Kinoster
PL ▾

Recenzja · Premiera: 30.01.2026

Wielki Marty, recenzja: Timothée Chalamet bierze wszystko, a przynajmniej bardzo się stara

Filmy amerykańskieFilmy fińskieFilmy sportowe

Są filmy, które siadają obok ciebie w kinie, i są takie, które przez dwie i pół godziny szarpią cię za kołnierz. Wielki Marty zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. Film sportowy Josha Safdiego to portret młodego obsesjonata, który chce zostać gwiazdą i nie zna przy tym żadnych granic. Timothée Chalamet rzuca się w tę rolę z taką energią, że momentami sami łapiemy powietrze.

8,0/10
Ocena
Szarpiący nerwy, przegrzany, męczący i olśniewający zarazem. Wielki Marty wcale nie próbuje być sympatyczny i właśnie dlatego zostaje w głowie na długo.
Fabuła
7
Aktorstwo
9
Reżyseria
9
Strona wizualna
8
Muzyka i dźwięk
8
Emocje
7

Ocena końcowa to średnia z sześciu kryteriów.

Wielki Marty: zwiastun

Informacje o filmie

OriginalMarty Supreme
Premiera w Polsce30.01.2026
ReżyseriaJosh Safdie
ObsadaTimothée Chalamet, Gwyneth Paltrow, Odessa A'zion, Kevin O'Leary, Röhrig Géza, Abel Ferrara
GatunekFilmy sportowe
Czas trwania149 min
KrajFilmy amerykańskie, Filmy fińskie

O czym to jest? O marzeniu, które nie odpuszcza

Punkt wyjścia Wielkiego Marty'ego jest prosty, wręcz ascetyczny: Marty Mauser ma marzenie i zrobi wszystko, żeby je spełnić. Chce być sławny, chce być gwiazdą i nic nie jest w stanie go od tego odwieść. Tyle na start i szczerze mówiąc, to w zupełności wystarcza, bo siła filmu nie tkwi w pokręconej fabule, tylko w tym, jak skutecznie ta obsesja wchodzi nam pod skórę.

Większość filmów sportowych prowadzi widza przez wytrwałość, rozwój i wielkie zwycięstwo. Tutaj od pierwszej minuty czuć, że akcent leży gdzie indziej. Pytanie nie brzmi, czy Marty osiągnie swój cel, ale ile go to będzie kosztować, i to nie tylko jego, lecz także wszystkich wokół. Spoilerów nie będzie, ale jedno mogę zdradzić: kto liczy na klasyczną, podnoszącą na duchu opowieść o underdogu, niech kupi bilet do innej sali.

Chalamet, który tym razem naprawdę ryzykuje

Timothée Chalamet w ostatnich latach udowodnił, że jest kimś więcej niż ładną twarzą na plakacie. Grał już zakochanego nastolatka, pustynnego mesjasza i muzyczną legendę. Marty to jednak zupełnie inna bajka. To postać, której niekoniecznie da się polubić, a mimo to nie sposób oderwać od niej wzroku. Chalamet nie przeprasza za arogancję swojego bohatera, nie łagodzi go i właśnie dzięki temu jest wiarygodny.

W najlepszych momentach przypomina napiętą sprężynę, która chodzi po ekranie. Gada, targuje się, kłamie, zapala się do kolejnych pomysłów, a wszystko w takim tempie, że widz jednocześnie się irytuje i trzyma za niego kciuki. Jeśli ktoś dotąd wątpił, czy Chalamet udźwignie cały film na własnych barkach, będąc przy tym niemal nieznośnym, oto odpowiedź.

Dziwna i genialna ekipa drugiego planu

Obsada Wielkiego Marty'ego to temat sam w sobie. Jest Gwyneth Paltrow, której dawno nie widzieliśmy w takim kinie, jest Odessa A'zion, o której robi się ostatnio coraz głośniej, i są goście specjalni, na widok których najpierw uniosłem brwi.

Taki dobór to typowy ruch w stylu Safdiego: zamiast najbardziej oczywistych twarzy szuka ludzi, którzy wnoszą ze sobą coś surowego, codziennego, czasem odrobinę niewygodnego. Efekt to świat, w którym każda postać jest lekko przerysowana, a jednak wierzysz w nią bez zastrzeżeń. Röhriga szczególnie miło zobaczyć w tak dużej międzynarodowej produkcji.

Josh Safdie, mistrz wywoływania stresu

Kto zna wcześniejsze filmy braci Safdie, zwłaszcza Good Time czy Nieoszlifowane diamenty, wie, czego się spodziewać: wykańczające tempo, dialogi, w których wszyscy przekrzykują się nawzajem, kamera przyklejona do twarzy bohaterów i nieustanne poczucie, że zaraz wszystko się rozsypie. Wielki Marty jest podpisany nazwiskiem samego Josha Safdiego, a jego charakter pisma widać w każdym kadrze.

Ten styl nie jest dla każdego. Jedni go uwielbiają, bo mało który reżyser potrafi sprawić, że napięcie czuje się niemal fizycznie, inni w połowie seansu zaczynają liczyć, jak bardzo boli ich głowa. Ja należę do pierwszego obozu, ale przyznaję, że 149 minut w takim trybie to sporo. Safdie wie jednak, kiedy na chwilę zwolnić, i właśnie te cichsze momenty przynoszą najbardziej bolesne sceny filmu.

Z gatunkiem kina sportowego obchodzi się zresztą po swojemu. Sport jest tu raczej narzędziem, tłem, na którym człowiek mocuje się z samym sobą i ze światem. To nie jest klasyczny film z montażem treningów i wiwatującą publicznością, tylko dramat postaci ze scenami rywalizacji.

Gdzie film się potyka

Nie ma co owijać w bawełnę: Wielki Marty nie jest bez wad. Jego największy problem to dokładnie to samo, co stanowi o jego sile. Niepowstrzymany pęd Marty'ego po pewnym czasie potrafi zrobić się monotonny i są fragmenty, w których miałem wrażenie, że film kręci się w miejscu, zamiast iść do przodu. Wersja krótsza o dwadzieścia minut mogłaby uderzać mocniej.

Drugim ryzykiem jest sam bohater. Marty'ego trudno polubić, a jeśli widz nie złapie z nim kontaktu, dwie i pół godziny może zamienić się w udrękę. Film nie daje łatwego emocjonalnego punktu zaczepienia, nie głaszcze, niczego nie tłumaczy. To odważna decyzja, ale nie do wszystkich trafi. Kto od kina oczekuje przede wszystkim odpoczynku, może się szybko zmęczyć.

Komu polecamy?

Jeśli ci się podoba, zobacz też: Nieoszlifowane diamenty (2019), Good Time (2017), Whiplash (2014), Wolny strzelec (2014), Ja, Tonya (2017)

Najczęstsze pytania

Kiedy Wielki Marty trafił do polskich kin?

Polska premiera filmu Wielki Marty odbyła się 30 stycznia 2026 roku.

O czym jest Wielki Marty?

To historia Marty'ego Mausera, który ma jedno marzenie: chce być sławny, chce być gwiazdą i nic nie jest w stanie powstrzymać go przed osiągnięciem tego celu.

Ile trwa Wielki Marty?

Film trwa 149 minut, czyli niemal dwie i pół godziny.

Kto wyreżyserował Wielkiego Marty'ego?

Reżyserem filmu jest Josh Safdie.

Kto gra w filmie Wielki Marty?

W roli głównej występuje Timothée Chalamet, a obok niego Gwyneth Paltrow, Odessa A'zion, Kevin O'Leary, Géza Röhrig, Abel Ferrara i Tyler Okonma.

Czy warto poświęcić dwie i pół godziny marzeniom Marty'ego?

Jeśli znosisz napięcie, to tak, i to bardzo. Wielki Marty to film, o którym będziesz się kłócić przez kilka dni, po którym nie potrafisz zdecydować, czy go pokochałeś, czy trochę znienawidziłeś, i właśnie o to chodzi. Chalamet daje jedną z najśmielszych ról w karierze, a Josh Safdie po raz kolejny pokazuje, że nikt nie wstrzykuje do kina niepokoju tak jak on. Nie jest wygodnie, nie jest miło, momentami jest za dużo. Ale w czasach, gdy większość filmów gra asekuracyjnie, tak obsesyjne i bezkompromisowo własne kino to prawdziwy powiew świeżego powietrza. Moja rada: idźcie i trzymajcie się mocno.

Ocena: 8,0/10 · Fabuła 7 · Aktorstwo 9 · Reżyseria 9 · Strona wizualna 8 · Muzyka i dźwięk 8 · Emocje 7