mocna. Stephen McKinley Henderson jako Jim Bono, najlepszy przyjaciel Troya, to jedna z najcieplejszych obecności w filmie: śmieje się z jego żartów, ale widzi też to, czego Troy widzieć nie chce.

Jovan Adepo jako Cory, młodszy syn, dostaje najtrudniejsze zadanie: musi stawić czoło ojcu, a jednocześnie widać po nim, jak bardzo pragnie jego uznania. Russell Hornsby jako Lyons, starszy syn marzący o muzyce, świetnie oddaje postać kogoś, kto w cieniu ojca próbuje zbudować własne życie.

Osobne słowa należą się Mykeltiemu Williamsonowi, który gra Gabriela Maxsona, brata Troya. Jego postać początkowo wydaje się dziwna i jakby rozbita, ale każde jej pojawienie się zmienia nastrój i niesie jeden z najboleśniejszych wątków filmu. Saniyya Sidney jako Raynell pojawia się w mniejszej roli, za to zapada w pamięć.

Jedno podwórko, jeden dom, jeden płot: tu reżyseria się potyka

Teraz mniej entuzjastyczna część. Denzel Washington jako reżyser wyraźnie chciał oddać szacunek aktorom i tekstowi, i to słuszny wybór. Problem w tym, że ma on swoją cenę: Płoty często sprawiają wrażenie raczej sfilmowanego spektaklu niż kina. Przestrzenie są ciasne, sceny długie, a kamera częściej obserwuje, niż opowiada.

W niektórych momentach działa to wręcz na korzyść, bo widz zostaje zamknięty na tym podwórku razem z rodziną Troya i nie ma dokąd uciec przed napięciem. Kiedy indziej jednak 139 minut daje się odczuć, zwłaszcza w środkowej części, gdzie rozmowy zaczynają kręcić się w kółko.

Strona wizualna nie jest więc mocną stroną filmu. Klimat Pittsburgha lat 50. bije raczej ze strojów, gestów i sposobu mówienia bohaterów niż z samych obrazów.

Ojcowie, synowie i płoty, które stawiamy

Tytuł nie jest przypadkowy. Film na każdym poziomie opowiada o płotach: o tym, który społeczeństwo postawiło wokół Troya, o tym, który on sam stawia wokół rodziny, i o tym, przez który próbują przeskoczyć jego synowie. Jedna z najciekawszych myśli filmu mówi, że krzywdy się dziedziczy. Troy, który tyle razy w życiu odbijał się od ściany, wznosi dokładnie tę samą ścianę przed własnym synem i chyba nawet tego nie zauważa.

Dzięki temu Płoty są nie tylko dramatem o konkretnej epoce, ale filmem bardzo współczesnym. Każdy, kto miał skomplikowaną relację z ojcem albo kto jako rodzic odkrył, że robi dokładnie to, czego kiedyś nienawidził, rozpozna się w którejś scenie. I to zaboli, w najlepszym sensie tego słowa.

Komu polecamy?

Jeśli ci się podoba, zobacz też: Moonlight (2016), Służące (2011), Wątpliwość (2008), Gdyby ulica Beale umiała mówić (2018), Kamerdyner (2013)

Najczęstsze pytania

O czym są Płoty?

O Troyu Maxsonie, byłym baseballiście ligi dla czarnoskórych zawodników, który w latach 50. pracuje w Pittsburghu jako śmieciarz i razem z żoną Rose próbuje ułożyć przyszłość dwóch synów.

Ile trwają Płoty?

Film trwa 139 minut.

Kiedy miały premierę Płoty?

Premiera filmu odbyła się 16 grudnia 2016 roku.

Kto wyreżyserował Płoty?

Film wyreżyserował Denzel Washington, który zagrał też główną rolę, Troya Maxsona.

Kto gra Rose Maxson w Płotach?

W rolę Rose Maxson wcieliła się Viola Davis.

Jaki jest oryginalny tytuł filmu Płoty?

Oryginalny tytuł to Fences. Film powstał w koprodukcji amerykańsko-kanadyjskiej.

Czy warto przeskoczyć przez ten płot?

Tak, ale trzeba wiedzieć, na co się człowiek pisze. Płoty nie bawią w klasycznym znaczeniu tego słowa. Sadzają cię na krześle, zamykają drzwi i przez ponad dwie godziny każą słuchać najboleśniejszych rozmów jednej rodziny. Washington jako reżyser mógł być odważniejszy, a całość mogłaby być zwięźlejsza. Ale kiedy Viola Davis i Denzel Washington stają naprzeciw siebie na tym małym podwórku, wszystkie drobne potknięcia bledną. To film, który zapamiętasz nie dla zdjęć, tylko dlatego, że po seansie trochę inaczej pomyślisz o własnym ojcu. Ode mnie mocna rekomendacja, najlepiej na spokojny wieczór i z kieliszkiem czegoś dobrego w dłoni.

Ocena: 7,8/10 · Fabuła 8 · Aktorstwo 10 · Reżyseria 7 · Strona wizualna 6 · Muzyka i dźwięk 7 · Emocje 9