Transporter 3 recenzja: Frank Martin po raz trzeci wciska gaz, tylko mapa zrobiła się bardziej zagmatwana
Jason Statham w garniturze, za kierownicą audi, z ogoloną głową i kamienną twarzą. Niewiele jest w popkulturze lat dwutysięcznych równie czytelnych formuł. Transporter 3 sięga po nią po raz trzeci, tym razem w reżyserii Oliviera Megatona, z historią porwania, która wyrasta z afery wokół odpadów na Ukrainie. Pytanie brzmi, czy trzecia runda wciąż ma ten bezczelny, lekki rozpęd, za który pokochaliśmy poprzednie części.
Statham robi swoje, bijatyki mają siłę, ale Transporter 3 to najmniej pamiętna odsłona serii: przyzwoite kino akcji do popcornu i nic więcej.
Transporter 3: zwiastun
Informacje o filmie
| Reżyseria | Olivier Megaton |
|---|---|
| Obsada | Jason Statham, Natalya Rudakova, François Berléand, Robert Knepper, Jeroen Krabbé, Alex Kobold |
| Gatunek | Filmy akcji, Thrillery, Kryminały |
| Czas trwania | 104 min |
| Kraj | Filmy francuskie, Filmy amerykańskie |
Śmieci, minister i porwana dziewczyna: o czym jest film bez spoilerów?
Punkt wyjścia jest zaskakująco przyziemny jak na serię, w której samochody regularnie kpią sobie z praw fizyki. Międzynarodowy koncern zajmujący się utylizacją odpadów chce otworzyć nowy zakład na Ukrainie, ale minister środowiska, Leonid Vasilev, mówi stanowcze nie. Firma zamiast lobbysty wynajmuje więc byłego komandosa: Jonas Johnson ma za wszelką cenę przekonać polityka do zmiany zdania.
Johnson wybiera najkrótszą drogę i porywa córkę ministra, Valentinę. Vasilev zwraca się do Franka Martina, ten jednak nie bierze zlecenia osobiście, tylko poleca znajomego. Akcja ratunkowa udaje się połowicznie, a Malcolm i Valentina, z ludźmi Johnsona na karku, lądują akurat pod domem Franka. Od tej chwili Frank nie ma wyboru: musi wejść do gry, czy mu się to podoba, czy nie.
Więcej nie zdradzę i szczerze mówiąc nie ma po co. Fabuła jest tu raczej pretekstem, torem, po którym film przetacza kolejne sceny akcji.
Jason Statham, łysa stała w równaniu
Niewielu aktorów tak organicznie zrosło się z jedną postacią. Frank Martin to kierowca trzymający się zasad, precyzyjny i małomówny, który w teorii tylko dowozi i nie zadaje pytań, a w praktyce zawsze wplątuje się w to, co wiezie. Statham zagrałby tę rolę obudzony w środku nocy i to jest jednocześnie największa siła i największa słabość filmu.
Siła, bo fizyczna obecność Stathama po prostu działa. Kiedy się bije, wierzysz mu. Kiedy w milczeniu na kogoś patrzy, mówi więcej niż dwie strony dialogu. Po Adrenalinie i wcześniejszych Transporterach nie musi nikomu udowadniać, że jest gwiazdą kina akcji, a ta pewność siebie przebija z ekranu.
Słabość, bo w trzeciej części Frank Martin nie zmienia się ani trochę. Nie ma łuku, nie ma nowej warstwy, nie ma prawdziwej stawki wewnątrz własnego charakteru. Charyzma Stathama niesie film na plecach, ale czuć, że postać złapała zadyszkę, a żaden aktor nic na to nie poradzi, jeśli scenariusz nie daje mu się czego uchwycić.
T-Bag w garniturze i dość osobliwa partnerka
W roli złego Johnsona oglądamy Roberta Kneppera, którego większość widzów zna jako przerażającego T-Baga ze Skazanego na śmierć. Tam stworzył niezapomnianą, śliską postać, tutaj gra kogoś znacznie bardziej powściągliwego i chłodnego. Nie jest źle, ale film nie daje mu wystarczająco okazji, by naprawdę zapadł w pamięć. Kino akcji jest warte tyle, ile jego czarny charakter, a Johnson to bardziej funkcja niż osobowość.
Valentina w wykonaniu Natalyi Rudakovej to najbardziej dzielący element filmu. Bohaterka jest kapryśna i nieprzewidywalna, a chemia w scenach z Frankiem wydała mi się raczej dziwna niż pociągająca. Niektórym ta surowa, nietypowa energia może przypaść do gustu, ja miałem wrażenie, że film sam nie wie, kim chce ją uczynić.
Stary znajomy François Berléand wraca jako inspektor Tarconi i w jego obecności jest coś kojącego: to jedyna naprawdę sympatyczna, ludzka postać serii, a jego duet z Frankiem wnosi niemal ciepłą atmosferę pomiędzy mechaniczną akcję. Jeroen Krabbé, kojarzony przez wielu ze Ściganego i W obliczu śmierci, jako minister Vasilev z solidną rutyną oddaje rozdarcie między zrozpaczonym ojcem a politykiem.
Olivier Megaton i dyktatura nożyczek montażysty
Olivier Megaton (który później wyreżyserował także Uprowadzoną 2) stawia tu na styl, który około 2008 i 2009 roku był niezwykle modny: krótkie ujęcia, roztrzęsiona kamera, szybki montaż. Czasem dodaje to bójkom energii, ale bywa też, że sekwencja rozpada się na tyle drobnych kawałków, że trudno nadążyć, kto kogo bije i w którą stronę.
To boli, bo jednym z uroków serii zawsze były choreograficznie dopracowane, zabawne, wręcz baletowe bijatyki. Statham świetnie się porusza i zasługuje na to, by oglądać jego umiejętności w dłuższych, czystszych ujęciach. Megaton woli jednak tempo i dynamikę niż czytelność. W scenach samochodowych przeszkadza to mniej, tam prędkość i surowy rozpęd się sprawdzają, a film na efektach wizualnych zdecydowanie nie oszczędza.
Czas trwania, 104 minuty, jest zresztą dobrze wyważony: film nie przeciąga, nie grzęźnie w objaśnieniach i szybko przechodzi do tego, po co kupiliśmy bilet.
Co działa, a gdzie silnik zaczyna się krztusić?
Co jest dobre:
- Statham, który sam w sobie jest wystarczającym powodem dla fanów.
- Surowa energia pościgów i akcji fizycznej, która w najmocniejszych momentach naprawdę bawi.
- Powrót inspektora Tarconiego, który pozostał duszą serii.
- Tempo: film nie siada, cały czas pędzi do przodu.
Co gorzej:
- Fabuła jest cienka, konflikt wokół utylizacji odpadów to ciekawy pomysł, ale film właściwie nic z nim nie robi.
- Czarny charakter nie ma ciężaru, choć Knepper miał w sobie więcej.
- Wątek romantyczny sprawia wrażenie wymuszonego.
- Montaż czasem szatkuje to, co mogłoby być najlepszą częścią serii.
Pierwszy Transporter z 2002 roku był świeżą, bezczelną i stylową niespodzianką. Druga część z 2005 roku otwarcie poszła w kreskówkową przesadę, ale przynajmniej świadomie bawiła. Trzecia odsłona na tym tle to robota z rutyny: nic w niej nie jest naprawdę złe, ale też nic nie zostaje w głowie.
Komu polecamy?
- Dla ciebie, jeśli: Dla fanów Jasona Stathama, miłośników poprzednich części serii i każdego, kto ma ochotę na szybkie kino akcji bez myślenia na luźny wieczór.
- Lepiej odpuść, jeśli: Kto oczekuje mocnej fabuły, zapadającego w pamięć złoczyńcy albo czytelnej, starannie wyreżyserowanej akcji, ten się rozczaruje. Jeśli szarpany, poszatkowany montaż przyprawia cię o ból głowy, też lepiej odpuść.
Jeśli ci się podoba, zobacz też: Transporter (2002), Transporter 2 (2005), Adrenalina (2006), Uprowadzona (2008), Ronin (1998)
Najczęstsze pytania
O czym jest Transporter 3?
Międzynarodowa firma zajmująca się utylizacją odpadów chce otworzyć zakład na Ukrainie, ale sprzeciwia się temu minister środowiska Leonid Vasilev. Firma wynajmuje Jonasa Johnsona, który porywa córkę ministra, Valentinę, a nitki prowadzą w końcu do Franka Martina, który musi działać.
Ile trwa Transporter 3?
Film trwa 104 minuty.
Kto wyreżyserował Transportera 3?
Film wyreżyserował Olivier Megaton, to koprodukcja francusko-amerykańska.
Kto gra głównego złoczyńcę w Transporterze 3?
W złego Johnsona wciela się Robert Knepper, a w roli Franka Martina ponownie oglądamy Jasona Stathama.
Czy warto po raz trzeci wsiąść do auta z Frankiem Martinem?
Jeśli lubisz Stathama, tak, ale nie nastawiaj się na cuda. Transporter 3 to film, który w niedzielne popołudnie w telewizji sprawdza się idealnie: pędzi, ktoś dostaje w zęby, opony piszczą, a myśleć nie trzeba. Świeżości i bezczelności wcześniejszych części jednak już nie ma, a przez cienką fabułę, bezbarwnego złoczyńcę i chaotyczny montaż szybko ulatuje z pamięci. Dla Stathama i Berléanda warto zrobić z nim jeszcze jedną rundkę, ale to ten moment, w którym przesyłka dociera na miejsce bardziej z rutyny niż z rozpędu. U mnie mocny średniak, dla fanów o oczko więcej.
