Pulp Fiction recenzja: po trzydziestu latach to wciąż najlepszy pojedynek na słowa w historii kina
Są filmy, które się ogląda, i są takie, które cytuje się przez całe życie. Pulp Fiction należy do tych drugich. Trwający 154 minuty kryminał Quentina Tarantino rozbija chronologię na kawałki, każe płatnym zabójcom gadać o hamburgerach i cudach, a przy tym bierze zakręty z taką nonszalancją, że widz ledwo nadąża. Obejrzany po trzydziestu latach wciąż jest bezczelnie świeży.
Pulp Fiction nie zestarzał się ani o dzień: jest zabawny, brutalny, piekielnie wciągający i do dziś co drugi film gangsterski mierzy się właśnie z nim.
Pulp Fiction: zwiastun
Informacje o filmie
| Premiera w Polsce | 19.05.1995 |
|---|---|
| Reżyseria | Quentin Tarantino |
| Obsada | John Travolta, Samuel L. Jackson, Uma Thurman, Bruce Willis, Ving Rhames, Harvey Keitel |
| Gatunek | Thrillery, Kryminały, Komedie |
| Czas trwania | 154 min |
| Kategoria wiekowa | 15 |
| Kraj | Filmy amerykańskie |
O czym to jest? Jedna walizka, mnóstwo słów i kilka kul
Streszczanie fabuły Pulp Fiction przypomina tłumaczenie dowcipu: da się, tylko po co. Ale w skrócie: mamy dwóch pyskatych, twardych, a jednak dziwnie sympatycznych gangsterów, Vincenta i Julesa, którzy mają odzyskać dla szefa pewną walizkę. Po drodze muszą oczywiście zabić kilka osób, ale cóż, taki zawód. Jules cudem unika wymierzonych w niego kul i uznaje to za znak: postanawia odejść z branży. Na Vincenta czeka tymczasem delikatne zadanie, ma zabrać na miasto żonę szefa mafii.
Równolegle śledzimy Butcha, boksera, który zamierza wykiwać osławionego bossa Marsellusa Wallace'a, a sprawy toczą się tak, że w końcu bardziej głowi się nad tym, jak go uratować, niż jak go zastrzelić. A jakby tego było mało, para drobnych rabusiów szykuje się do napadu na knajpę. Tyle że wybrali kiepski dzień: śniadanie jedzą tam akurat Vincent i Jules.
Jak i w jakiej kolejności te wątki się łączą, nie zdradzę. Wystarczy powiedzieć, że Tarantino nie opowiada po linii prostej, tylko rozdziałami, skacząc w czasie tam i z powrotem, i właśnie z tego rodzi się jedna z największych przyjemności tego filmu.
Tarantino, kinowy DJ
Quentin Tarantino reżyseruje jak opętany DJ, który chce wcisnąć wszystkie ulubione kawałki w jeden set, i jakimś cudem to działa. Pulp Fiction jest jednocześnie kryminałem, thrillerem i czarną komedią, a przeskoki między gatunkami nie wybijają z rytmu, tylko pchają film do przodu. Luźna pogawędka w mgnieniu oka zamienia się w szarpiące nerwy napięcie, a potem w absurdalny rechot.
Największym trikiem pozostają jednak dialogi. Bohaterowie Tarantino gadają bez przerwy i prawie nigdy o tym, o czym powinni gadać w zwykłym filmie gangsterskim. O drobiazgach, codziennych głupotach, filozofii, a w tle cały czas wisi przemoc. Ten kontrast nadaje filmowi rytm: wierzysz, że to ludzie, a nie tekturowe postacie, i właśnie dlatego robi się naprawdę strasznie, kiedy pada strzał.
Pomieszana chronologia nie jest też sztuczką dla samej sztuczki. Dzięki porwanej strukturze każda scena nabiera nowego znaczenia, gdy obraz się składa, a pod koniec masz wrażenie, że ułożyłeś puzzle, o których nawet nie wiedziałeś, że są puzzlami.
Obsada, do której nie da się przyczepić
John Travolta jako Vincent Vega jest jednocześnie leniwy, cool i trochę żałosny, i właśnie ta mieszanka czyni go niezapomnianym. Obok niego Samuel L. Jackson jako Jules Winnfield po prostu miażdży: każde jego zdanie ma ciężar, każde spojrzenie grozi, a kiedy się rozkręca, cała sala zamiera. Chemia między nimi napędza ten film, to duet, na który mógłbym patrzeć godzinami, nawet bez żadnej fabuły.
Uma Thurman jako Mia Wallace daje filmowi jego najbardziej kultową obecność: tajemniczą, nieprzewidywalną i niebezpiecznie pociągającą. Bruce Willis jako Butch Coolidge przekuwa swoją typową charyzmę bohatera kina akcji w coś znacznie bardziej zmęczonego i bezbronnego, a Ving Rhames jako Marsellus Wallace kilkoma słowami przekonuje, że to on stoi na szczycie łańcucha pokarmowego.
A do tego drugi plan: Harvey Keitel jako The Wolf to uosobienie profesjonalizmu, Eric Stoltz jako Lance genialnie gra faceta wrzuconego w bardzo niewygodną sytuację, a Tim Roth jako Pumpkin z doskonałą nerwowością otwiera jeden z najbardziej pamiętnych wątków. Nie ma słabego ogniwa, co przy tak dużym zespole graniczy z cudem.
Co działa? Prawie wszystko
- Dialogi: z tego filmu narodziło się pół internetu cytatów i nie bez powodu. Każda kwestia to przyjemność.
- Struktura: dzięki skokom w czasie przy kolejnym seansie odkrywasz nowe powiązania.
- Muzyka: wybrane piosenki tak wryły się w sceny, że potem nie da się ich słuchać bez filmu przed oczami.
- Zmiany nastroju: jedna scena potrafi być zabawna, krępująca i przerażająca naraz.
- Postacie: o każdej masz wrażenie, że żyje także poza kadrem.
Pulp Fiction to ten rzadki film, którego nie trzeba kochać z obowiązku, bo jest tak rozrywkowy, że po prostu porywa.
Gdzie dobrego może być za dużo?
Powiem szczerze: Pulp Fiction nie jest dla każdego i wcale nie próbuje być. 154 minuty to sporo, a kto liczy na szybką akcję, może się zdziwić, ile czasu schodzi na rozmowy. Tarantino czasem wręcz rozkoszuje się każeniem widza na coś czekać, i jeśli nie złapiesz jego stylu, te sceny mogą wydawać się rozwleczone.
Przemoc też nie jest podana w rękawiczkach. To kino zdecydowanie dla dorosłych i trzeba to traktować poważnie: brutalność często spada nagle i surowo, w dodatku nierzadko podlana humorem, co dla części widzów bywa wyjątkowo nieprzyjemne. Język również jest ostry, bohaterowie nie przebierają w słowach. Dla mnie to zalety filmu, ale rozumiem, jeśli kogoś odpychają.
Wizualnie to też nie kategoria błyszczących superprodukcji. Siła Pulp Fiction tkwi w scenach, aktorach i tekście, a nie w wizualnych fajerwerkach. Za to ma styl, który od tamtej pory podrabiano niezliczoną ilość razy.
Komu polecamy?
- Dla ciebie, jeśli: Dla każdego, kto lubi błyskotliwe dialogi, czarny humor i kryminały o nietypowej konstrukcji. Dla kinomanów to obowiązkowa klasyka, nawet przy piątym seansie.
- Lepiej odpuść, jeśli: Dla tych, którzy nie znoszą surowej przemocy i wulgarnego języka albo oczekują dynamicznego kina akcji opowiedzianego po kolei. Im film może się dłużyć i irytować.
Jeśli ci się podoba, zobacz też: Wściekłe psy (1992), Jackie Brown (1997), Porachunki (1998), In Bruges (2008), Big Lebowski (1998)
Najczęstsze pytania
O czym jest Pulp Fiction?
Dwóch płatnych zabójców, Vincent i Jules, próbuje odzyskać walizkę dla swojego szefa, bokser Butch szykuje się do wykiwania bossa Marsellusa Wallace'a, a para drobnych rabusiów planuje napad na restaurację. Wątki łączą się nie chronologicznie, tylko w rozdziałach.
Ile trwa Pulp Fiction?
Film trwa 154 minuty.
Kiedy Pulp Fiction wszedł do polskich kin?
Polska premiera kinowa odbyła się 19 maja 1995 roku.
Czy Pulp Fiction nadaje się dla dzieci?
Nie. To film dla dorosłych widzów, z brutalną przemocą i bardzo wulgarnym językiem, więc zdecydowanie nie warto oglądać go z dziećmi.
Kto wyreżyserował Pulp Fiction?
Film wyreżyserował Quentin Tarantino.
Kto gra w Pulp Fiction?
John Travolta (Vincent Vega), Samuel L. Jackson (Jules Winnfield), Uma Thurman (Mia Wallace), Bruce Willis (Butch Coolidge), Ving Rhames (Marsellus Wallace), Harvey Keitel (The Wolf), Eric Stoltz (Lance) i Tim Roth (Pumpkin).
Czy po trzydziestu latach warto wrócić do Pulp Fiction?
Bez dwóch zdań. Pulp Fiction to film, po którym kino gangsterskie zaczęło mówić inaczej, i czuć to do dziś w każdej jego minucie. Jeśli jeszcze go nie widziałeś, zazdroszczę, bo przed tobą pierwszy seans. Jeśli już widziałeś, obejrzyj jeszcze raz: dzięki porwanej strukturze za każdym razem zauważysz coś innego, a dialogi ani trochę się nie zużyły. Należałoby mu się dziesięć na dziesięć, gdyby miejscami nie był celowo przegięty, ale właśnie to przegięcie stanowi jego istotę. Weź hamburgera i włączaj.
