Kinoster
PL ▾

Recenzja przedpremierowa · W kinach od 16.10.2026

Street Fighter. Uliczny Wojownik: recenzja przedpremierowa. Ryu i Ken wracają i może wreszcie dostaną film, na jaki zasługują

Filmy amerykańskieFilmy akcjiAdaptacje gier wideo

Ten film ma do zmycia trzydzieści lat wstydu. Powstaje na podstawie gry, którą zna każdy, a której nikt jak dotąd nie potrafił porządnie przenieść na ekran. Street Fighter. Uliczny Wojownik zabiera nas do 1993 roku, a w obsadzie ma gromadę zapaśników, rapera i komików. I właśnie ta dziwaczna mieszanka daje nadzieję. To nie jest recenzja obejrzanego filmu, tylko zapowiedź: czego możemy się spodziewać i dlaczego kibicuję mu bardziej, niż wypada.

6,8/10
Przewidywana ocena
Na papierze to najodważniejsza i najbardziej szalona adaptacja Street Fightera w historii. Jeśli reżyser sięgnie po swój anarchiczny humor, może z tego wyjść rzadki sukces w tym gatunku.
Fabuła
6
Aktorstwo
7
Reżyseria
7
Strona wizualna
8
Muzyka i dźwięk
7
Emocje
6

Ocena końcowa to średnia z sześciu kryteriów.

Street Fighter. Uliczny Wojownik: zwiastun

Informacje o filmie

OriginalStreet Fighter
Premiera w Polsce16.10.2026
ReżyseriaKitao Sakurai
ObsadaNoah Centineo, Andrew Koji, Callina Liang, Joe Anoa'i, David Dastmalchian, Cody Rhodes
GatunekFilmy akcji
KrajFilmy amerykańskie

O czym to jest? Dwóch dawnych przyjaciół, turniej i spisek

Akcja toczy się w 1993 roku i już samo to jest genialnym ruchem. To złota era Street Fightera II: salony gier, automaty na żetony i sekretne kombosy przekazywane z ust do ust. W centrum stoi dwóch skłóconych ulicznych wojowników: Ryu, w którego wciela się Andrew Koji, oraz Ken Masters, grany przez Noaha Centineo. Ich drogi kiedyś się rozeszły, ale teraz znów muszą wejść na ring.

Iskrą zapalną jest tajemnicza Chun-Li (Callina Liang), która werbuje ich do kolejnego Światowego Turnieju Wojowników. Według oficjalnego opisu ma to być krwawe starcie pięści, losów i emocji, a za bitwą królów kryje się śmiertelny spisek. Bohaterowie będą musieli zmierzyć się nie tylko ze sobą nawzajem, ale też z demonami własnej przeszłości. Kto pociąga za sznurki, oficjalny opis nie zdradza, a ja nie zamierzam zgadywać. Na koniec, jak bardzo trafnie ujęto to w zapowiedzi: jeśli się nie uda, to GAME OVER.

Szczerze? To klasyczny szkielet filmu turniejowego, ten sam, na którym opierało się kino sztuk walki lat osiemdziesiątych i dziewięćdziesiątych. I nie ma w tym nic złego. Od Street Fightera nie oczekuję Szekspira, tylko serca, humoru i bijatyk, od których zatrzęsie się kinowy fotel.

Obsada: zapaśnicy, raperzy i prawdziwa gwiazda kina akcji

Lista nazwisk wygląda na pierwszy rzut oka tak, jakby ktoś rozegrał szalony fantasy draft, i właśnie za to ją lubię. Andrew Koji to jeden z najlepszych kandydatów na Ryu, jakich potrafię sobie wyobrazić: w serialu Warrior udowodnił, że świetnie radzi sobie zarówno ze scenami walki, jak i z cichym, wewnętrznym napięciem. Noah Centineo zasłynął komediami romantycznymi, a rola Kena wymaga dokładnie tego luzackiego, lekko zarozumiałego uroku, który przychodzi mu naturalnie. Jeśli chemia między nimi zadziała, połowa sukcesu jest w kieszeni.

Callina Liang dostaje chyba najtrudniejsze zadanie: Chun-Li to jedna z najbardziej ikonicznych postaci kobiecych w historii gier wideo, a fani będą wobec niej bezlitośni. Na drugim planie pojawiają się dwie gwiazdy wrestlingu: Joe Anoa'i, znany publiczności jako Roman Reigns, oraz Cody Rhodes. Obaj mają fizyczną prezencję stworzoną do filmu o mordobiciu, a sceniczna, przerysowana teatralność wrestlingu zaskakująco dobrze pasuje do świata Street Fightera.

Jest też David Dastmalchian, który potrafi być nieprzyjemnie niepokojący w każdym filmie, a także Andrew Schulz i Eric André, odpowiedzialni za komediową stronę. Vidyut Jammwal to jeden z najpoważniejszych mistrzów sztuk walki indyjskiego kina akcji i przyznam, że po nim spodziewam się najwięcej prawdziwej, namacalnej choreografii. No i wisienka na torcie: 50 Cent. Kto dokładnie kogo gra, na razie zostawiam w spokoju, ale sama obsada jest obietnicą, że ten film nie będzie traktował się śmiertelnie poważnie.

Kitao Sakurai: najbardziej nieoczekiwany, ale może najlepszy wybór reżysera

Tu większość osób unosi brwi. Kitao Sakurai nie jest klasycznym reżyserem kina akcji. Stoi za komedią z ukrytą kamerą Bad Trip, w której grał Eric André, i maczał palce w absurdalnym, anarchicznym świecie The Eric Andre Show. Na pierwszy rzut oka to dziwny kandydat na szefa blockbustera o bijatykach.

Tyle że moim zdaniem właśnie w tym tkwi klucz. Street Fighter nigdy nie był ponurą, realistyczną historią. To gra, w której zielonoskóry dzikus sypiący iskrami elektryczności walczy z mistrzem jogi wyciągającym rękę przez pół planszy. Jednym z największych grzechów wcześniejszych adaptacji było to, że albo brały się zbyt serio, albo stawały się śmieszne w złym sensie. Reżyser, który rozumie świadomy absurd i rytm komedii, może znaleźć ton, w którym film jest przezabawny, ale nie przezabawnie zły.

Ryzyko leży oczywiście w tym samym miejscu: jeśli humor przykryje stawkę, a walki staną się wypełniaczem między gagami, zagorzali fani poczują się zawiedzeni.

Wielki cień: poprzednie filmy o Street Fighterze

Trzeba porozmawiać o przeszłości, bo fani i tak będą o niej mówić. Uliczny wojownik z 1994 roku z Jean-Claude'em Van Damme'em stał się filmem kultowym, ale głównie dlatego, że jest tak szalenie zły, że aż dobry. Raul Julia jako Bison to legenda, sam film jednak ledwo przypominał grę. Street Fighter: The Legend of Chun-Li z 2009 roku przepadł praktycznie bez śladu i nikt po nim nie płakał.

Na tym tle nowy film już na papierze robi kilka rzeczy lepiej. Scenografia z epoki, historia skupiona na przyjaźni dwóch mężczyzn i obsada, w której są prawdziwi wojownicy oraz potężni zapaśnicy, sugerują, że twórcy rozumieją, co sprawia, że gra działa. Restart Mortal Kombat z 2021 roku pokazał, że w gatunku jest życie, ale też to, że efektowne fatality nie wystarczą, jeśli postacie są puste. Mam nadzieję, że tę lekcję tutaj odrobiono.

Co może pójść nie tak? Lista zagrożeń

Choć jestem pełen entuzjazmu, ślepy nie jestem. Oto miejsca, w których film może się potknąć:

Dobrym sygnałem jest za to sam oficjalny opis, który otwarcie mówi o krwawym starciu. To daje nadzieję, że film nie został wyprany do grzecznej, familijnej wersji.

Komu polecamy?

Jeśli ci się podoba, zobacz też: Mortal Kombat (2021), Mortal Kombat (1995), Uliczny wojownik (1994), Bad Trip (2021)

Najczęstsze pytania

Kiedy Street Fighter. Uliczny Wojownik wchodzi do polskich kin?

Polska premiera kinowa zaplanowana jest na 16 października 2026 roku.

O czym jest Street Fighter z 2026 roku?

W 1993 roku dwaj skłóceni uliczni wojownicy, Ryu i Ken Masters, znów stają do walki, gdy Chun-Li werbuje ich do Światowego Turnieju Wojowników. Za turniejem kryje się jednak śmiertelny spisek, który zmusza ich do konfrontacji z własną przeszłością.

Czy Street Fighter. Uliczny Wojownik nadaje się dla dzieci?

Raczej nie dla najmłodszych. Oficjalny opis zapowiada krwawe starcia, więc warto sprawdzić kategorię wiekową przed seansem z dzieckiem.

Kto wyreżyserował nowego Street Fightera?

Reżyserem filmu jest Kitao Sakurai.

Kto gra główne role w filmie Street Fighter. Uliczny Wojownik?

Ryu gra Andrew Koji, Kena Mastersa Noah Centineo, a Chun-Li Callina Liang. W obsadzie są też Joe Anoa'i, David Dastmalchian, Cody Rhodes, Andrew Schulz, Eric André, Vidyut Jammwal i 50 Cent.

Wrzucamy żeton na tę rundę?

Tak i nie muszę się nad tym długo zastanawiać. Filmowa przeszłość Street Fightera jest tak głęboko na dnie, że stąd można iść już tylko w górę, ale ten film nie żyje wyłącznie z tego. Scenografia z 1993 roku, duet Andrew Koji i Noah Centineo, reżyser z nietypowym wyczuciem absurdalnego humoru i drugi plan, który jest w połowie galą wrestlingu, a w połowie wieczorem stand-upu, wszystko to sugeruje, że ktoś wreszcie zrozumiał, że ta gra jest z natury zabawna i trochę szalona. Moje oczekiwania to ostrożny optymizm: jeśli walki będą miały siłę, a przyjaźń Ryu i Kena naprawdę okaże się sercem filmu, może to być pierwszy Street Fighter, którego nie będzie wstyd wspominać. A jeśli nie, przynajmniej zobaczymy 50 Centa w filmie o mordobiciu. 16 października przekonamy się, czy to KO, czy GAME OVER.

Przewidywana ocena: 6,8/10 · Fabuła 6 · Aktorstwo 7 · Reżyseria 7 · Strona wizualna 8 · Muzyka i dźwięk 7 · Emocje 6