Wieloryb recenzja: Brendan Fraser, jeden pokój, jedna kanapa i ciężar całego życia na barkach
Są filmy, po których siedzisz w ciemności i nie chcesz, żeby ktoś zapalał światło. Wieloryb jest właśnie taki. Darren Aronofsky zamyka nas w jednym mieszkaniu z człowiekiem, który stracił wszystko i teraz pragnie odzyskać tylko jedno. To film ciężki, duszny, chwilami przesadzony, ale Brendan Fraser gra w nim coś, czego długo nie zapomnicie.
Rozdzierająca serce kreacja Brendana Frasera dźwiga na swoich barkach ten często bezlitosny, momentami przegadany, a mimo to głęboko ludzki dramat.
Wieloryb: zwiastun
Informacje o filmie
| Original | The Whale |
|---|---|
| Premiera w Polsce | 17.02.2023 |
| Reżyseria | Darren Aronofsky |
| Obsada | Brendan Fraser, Sadie Sink, Ty Simpkins, Hong Chau, Samantha Morton, Sathya Sridharan |
| Gatunek | Dramaty |
| Czas trwania | 117 min |
| Kategoria wiekowa | 12 |
| Kraj | Filmy amerykańskie |
Jedno mieszkanie, jeden człowiek, ostatnia szansa
Punkt wyjścia jest prosty i właśnie dlatego uderza tak mocno. Charlie uczy angielskiego w szkole średniej, waży 270 kilogramów i od dawna nie wychodzi z domu. Zajęcia prowadzi online, oczywiście z wyłączoną kamerą. Jego życie wywróciło się do góry nogami, kiedy zostawił rodzinę dla mężczyzny. Wtedy na dobre zepsuła się też jego relacja z nastoletnią córką, Ellie. Od tamtej pory depresja i chorobliwa otyłość powoli, ale nieubłaganie go wyniszczają.
Jedyną przyjaciółką Charliego jest Liz, która pomaga mu, jak tylko potrafi. Pewnego dnia Charlie postanawia odnowić kontakt z siedemnastoletnią córką, z którą od lat się nie widuje. Tyle na start i więcej nie trzeba. Od tego momentu film z dyscypliną kameralnego spektaklu buduje emocjonalne napięcie, które nie puszcza aż do napisów końcowych.
Nie ma sensu zdradzać fabuły, a szczerze mówiąc, nie o to tu chodzi, co się wydarzy. Chodzi o to, jak patrzą na siebie dwie osoby, które dzieli całe zmarnowane życie.
Powrót Brendana Frasera, któremu kibicowaliśmy latami
Kto dorastał pod koniec lat dziewięćdziesiątych, ten pamięta Frasera jako wyluzowanego, czarującego awanturnika z Mumii. Tym mocniej chwyta za gardło to, co wyciąga z tej roli. Protezy i charakteryzacja sprawiają, że ciało Charliego wydaje się nieznośnie ciężkie, ale Fraser się za nimi nie chowa. Wręcz przeciwnie: spojrzenie, głos i pełen nadziei, niemal przepraszający uśmiech robią z Charliego prawdziwego człowieka, a nie efekt wizualny obliczony na litość.
To niesamowicie subtelna kreacja. Charlie w wykonaniu Frasera nie jest ani świętym, ani ofiarą. Jest autodestrukcyjny, uparty, czasem irytująco naiwny, a jednocześnie bije od niego taka dobroć, że aż boli. Są sceny, w których bez jednego słowa, samym oddechem, mówi wszystko. Przyznaję, przy nich nie wytrzymałem bez łez.
Drugi plan, który nie zostawia Frasera samego
Sadie Sink, którą wielu zna ze Stranger Things, gra Ellie: kipiącą złością, kolczastą i naprawdę nieprzyjemną nastolatkę, i robi to odważnie. Nie próbuje na siłę uczynić jej sympatyczną i właśnie dlatego to działa. Rozumiemy jej ból, nawet kiedy najchętniej byśmy na nią nakrzyczeli. Młodszą Ellie gra Jacey Sink.
Hong Chau jako Liz to moim zdaniem tajna broń tego filmu. Jest w niej jednocześnie troska i złość, miłość i wyczerpanie. To przyjaciółka, która pomaga, choć wie, że być może w ten sposób przykłada rękę do powolnego upadku. W każdej jej scenie wibruje to napięcie, które czujemy, gdy nie potrafimy kogoś uratować.
Pojawiają się też Ty Simpkins jako Thomas, Samantha Morton jako Mary oraz Sathya Sridharan w roli dostawcy pizzy, którego drobne sceny zaskakująco dużo dodają do obrazu samotności Charliego. Szczególnie mocna jest krótka, ale pamiętna obecność Morton, która przynosi jeden z najbardziej napiętych momentów filmu.
Aronofsky, który tym razem nie krzyczy, tylko zamyka drzwi
Darren Aronofsky nigdy nie słynął z umiaru. Requiem dla snu, Czarny łabędź czy mother! pokazywały, jak można niemal fizycznie maltretować widza. Wieloryb działa inaczej. Nie ma tu wizualnego szaleństwa ani gorączkowych montaży. Jest ciasne, półmroczne mieszkanie, zawężony format obrazu i kamera, która nie pozwala się wyrwać.
To zamknięcie jest największą siłą filmu. Świat Charliego to kanapa, drzwi, laptop i kilku gości. Utykamy w nim razem z bohaterem i mniej więcej w drugim półgodzinnym odcinku seansu czujemy to samo duszne powietrze, którym on oddycha każdego dnia. Deszcz bębni niemal bez przerwy, dźwięki są przytłumione, a muzyka się nie narzuca, raczej powoli podpełza i pochłania. Bliżej tu do cichszego, bardziej kameralnego Aronofsky'ego z Zapaśnika niż do jego głośnego okresu.
Gdzie ten ciężar przechyla szalę
Nie będę udawał: film nie jest bez wad. Dialogi bywają wyraźnie teatralne, jakby postacie nie rozmawiały, tylko wygłaszały do siebie tezy. Niektóre z nich pełnią raczej funkcję niż są żywymi ludźmi, a scenariusz chwilami zbyt natarczywie wciska przycisk z napisem melodramat.
Sporo dyskusji budzi też sposób, w jaki film pokazuje ciało Charliego. Są sceny, w których kamera niemal z lubością zatrzymuje się na jedzeniu i fizycznej walce bohatera, i rozumiem, że ktoś może odebrać to jako wyzysk. Moim zdaniem ludzka gra Frasera w dużej mierze to równoważy, ale nie zawsze. Dla osób wrażliwych na ten temat może to być naprawdę trudne.
No i te 117 minut wcale nie jest lekkie. To nie jest długi film, a mimo to wyczerpuje emocjonalnie. Ja jednak uważam to bardziej za zaletę niż za wadę.
Przebaczenie, szczerość i to, czego nie da się naprawić
Tym, co sprawia, że Wieloryb mimo wszystko trafia prosto w serce, jest jego główne pytanie: czy można naprawić coś, co naprawdę zepsuliśmy? Charlie nie szuka rozgrzeszenia. Chce tylko, żeby córka wiedziała, że sama jest kimś dobrym i wartościowym. To rozpaczliwe, niemal dziecięce pragnienie tkwi gdzieś w każdym z nas, a film raz po raz trąca tę strunę.
Przez całą historię przewija się też motyw szczerości. Charlie prosi swoich uczniów, żeby pisali prawdę, nawet jeśli wyjdzie to nieporadnie. Ta myśl spina całość, a pod koniec film dochodzi do emocjonalnego szczytu, który trudno z siebie strząsnąć. To nie jest łatwe katharsis. Raczej przypomina chwilę, gdy ktoś wreszcie wypuszcza powietrze, które długo wstrzymywał.
Komu polecamy?
- Dla ciebie, jeśli: Dla tych, którzy lubią ciężkie, aktorskie dramaty kameralne i są gotowi na emocjonalnie wymagający wieczór. Dla fanów Brendana Frasera to pozycja obowiązkowa.
- Lepiej odpuść, jeśli: Jeśli szukasz lekkiej rozrywki albo jesteś wrażliwy na surowe przedstawienie otyłości, autodestrukcji i rodzinnych traum, lepiej wybierz coś innego.
Jeśli ci się podoba, zobacz też: Zapaśnik (2008), Requiem dla snu (2000), Czarny łabędź (2010), Co gryzie Gilberta Grape'a (1993)
Najczęstsze pytania
O czym jest film Wieloryb?
Charlie, ważący 270 kilogramów nauczyciel angielskiego, który od dawna nie wychodzi z domu, próbuje odbudować relację z siedemnastoletnią córką Ellie, z którą stracił kontakt. Pomaga mu jedyna przyjaciółka, Liz.
Kiedy Wieloryb wszedł do polskich kin?
Polska premiera kinowa filmu odbyła się 17 lutego 2023 roku.
Ile trwa Wieloryb?
Film trwa 117 minut.
Czy Wieloryb nadaje się do oglądania z dziećmi?
Nie polecamy. Tematyka i sposób jej pokazania są przeznaczone wyraźnie dla dorosłych widzów.
Kto wyreżyserował Wieloryba i kto w nim gra?
Reżyserem jest Darren Aronofsky. Charliego gra Brendan Fraser, Ellie Sadie Sink, Liz Hong Chau, Mary Samantha Morton, a Thomasa Ty Simpkins.
Jaki jest oryginalny tytuł filmu Wieloryb?
Oryginalny tytuł tego amerykańskiego filmu to The Whale.
Udźwigniesz ciężar Wieloryba?
Jeśli mam wskazać jedną rzecz, to będzie nią Brendan Fraser. Sama ta kreacja wystarczy, żeby usiąść do seansu, nawet jeśli scenariusz czasem się chwieje, a Aronofsky miejscami zbyt mocno naciska pedał bólu. Wieloryb to nie film, do którego chętnie wraca się co miesiąc, ale taki, który pamięta się latami. Przygotuj chusteczki i nie planuj po nim niczego wesołego. Ode mnie mocna rekomendacja, z jednym ostrzeżeniem: ten film nie oszczędza widza.
