The Social Reckoning. W sieci konsekwencji: zapowiedź recenzji. Aaron Sorkin wraca do Facebooka i tym razem nie ma litości
Aaron Sorkin opowiedział nam już kiedyś, jak narodził się Facebook. Teraz bierze się za to, co Facebook robi z nami. Na papierze The Social Reckoning. W sieci konsekwencji to jeden z najciekawszych filmów dla dorosłych w tym roku, a jeśli maszyna Sorkina zaskoczy, w październiku sporo widzów zacznie z niepokojem zerkać na własny telefon.
Dialogi Sorkina, oscarowa gwiazda w roli głównej i prawdziwy skandal: rzadko który dokudramat dostaje lepszy materiał wyjściowy. Teraz musi tylko przetrwać własne zadęcie.
The Social Reckoning. W sieci konsekwencji: zwiastun
Informacje o filmie
| Original | The Social Reckoning |
|---|---|
| Premiera w Polsce | 09.10.2026 |
| Reżyseria | Aaron Sorkin |
| Obsada | Wunmi Mosaku, Jeremy Allen White, Mikey Madison, Patrick Fischler, Betty Gilpin, Billy Magnussen |
| Gatunek | Dokudramaty |
| Kraj | Filmy amerykańskie |
O czym to jest? Inżynierka, dziennikarz i tajemnica
Układ jest klasyczny i właśnie dlatego może zadziałać. Frances, grana przez Mikey Madison, to młoda inżynierka Facebooka. W firmie natrafia na coś, o czym nie potrafi milczeć. Zwraca się do dziennikarza Wall Street Journal, w którego wciela się Jeremy Allen White, i od tej chwili oboje wchodzą na coraz bardziej niebezpieczną ścieżkę.
Według oficjalnego opisu Frances w imię słusznej sprawy gotowa jest oszukiwać, szpiegować i kłamać. Dla mnie to najciekawsza obietnica tego filmu. Nie dostajemy świętej męczennicy, tylko kogoś, kto sam łamie zasady, próbując zdemaskować system, który łamie je na co dzień. Finałem jest wstrząsający artykuł o najpilniej strzeżonych sekretach serwisu, który wywołuje gigantyczny skandal. Film opiera się na prawdziwych wydarzeniach, więc kierunek zakończenia jest znany. Napięcie musi się zrodzić z tego, jak bohaterowie tam dotrą.
Slogan z opisu też trafia w punkt: „To nie tylko my go używamy. On używa nas.” Trochę plakatowo, ale celnie.
Sorkin, człowiek słowa
Nazwisko Aarona Sorkina to właściwie osobny gatunek. To on napisał scenariusz do The Social Network w reżyserii Davida Finchera, który do dziś pozostaje jednym z najlepszych filmów o tym, jak pomysł z akademika zamienia się w światową potęgę. Jako reżyser podpisał Grę o wszystko, Proces Siódemki z Chicago i Being the Ricardos.
Czego się spodziewać? Szybkich, błyskotliwych, przelicytowujących się dialogów, ludzi, którzy zawsze mówią najmądrzejsze możliwe zdanie w najlepszym możliwym momencie, i wyraźnego kompasu moralnego. W historii o dziennikarstwie i sygnalistach to może być złoto: redakcyjne spory, negocjacje z prawnikami, dylematy związane z ochroną źródeł to naturalne terytorium Sorkina.
Ryzyko jest jednak to samo co zawsze. Sorkin reżyser ma skłonność do scen, które wyglądają jak sfilmowany teatr, a to, co u Finchera było chłodnym, precyzyjnym napięciem, u niego potrafi ześlizgnąć się w telewizyjny melodramat. Jeśli ten film ma słaby punkt, to pewnie właśnie tu: tekst będzie świetny, pytanie tylko, czy obraz też będzie miał coś do powiedzenia.
Obsada, za którą można by zabić
Szczerze mówiąc, na widok tej listy nazwisk aż się wyprostowałem na krześle. Mikey Madison po Anorze jest jedną z najciekawszych młodych aktorek, a rola rozdartej, moralnie niejednoznacznej sygnalistki to wyzwanie skrojone dla niej. W Anorze grała surową energią, tu zapewne potrzebne będzie cichsze, bardziej nerwowe napięcie. Jestem ciekaw, co z tym zrobi.
Jeremy Allen White od czasów The Bear jest niekoronowanym królem zalęknionych, przepracowanych bohaterów, a dziennikarz śledczy żonglujący terminami, źródłami i groźbami prawnymi nie leży od tego daleko. Jeśli między tą dwójką zaiskrzy, połowa sukcesu jest w kieszeni.
Do tego dochodzi drugi plan: Jeremy Strong, który w Sukcesji pokazał, jak dobrze wychodzi mu człowiek miotający się w pobliżu władzy, a także Wunmi Mosaku, Betty Gilpin, Billy Magnussen i Patrick Fischler. Kogo dokładnie zagrają, przed premierą nie wiadomo, ale to ten rodzaj aktorów charakterystycznych, którzy z trzyminutowej sceny potrafią zrobić coś niezapomnianego. A scenariusze Sorkina lubią oddawać najlepsze kwestie także postaciom drugoplanowym.
Dlaczego właśnie teraz i dlaczego to tak boli?
Film sięga po temat, w którym siedzimy wszyscy, czy tego chcemy, czy nie. To nie odległa afera polityczna ani bankructwo banku, tylko aplikacja, którą otwieramy rano jako pierwszą i wieczorem jako ostatnią. Siła filmu może wynikać właśnie z tego, że widz nie ogląda go z zewnątrz: demaskowany system kształtuje także jego własny feed.
Szczególnie zatrzymało mnie jedno zdanie z opisu: „O ile w ogóle ma jakiś cel.” To pytanie dużo bardziej przerażające niż zły prezes w tle. Jeśli film nie chce pokazać jednego złoczyńcy, tylko system, który tak naprawdę nikogo nie słucha, dostaniemy nie prosty thriller demaskatorski, ale niepokojący portret epoki.
Gatunkowo idzie śladem Spotlight i Wszystkich ludzi prezydenta, czyli filmów, w których telefon, wyciekły dokument i decyzja redakcji są równie emocjonujące jak pościg samochodowy. Kto lubi takie powoli napinające się thrillery zbudowane ze słów, może tu znaleźć film tej jesieni.
Gdzie może się potknąć?
Widzę trzy zagrożenia. Żadnego nie uważam za śmiertelne, ale wszystkie są realne:
- Pułapka kazania. Sorkin uwielbia, gdy bohaterowie wygłaszają przesłanie filmu w monologach. Przy tak aktualnym temacie łatwo zamienić seans w lekcję wychowawczą.
- Strona wizualna. W historii rozgrywającej się wśród laptopów, biur i sal konferencyjnych trudno pokazać coś ekscytującego dla oka. Tu Sorkin reżyser musi być lepszy niż kiedykolwiek wcześniej.
- Znane zakończenie. To prawdziwa historia, publikacja wielkiego tekstu nie jest tajemnicą. Napięcie musi więc nieść nie pytanie „jak to się skończy”, tylko „ile ich to będzie kosztować”.
Jeśli film potraktuje moralną dwuznaczność Frances poważnie i nie wygładzi jej w opowieść o bohaterce, te ryzyka mogą zniknąć. Jeśli jednak wszyscy okażą się rycerzami w lśniących zbrojach, dostaniemy dobrze napisany, ale łatwy do zapomnienia film telewizyjny z kinowym budżetem.
Komu polecamy?
- Dla ciebie, jeśli: Dla tych, którzy pokochali The Social Network, Spotlight albo dowolny film o dziennikarstwie śledczym i są ciekawi, co dzieje się za kulisami ich ulubionych aplikacji. Fani Mikey Madison i Jeremy'ego Allena White'a powinni kupić bilet obowiązkowo.
- Lepiej odpuść, jeśli: Kto szuka akcji, efektów albo lekkiej rozrywki, uzna ten film za zbyt gadatliwy i zbyt poważny. A kto ma alergię na pędzące, nieco zadowolone z siebie dialogi Sorkina, niech nie zaczyna od niego procesu pojednania.
Jeśli ci się podoba, zobacz też: The Social Network (2010), Spotlight (2015), Wszyscy ludzie prezydenta (1976), Informator (1999), Czwarta władza (2017)
Najczęstsze pytania
Kiedy The Social Reckoning. W sieci konsekwencji trafi do polskich kin?
Polska premiera kinowa zaplanowana jest na 9 października 2026 roku.
O czym jest The Social Reckoning. W sieci konsekwencji?
Frances, młoda inżynierka Facebooka, wchodzi w posiadanie informacji, o których nie chce milczeć, i zgłasza się do dziennikarza Wall Street Journal. Razem przechodzą niebezpieczną drogę, na której końcu ukazuje się artykuł o sekretach serwisu, wywołujący ogromny skandal.
Czy film jest oparty na faktach?
Tak, to dokudramat oparty na prawdziwych wydarzeniach.
Kto wyreżyserował The Social Reckoning. W sieci konsekwencji?
Reżyserem jest Aaron Sorkin, autor scenariusza do The Social Network.
Kto występuje w filmie?
W rolach głównych zobaczymy Mikey Madison i Jeremy'ego Allena White'a, a obok nich Wunmi Mosaku, Patricka Fischlera, Betty Gilpin, Billy'ego Magnussena i Jeremy'ego Stronga.
Z jakiego kraju pochodzi film?
To produkcja amerykańska.
Czy warto będzie wyłączyć dla niego telefon na dwie godziny?
Moim zdaniem tak, i nie mówię tego wyłącznie ze względu na efektowną obsadę. To jeden z tych rzadkich filmów, których temat nosimy w kieszeni, a Sorkin jest scenarzystą, który nawet z redakcyjnej kłótni potrafi zrobić thriller. Mikey Madison jako moralnie grząska sygnalistka, Jeremy Allen White jako uparty dziennikarz, a za nimi oszałamiająco mocny drugi plan: na papierze to bardzo mocny początek jesieni.
Moje zastrzeżenia dotyczą reżysera, nie tematu. Jeśli Sorkin tym razem zaufa obrazom i ciszy, a nie tylko swoim zdaniom, może to być najlepsza reżyseria w jego karierze. Jeśli nie, i tak dostaniemy mądry, dobrze napisany, odrobinę przemądrzały film, po którym każdy spojrzy na swój feed nieco podejrzliwiej. Spodziewana ocena: mocna ósemka z otwartym sufitem. 9 października będę w kinie i podejrzewam, że podczas napisów końcowych sam sięgnę po telefon. Tylko po to, żeby od razu go schować.
