Kapitan Marvel recenzja: moc sięgająca nieba, fabuła przy ziemi
Jedni superbohaterowie zaczynają od ukąszenia pająka, innym geny przepisuje urządzenie zwane psycho-magnitronem. Kapitan Marvel opowiada historię Carol Danvers, byłej pilotki sił powietrznych, i choć w filmie drzemie ogromna moc, nie zawsze wiadomo, w którą stronę ją skierować. To rozrywkowe, często sympatyczne, czasem irytująco zachowawcze kino, które na swoich barkach niesie świetna ekipa aktorska.
Efektowna i trafnie obsadzona opowieść o narodzinach bohaterki, mocniejsza w postaciach niż w dramaturgii. Dla Samuela L. Jacksona i Bena Mendelsohna zdecydowanie warto.
Informacje o filmie
| Original | Captain Marvel |
|---|---|
| Premiera w Polsce | 08.03.2019 |
| Reżyseria | Ryan Fleck, Anna Boden |
| Obsada | Brie Larson, Samuel L. Jackson, Ben Mendelsohn, Jude Law, Annette Bening, Djimon Hounsou |
| Gatunek | Filmy akcji, Filmy przygodowe, Filmy science fiction |
| Czas trwania | 124 min |
| Kategoria wiekowa | 12 |
| Kraj | Filmy amerykańskie |
Kapitan Marvel: gdzie obejrzeć?
| W abonamencie | |
|---|---|
| Do wypożyczenia | |
| Do kupienia |
Z pilotki w kosmiczną broń: o czym jest film?
Carol Danvers nie urodziła się bogiem ani genialnym miliarderem. Zaczyna jako zwykła śmiertelniczka, po śmierci brata zostaje pilotką Sił Powietrznych USA, a potem jej świat powoli staje na głowie. Urządzenie zwane psycho-magnitronem zmienia jej strukturę genetyczną, a razem z tym pojawia się niezwykła zdolność: coś w rodzaju siódmego zmysłu, który pozwala zajrzeć w najbliższą przyszłość.
Tyle warto wiedzieć przed seansem i, szczerze mówiąc, tyle wystarczy. Jednym z najważniejszych zabiegów filmu jest to, że tożsamość bohaterki sama w sobie stanowi zagadkę. Według listy obsady postać grana przez Brie Larson to jednocześnie Carol Danvers, Vers i Captain Marvel. Jak te trzy imiona się ze sobą łączą, każdy niech odkryje sam, bo właśnie na tej łamigłówce opiera się cała opowieść.
Gatunkowo to akcja, przygoda i science fiction naraz, i te trzy smaki są wyraźnie wyczuwalne. Raz film przypomina dramat wojskowy, raz kosmiczną przygodę, raz klasyczną superbohaterską rozprawę. Bywa to odświeżające, ale czasem ma się wrażenie, że trzy różne filmy próbują zmieścić się w 124 minutach.
Brie Larson i niewdzięczne zadanie
Brie Larson to laureatka Oscara, która w filmie Pokój udowodniła, że potrafi zagrać subtelne, wielowarstwowe emocje. Tutaj stoi przed zupełnie innym wyzwaniem: musi uczłowieczyć niemal niepokonaną bohaterkę, podczas gdy scenariusz często wymaga od niej powściągliwości, wręcz chłodu.
Moim zdaniem Larson dobrze wykorzystuje to, co dostała, ale czuć, że postać wciąż szuka samej siebie. Najlepsze są te momenty, w których aktorka może porzucić pozę i pozwolić sobie na odrobinę bezczelności i humoru. Kiedy jednak film pędzi ku wielkim, podniosłym scenom bohaterstwa, Carol bardziej przypomina pomnik niż człowieka. To nie wina Larson, raczej samej koncepcji: trudno napisać dramat o kimś, komu właściwie nic nie może zaszkodzić.
Drugi plan kradnie show
I tu dochodzimy do prawdziwego asa w rękawie. Samuel L. Jackson jako Nick Fury od lat jest spoiwem uniwersum Marvela, a w tym filmie wreszcie nie tylko mignie na ekranie, ale naprawdę może pograć. Jest luźniejszy, zabawniejszy i bardziej ludzki niż w filmach o Avengersach. Jego wspólne sceny z Larson to najbardziej rozrywkowe minuty seansu, a dynamika między nimi przywodzi na myśl dobre kino kumpelskie.
Ben Mendelsohn jako Talos i Keller jest po prostu znakomity. Zwykle obsadza się go w rolach twardych, nieprzewidywalnych typów, tymczasem tutaj pokazuje odcienie, których się po nim nie spodziewałem. Gdybym miał podać tylko jeden powód, by obejrzeć ten film, byłby nim właśnie on.
- Jude Law jako Yon-Rogg gra charyzmatycznego mentora, przy którym przez cały czas czujesz, że kryje się za nim coś więcej.
- Podwójna rola Annette Bening (Supreme Intelligence i dr Wendy Lawson) to jeden z najciekawszych pomysłów filmu.
- Lashana Lynch jako Maria Rambeau jest sercem tej historii. To ona wnosi przyziemne, przyjacielskie ciepło, bez którego Carol zupełnie by odleciała.
- Lee Pace i Djimon Hounsou jako Ronan i Korath to znajome twarze ze Strażników Galaktyki, ale tutaj niestety służą głównie za dekorację.
Reżyserzy kina niezależnego w miliardowej maszynie
Postawienie na duet Anna Boden i Ryan Fleck było odważnym ruchem. Oboje wywodzą się ze świata mniejszych filmów skupionych na postaciach i to widać: najlepsze fragmenty to ciche, ludzkie chwile, sceny o przyjaźni, wspomnieniach i tożsamości.
Akcja to już jednak nie do końca ich specjalność. Wielkie starcia są poprawne, ale rzadko zapadają w pamięć, a chwilami miałem wrażenie, że stery przejęła studyjna taśma produkcyjna. To powracająca przypadłość filmów Marvela: utalentowani twórcy o własnym głosie często roztapiają się w firmowym stylu. Tutaj też tak się stało, choć nie całkiem. Ślad Boden i Flecka widać w drobnych gestach między postaciami.
Co działa, a co zupełnie nie
Zacznijmy od plusów. Konstrukcja filmu, grająca z pytaniem o tożsamość, jest odważniejsza niż w przeciętnej historii o narodzinach bohatera. Nie zmierzamy liniowo ku przemianie w superbohaterkę, tylko składamy z kawałków obraz tego, kim ta kobieta naprawdę jest. To daje frajdę i w drugiej połowie ładnie procentuje. Humor też jest na miejscu, głównie dzięki scenom z Jacksonem i Mendelsohnem.
Słabości trudno jednak zamieść pod dywan:
- Bohaterka jest zbyt silna dla własnego dramatu. Kiedy postać nie ma prawdziwej stawki, trudno się o nią martwić.
- Pierwsza część się dłuży. Zanim film się rozkręci, cierpliwość widza bywa na wyczerpaniu.
- Część złoczyńców się gubi. Ronan w wykonaniu Lee Pace'a to właściwie epizod.
- Bitwy w CGI są szablonowe. Widzieliśmy to już gdzie indziej i w lepszym wydaniu.
A jednak to nie jest zły film. Przypomina raczej mocny debiutancki album: głos już jest, połowa piosenek świetna, reszta to wypełniacze.
Jak film wpisuje się w uniwersum Marvela?
Kapitan Marvel to pierwszy film Marvel Studios w całości zbudowany wokół superbohaterki i ten ciężar jest wyraźnie odczuwalny. Wygląda to tak, jakby studio bardzo nie chciało popełnić błędu, a ta ostrożność czasem działa na niekorzyść. Tam, gdzie Thor: Ragnarok czy Strażnicy Galaktyki brawurowo puszczali hamulce, Kapitan Marvel raczej mocniej zapina pasy.
Fani powiązań między filmami Marvela znajdą tu mnóstwo nawiązań i znajomych twarzy, a sama obecność Nicka Fury'ego działa jak most. Ci, których to nie obchodzi, też mogą cieszyć się seansem jako samodzielną przygodą, bo film jest na tyle zamknięty, że nie trzeba wcześniej odrabiać pracy domowej.
Komu polecamy?
- Dla ciebie, jeśli: Obowiązkowo dla fanów Marvela i dla każdego, kto lubi luźne, zabawne kino akcji science fiction, zwłaszcza ze względu na role Samuela L. Jacksona i Bena Mendelsohna.
- Lepiej odpuść, jeśli: Jeśli masz dość filmów o superbohaterach albo oczekujesz zwartego dramatu z prawdziwą stawką, ten film cię nie przekona.
Jeśli ci się podoba, zobacz też: Strażnicy Galaktyki (2014), Wonder Woman (2017), Kapitan Ameryka: Pierwsze starcie (2011), Iron Man (2008), Thor: Ragnarok (2017)
Najczęstsze pytania
Kiedy Kapitan Marvel wszedł do polskich kin?
Polska premiera filmu odbyła się 8 marca 2019 roku.
Ile trwa Kapitan Marvel?
Film trwa 124 minuty.
Kto wyreżyserował Kapitan Marvel?
Reżyserami filmu są Anna Boden i Ryan Fleck.
Kto gra Kapitan Marvel?
W rolę Carol Danvers, czyli Captain Marvel, wciela się Brie Larson. Na ekranie pojawiają się też Samuel L. Jackson, Ben Mendelsohn, Jude Law, Annette Bening i Lashana Lynch.
O czym jest Kapitan Marvel?
Carol Danvers, pilotka sił powietrznych, zostaje genetycznie przemieniona przez urządzenie zwane psycho-magnitronem i zyskuje niezwykłe zdolności, w tym siódmy zmysł pozwalający widzieć najbliższą przyszłość.
Czy Carol Danvers wzbija się w powietrze, czy się rozbija?
Wzbija się, tylko nie tak wysoko, jak obiecuje jej imię. Kapitan Marvel to sympatyczny, dobrze obsadzony, miejscami bardzo zabawny film o superbohaterce, który największą siłę czerpie nie z kosmicznych mocy głównej postaci, lecz z jej ziemskich relacji. Jeśli idziesz do kina dla scen z Nickiem Furym i Talosem, nie będziesz zawiedziony. Jeśli liczysz na najodważniejszy rozdział uniwersum Marvela, to już tak. Dla mnie to mocny średniak, który przyjemnie ogląda się ponownie, ale nie będzie to film, który za kilka lat będę cytował z pamięci.
