Blitz recenzja: Jason Statham ściga zabójcę policjantów po najciemniejszych ulicach Londynu
Jason Statham tym razem nie jest kierowcą ani płatnym zabójcą. Gra londyńskiego gliniarza z postępowaniem dyscyplinarnym na karku, który ma procedury w głębokim poważaniu. Blitz to surowy, brudny, momentami wręcz okrutny kryminał o szaleńcu mordującym policjantów. Rewolucji tu nie ma, ale film dokładnie wie, czego chce: porządnie przyłożyć.
Twardy, oszczędny brytyjski film policyjny, który stoi charyzmą Stathama i zaskakująco mocnym drugim planem, nawet jeśli scenariusz czasem się potyka.
Informacje o filmie
| Reżyseria | Elliott Lester |
|---|---|
| Obsada | Jason Statham, Paddy Considine, Aidan Gillen, Zawe Ashton, Luke Evans, David Morrissey |
| Gatunek | Kryminały, Filmy akcji, Thrillery |
| Czas trwania | 97 min |
| Kraj | Filmy francuskie, Filmy brytyjskie, Filmy amerykańskie |
O czym jest Blitz? Bez spoilerów
Komisariat w południowo wschodnim Londynie, delikatnie mówiąc, nie przeżywa najlepszych dni. Przeciwko najlepszemu detektywowi, Tomowi Brantowi, toczy się postępowanie, bo zaatakował psychiatrę. Żona szefa komisariatu niedawno zginęła w makabrycznym wypadku samochodowym. Elizabeth Falls, czarnoskóra policjantka z wydziału, wciąż zmaga się z kompleksami, które nosi w sobie z powodu płci i koloru skóry.
W sam środek tej poobijanej ekipy wpada seryjny morderca, którego media nazywają po prostu Blitz. Nie poluje na byle kogo: zabija wyłącznie policjantów, a robi to po to, by zdobyć sławę. Od tego momentu wszystko idzie tylko gorzej, a gliniarze, którzy i tak leżą na deskach, muszą jednocześnie walczyć z własnymi demonami i z zabójcą żywiącym się uwagą.
Tyle wystarczy wiedzieć na start. Siła filmu nie tkwi w wielkiej zagadce, tylko w klimacie i postaciach, więc resztę warto odkryć samemu.
Statham, gliniarz bez hamulców
Karierę Jasona Stathama rozpędziły Porachunki i Przekręt, potem przyszły Transporter i Adrenalina, i tak trafił do szufladki: łysy twardziel, który najpierw bije, a dopiero potem zadaje pytania. Blitz nie zmienia tego wizerunku od podstaw, ale dodaje mu ciekawy odcień. Tom Brant jest policjantem, czyli teoretycznie stoi po stronie prawa, a przy tym jest równie brutalny jak ci, których ściga.
Statham wreszcie gra w angielskich realiach, z angielskim akcentem, i widać, że czuje się jak u siebie. Jest w nim cierpki, gburowaty humor, który bardzo mu pasuje. Dramatycznej głębi nikt od niego nie powinien oczekiwać, ale gniew bohatera jest wiarygodny. To on napędza film i kiedy pojawia się na ekranie, Blitz działa.
Drugi plan, który kradnie show
Jeśli jest jeden naprawdę mocny powód, by sięgnąć po Blitz, to obsada. Paddy Considine gra Portera Nasha, a kto widział go w Dead Man's Shoes, ten wie, jak intensywnym jest aktorem. Jego cichsza, skierowana do wewnątrz obecność świetnie równoważy hałaśliwość Stathama, a dynamika tej dwójki to jeden z najlepszych elementów filmu.
Aidan Gillen, którego większość zna jako Littlefingera z Gry o tron, pojawia się jako Barry Weiss, a Zawe Ashton w roli Elizabeth Falls dostaje jedną z najciekawszych i najbardziej kruchych postaci. Na liście są jeszcze Luke Evans (Craig Stokes), David Morrissey (Dunlop), Ron Donachie (Sergeant Cross) i Joe Dempsie (Theo Nelson). Takiej brytyjskiej ekipy mógłby pozazdrościć film z dużo większym budżetem.
Problem w tym, że nie każdy dostaje wystarczająco dużo miejsca. Niektóre wątki urywają się dokładnie wtedy, gdy zaczynają robić się interesujące.
Reżyseria Elliotta Lestera: brudny Londyn, zero blichtru
Film wyreżyserował Elliott Lester, a jego najlepszą decyzją jest to, że nie próbuje upiększać Londynu. To nie miasto z pocztówek dla turystów: szare bloki, wilgotne ulice, zapuszczony komisariat, w którym wszyscy są zmęczeni i podminowani. Klimat jest mroczny, surowy, miejscami wręcz przytłaczający, i to dokładnie pasuje do kryminału o zabójcy policjantów.
97 minut seansu mija sprawnie, bez zbędnych przestojów, choć czasem czuć, że film waha się między dwoma gatunkami. Z jednej strony chce być dramatem o złamanych gliniarzach, z drugiej klasycznym kinem akcji ze Stathamem. Te dwie połowy nie zawsze idealnie do siebie pasują, a ton potrafi gwałtownie przeskakiwać od ponurego do niemal komiksowego.
Gdzie Blitz się potyka?
Największą słabością jest scenariusz. Motywacja zabójcy, czyli pogoń za sławą, to świetny punkt wyjścia, który mógłby powiedzieć coś ostrzejszego o mediach i kulcie celebrytów, ale film woli zostać na powierzchni. Traumy bohaterów zostają zarysowane, a potem często niewiele się z nimi robi.
Do tego każdy, kto widział sporo thrillerów o seryjnych mordercach, rozpozna schemat zabawy w kotka i myszkę. Brakuje tu tego pokrętnego, intelektualnego napięcia, które oferują najlepsze filmy gatunku. Blitz bardziej uderza, niż zaskakuje inteligencją, i lepiej wiedzieć o tym zawczasu.
- Co działa: duet Statham i Considine, surowa londyńska atmosfera, zwarte tempo.
- Co mniej: pobieżnie potraktowane wątki poboczne, chwiejny ton, niewykorzystana motywacja zabójcy.
Komu polecamy?
- Dla ciebie, jeśli: Dla fanów Stathama, miłośników surowych brytyjskich kryminałów i wszystkich, którzy mają ochotę na zwarty, twardy film policyjny na deszczowy wieczór.
- Lepiej odpuść, jeśli: Kto liczy na pokrętny, psychologiczny thriller o seryjnym mordercy albo źle znosi brutalną przemoc i ponury klimat, powinien poszukać czegoś innego.
Jeśli ci się podoba, zobacz też: Siedem (1995), Harry Brown (2009), Angielska robota (2008), Zodiak (2007), Mechanik (2011)
Najczęstsze pytania
Kiedy miał premierę Blitz?
Premiera filmu Blitz odbyła się 20 maja 2011 roku.
O czym jest Blitz?
Poobijana ekipa londyńskiego komisariatu musi złapać seryjnego mordercę, którego media nazywają Blitz. Zabija on wyłącznie policjantów, żeby zdobyć sławę.
Ile trwa Blitz?
Film trwa 97 minut.
Kto wyreżyserował Blitz?
Reżyserem filmu jest Elliott Lester.
Kto gra w filmie Blitz?
Jason Statham (Tom Brant), Paddy Considine (Porter Nash), Aidan Gillen (Barry Weiss), Zawe Ashton (Elizabeth Falls), Luke Evans (Craig Stokes), David Morrissey (Dunlop), Ron Donachie (Sergeant Cross) i Joe Dempsie (Theo Nelson).
Jakie kraje wyprodukowały Blitz?
Film to koprodukcja francusko brytyjsko amerykańska.
Czy warto zasiąść do najbrudniejszego policyjnego filmu Stathama?
Tak, jeśli wiesz, na co się piszesz. Blitz nie jest arcydziełem gatunku i wcale nie próbuje nim być. To twardy, mroczny, 97 minutowy brytyjski kryminał z mocną obsadą i dobrym pomysłem wyjściowym, nawet jeśli scenariusz nie wyciska z niego maksimum. Statham trzyma formę, a Considine po cichu kradnie mu kolejne sceny. Na deszczowy wieczór, z piwem w ręku, film daje dokładnie to, co obiecuje: londyński mrok i mnóstwo celnie wymierzonych ciosów.
