Norymberga, recenzja: Göring Russella Crowe'a to najuprzejmiejsza twarz diabła
Są filmy, w których najstraszniejszą sceną nie jest eksplozja, tylko uśmiech zza krat celi. Norymberga jest właśnie takim filmem: dramatem wojennym, w którym wojna już się skończyła, ale bitwa wciąż toczy się w głowach dwóch ludzi. Russell Crowe jako Hermann Göring dawno nie był tak niebezpieczny, a Rami Malek świetnie gra człowieka, który podchodzi za blisko ognia.
Elegancki, niepokojący i miejscami zbyt długi dramat sądowy, który pojedynek Russella Crowe'a z Ramim Malekiem wynosi wyraźnie ponad przeciętność.
Norymberga: zwiastun
Informacje o filmie
| Original | Nuremberg |
|---|---|
| Premiera w Polsce | 28.11.2025 |
| Reżyseria | James Vanderbilt |
| Obsada | Russell Crowe, Michael Shannon, Rami Malek, Richard E. Grant, Leo Woodall, Colin Hanks |
| Gatunek | Dramaty wojenne |
| Czas trwania | 148 min |
| Kraj | Filmy amerykańskie |
O czym jest Norymberga? Bez spoilerów
Pod koniec drugiej wojny światowej alianci chwytają żywcem jedną z najważniejszych postaci nazistowskiego przywództwa, Hermanna Göringa. Już samo to jest chwilą historyczną, ale prawdziwa stawka filmu leży w tym, co dzieje się później. Zwycięskie mocarstwa decydują się na bezprecedensowy krok prawny i stawiają zbrodniarzy wojennych przed sądem. Nie zemsta, nie kula w tył głowy, tylko proces. Właśnie ta decyzja stanowi kręgosłup całej opowieści.
W centrum nie stoją jednak sędziowie ani prokuratorzy, lecz amerykański psychiatra. Jego zadaniem jest ocenić, czy nazistowscy przywódcy są zdolni odpowiadać za swoje czyny przed międzynarodowym trybunałem. Na papierze to zwykła praca zawodowa: rozmowy, notatki, opinia. W praktyce Göring okazuje się niezwykle inteligentny, a psychiatra z każdą kolejną rozmową coraz bardziej ulega jego wpływowi. Tak zaczyna się mroczna, powoli rozżarzająca się gra psychologiczna, dzięki której Norymberga jest czymś więcej niż typową rekonstrukcją historyczną.
Więcej nie warto zdradzać, bo największą siłą filmu jest to, jak stopniowo, niemal niezauważalnie przesuwa się układ sił w pokoju przesłuchań.
Russell Crowe, czyli charyzma zamknięta w celi
Zacznijmy od tego, dla czego większość widzów kupi bilet: Russell Crowe jako Göring. Laureat Oscara, który w czasach Gladiatora i Pięknego umysłu był jedną z najbardziej rozchwytywanych gwiazd świata, w ostatnich latach nie zawsze trafiał na role godne swojego talentu. Wystarczy przypomnieć sobie Kravena Łowcę. Tutaj wreszcie dostał postać, w której jednocześnie pracują jego fizyczna obecność, spokojny, niemal życzliwy ton głosu i wyrachowanie czające się w spojrzeniu.
Największe ryzyko przy takiej postaci polega na tym, że aktor albo zrobi z niej kreskówkowego złoczyńcę, albo niechcący uczyni ją sympatyczną. Crowe balansuje bardzo mądrze. Jego Göring jest dowcipny, oczytany, czasem wręcz zabawny i właśnie przez to budzi grozę. Film chce pokazać, jak taki człowiek potrafi omotać kogoś, kto teoretycznie stoi po drugiej stronie, a Crowe sprawia, że to uwodzenie jest wiarygodne. Nie wzbudza sympatii, ale rozumiemy, dlaczego to działało. To ogromna różnica i od niej zależy powodzenie całego filmu.
Rami Malek i psychiatra, który zagląda w otchłań
Jeśli Crowe jest burzą, to Rami Malek jest tym, kogo ona porywa. Zdobywca Oscara od czasu Bohemian Rhapsody często dostawał role dziwnych, nieco wyobcowanych postaci, a Mr. Robot pokazał, jak dobrze odnajduje się w bohaterach zmagających się z wewnętrznym napięciem i zamkniętych we własnych myślach. Rola psychiatry to najdojrzalsza pozycja w tym repertuarze.
Malek ma trudniejsze zadanie niż Crowe, bo musi zagrać powolne osuwanie się. To, jak zawodowa ciekawość przeradza się w coś innego, jak obserwator staje się uczestnikiem. Mało tu wielkich gestów, dużo milczenia, odwracania wzroku, ciszy trwającej odrobinę za długo po zadanym pytaniu. Są momenty, w których jego powściągliwość zaczyna przypominać bierność, i mogę sobie wyobrazić, że komuś to nie wystarczy. U mnie zadziałało, bo film opowiada właśnie o tym: zło nie zawsze krzyczy, a ten, kto z nim rozmawia, nie od razu zauważa, że to już nie on prowadzi rozmowę.
Gwiazdy w drugim szeregu
Obsada Norymbergi wygląda, jakby ktoś przepisał listę gości z sezonu nagród. Dwukrotnie nominowany do Oscara Michael Shannon należy do aktorów, którzy jednym spojrzeniem potrafią docisnąć scenę, co widzieliśmy w Kształcie wody i Zwierzętach nocy. Tutaj również nadaje ciężar każdemu swojemu pojawieniu się.
Nominowany do Oscara Richard E. Grant (Czy mi kiedyś wybaczysz?) zawsze wnosi do filmu odrobinę cierpkiej elegancji, a Colin Hanks to solidna, twardo stąpająca po ziemi obecność. Obok nich są jeszcze Leo Woodall, John Slattery, Wrenn Schmidt, Lotte Verbeek i Mark O'Brien. Przy takiej liście nazwisk istnieje oczywiście ryzyko, że niektórzy tylko mignął na ekranie, i rzeczywiście czuć, że film nie jest w stanie dać każdemu wystarczająco miejsca. To nie tragedia, ale część wątków pobocznych jest raczej dekoracją niż prawdziwym dramatem.
James Vanderbilt: scenarzysta, który wie, gdzie szukać napięcia
Nazwisko James Vanderbilt może mówić szerokiej publiczności mniej niż nazwiska gwiazd, a przecież to jeden z najskuteczniejszych producentów i scenarzystów Hollywood. Stoi za kilkoma częściami Krzyku, dwiema częściami Niesamowitego Spider-Mana, Dniem Niepodległości: Odrodzenie i Zodiakiem. Ten ostatni tytuł mówi najwięcej: tam również opętani ludzie próbowali zrozumieć coś niepojętego, a Norymberga przywołuje podobny stan napięcia nerwowego.
Jako reżyser Vanderbilt wyraźnie zawierza dialogom i aktorom. W scenach Crowe'a i Maleka to strzał w dziesiątkę: to najmocniejsze minuty filmu, w których muzyka i montaż są właściwie zbędne. Tam jednak, gdzie film wychodzi z pokoju przesłuchań i próbuje namalować wielki historyczny fresk, traci pewność siebie. 148 minut daje o sobie znać, a w środkowej części jest kilka scen, które trafiły do filmu bardziej z obowiązku niż z dramaturgicznej potrzeby.
Obecność na festiwalach pokazuje w każdym razie, że branża potraktowała film poważnie: światowa premiera odbyła się na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Toronto, a w konkursie festiwalu w San Sebastián film zdobył nagrodę.
Gdzie przechyla się szala?
Nie byłoby uczciwie, gdybym tylko chwalił. Największą słabością Norymbergi jest to, że chwilami nie potrafi zdecydować, czy chce być kameralnym dramatem psychologicznym, czy klasycznym hollywoodzkim eposem historycznym. Krążąc między jednym a drugim, momentami traci impet. Strona wizualna jest porządna i staranna, ale rzadko zaskakuje, a muzyka raczej towarzyszy emocjom, niż je kształtuje.
- Co działa: pojedynek dwóch głównych bohaterów, napięcie budowane ze słów i pytanie, jak blisko można podejść do zła, nie zmieniając się samemu.
- Co działa słabiej: długość, przeładowana obsada drugoplanowa i kilka zbyt dydaktycznych momentów, w których film mówi wprost to, co wcześniej subtelnie sugerował.
Mimo to Norymberga należy do filmów, które zostają w głowie po seansie. Nie z powodu scen batalistycznych, tylko dlatego, że w pewnym momencie orientujemy się, że my też uważnie słuchaliśmy Göringa.
Komu polecamy?
- Dla ciebie, jeśli: Dla miłośników psychologicznych dramatów historycznych opartych na dialogu i dla tych, którzy chcą zobaczyć jedną z najmocniejszych późnych ról Russella Crowe'a.
- Lepiej odpuść, jeśli: Dla tych, którzy liczą na dynamiczny film wojenny pełen akcji, albo źle znoszą powolne, prawie dwuipółgodzinne dramaty zbudowane z rozmów.
Jeśli ci się podoba, zobacz też: Wyrok w Norymberdze (1961), Upadek (2004), Strefa interesów (2023), Oppenheimer (2023), Milczenie owiec (1991)
Najczęstsze pytania
Kiedy Norymberga weszła do polskich kin?
Polska premiera kinowa filmu odbyła się 28 listopada 2025 roku.
O czym jest Norymberga?
O przygotowaniach do procesu schwytanego po drugiej wojnie światowej Hermanna Göringa. W centrum stoi amerykański psychiatra, który ma ocenić, czy nazistowscy przywódcy mogą odpowiadać przed sądem, a jednocześnie coraz bardziej ulega wpływowi Göringa.
Ile trwa Norymberga?
Film trwa 148 minut.
Kto gra Göringa i psychiatrę w Norymberdze?
Hermanna Göringa gra Russell Crowe, a amerykańskiego psychiatrę Rami Malek.
Kto wyreżyserował Norymbergę?
James Vanderbilt, który jako scenarzysta i producent stał między innymi za Zodiakiem, kilkoma częściami Krzyku i filmami Niesamowity Spider-Man.
Usiadłbyś na dwie i pół godziny w jednym pokoju z Göringiem?
Ja usiadłem i nie żałuję. Norymberga nie jest bez wad: trwa dłużej, niż powinna, a wielki historyczny fresk ekscytuje mniej niż duszne powietrze pokoju przesłuchań. Ale Russell Crowe daje rolę, na jaką czekaliśmy od lat, a Rami Malek jest idealnym partnerem w tym chłodnym, intelektualnym pojedynku. Jeśli lubisz dojrzałe, skłaniające do myślenia dramaty historyczne, Norymberga powinna trafić na Twoją listę. Przygotuj się tylko na to, że najprzyjemniej brzmiący bohater okaże się tu najbardziej przerażający.
