Kinoster
PL ▾

Recenzja

Władca Pierścieni (1978) recenzja: odważna animacja, która ruszyła do Mordoru przed Peterem Jacksonem

Filmy brytyjskieFilmy amerykańskieFilmy hiszpańskieFilmy przygodoweFilmy animowaneFilmy fantasyEkranizacje książek

Zanim Śródziemie stało się kinowym widowiskiem XXI wieku, pewien uparty animator porwał się na rzecz niemożliwą. Animowany Władca Pierścieni Ralpha Bakshiego z 1978 roku jest surowy, ambitny i chwilami irytująco nierówny, ale ma w sobie tak mroczny, dorosły klimat, że do dziś przechodzą mnie od niego ciarki. To nie jest film doskonały, ale jest odważniejszy niż większość adaptacji, jakie widziałem od tamtej pory.

7,0/10
Ocena
Nierówny, ale imponująco odważny eksperyment animacyjny, który każdy miłośnik Tolkiena powinien obejrzeć przynajmniej raz.
Fabuła
6
Aktorstwo
8
Reżyseria
7
Strona wizualna
7
Muzyka i dźwięk
7
Emocje
7

Ocena końcowa to średnia z sześciu kryteriów.

Władca Pierścieni: zwiastun

Informacje o filmie

OriginalThe Lord of the Rings
ReżyseriaRalph Bakshi
ObsadaChristopher Guard, William Squire, Michael Scholes, John Hurt, Simon Chandler, Dominic Guard
GatunekFilmy przygodowe, Filmy animowane, Filmy fantasy
Czas trwania132 min
KrajFilmy brytyjskie, Filmy amerykańskie, Filmy hiszpańskie

Jeden pierścień, jeden hobbit i bardzo zła wiadomość

Punkt wyjścia zna każdy, kto choć raz sięgnął po klasyczną powieść J.R.R. Tolkiena. Niebezpieczny, obdarzony magiczną mocą pierścień trafia w ręce Froda, hobbita ze Śródziemia. Dopiero od czarodzieja Gandalfa dowiaduje się on, jaki kłopot nosi w kieszeni: jeśli pierścień wpadnie w ręce zła, dobro może zostać całkowicie unicestwione. Za radą czarodzieja Frodo wyrusza więc w drogę, by zniszczyć przeklęty przedmiot.

Tak zaczyna się ciąg przygód, w których dołączają do niego elfowie, krasnoludy i rycerze, by wspólnymi siłami obronić swoją ziemię. To cały szkic fabuły i szczerze mówiąc, w zupełności wystarczy. Do tego filmu nie siadamy dla zwrotów akcji, tylko po to, by zobaczyć, jak wyglądało Śródziemie w głowie twórcy z 1978 roku.

Ralph Bakshi i misja niemożliwa

Bakshi zawsze był dla mnie animatorem buntownikiem, który nie chciał robić słodkich bajek. Tutaj też czuć, że świat Tolkiena nie był dla niego materiałem do pokoju dziecięcego. 132 minuty to jak na animację czas zdumiewająco długi i tempo odpowiednio faluje: są sceny niemal zapierające dech swoją złowieszczością, a są i takie, w których miałem wrażenie, że film się spieszy, jakby chciał upchnąć naraz jak najwięcej stron powieści.

Największą zaletą pozostaje jednak odwaga. Ta brytyjsko-amerykańsko-hiszpańska koprodukcja nie próbowała oswajać materiału źródłowego. Zło jest tu naprawdę przerażające, mroczne lasy naprawdę przytłaczają, a co jakiś czas pojawiają się obrazy rodem z koszmaru, które w dzisiejszej familijnej animacji z pewnością nie dostałyby zielonego światła.

Głosy, dla których warto sięgnąć po ten film

Obsada głosowa zestarzała się moim zdaniem najlepiej. Christopher Guard jako Frodo jest kruchy i czysty, dokładnie taki, jakim wyobrażam sobie bohatera z przymusu. Gandalf Williama Squire'a budzi respekt, ale ma też w sobie ciepło. Sam w wykonaniu Michaela Scholesa da się lubić, a Simon Chandler i Dominic Guard jako Merry i Pippin wnoszą hobbicką lekkość.

Największą niespodzianką był dla mnie John Hurt jako Aragorn. Jego zmęczony, zachrypnięty i sugestywny głos maluje wędrownego wojownika, któremu od razu wierzymy, że niejedno już widział. Boromir Michaela Grahama Coxa jest odpowiednio dumny i szorstki. Jest też Anthony Daniels jako Legolas, przez większość widzów kojarzony jako głos i postać C-3PO z Gwiezdnych wojen. Dziwnie słyszeć go w ustach elfa, ale to działa.

Co do dziś zachwyca

Jest coś niewytłumaczalnie pociągającego w tym, że ten film wydaje się jednocześnie snem i gorączkowym majakiem. Jako dziecko pewnie bym się go bał, a jako dorosły lubię go właśnie za to.

Gdzie czarodziejska różdżka zawodzi

Nie będę udawał: w wielu miejscach ten film kuleje. Styl wizualny nie jest spójny i zdarzają się sceny, w których różne rozwiązania dziwnie się ze sobą gryzą. Współczesny widz, wychowany na gładkich, dopieszczonych obrazach nowoczesnej animacji, pewnie nieraz podrapie się w głowę ze zdziwieniem.

Również sposób opowiadania jest gęsty. Kto nie czytał powieści, łatwo pogubi się w imionach i miejscach, bo film nie zawsze zatrzymuje się, żeby coś wyjaśnić. Patrząc przez okulary fana, potrafię to wybaczyć, ale dla kogoś zupełnie z zewnątrz może to być poważna przeszkoda.

Bakshi kontra Jackson: niesprawiedliwe, ale nieuniknione starcie

Nie da się oglądać tego filmu bez myśli o trylogii Petera Jacksona. Porównywanie obu wersji jest oczywiście niesprawiedliwe, bo dzielą je dekady i zupełnie inne możliwości. A jednak ciekawe, że w wersji Bakshiego jest jakiś surowy, niemal namacalny mrok, który wysokobudżetowa adaptacja aktorska czasem wygładziła.

Myślę o tym filmie jak o śmiałym szkicu. To nie ostateczny obraz, tylko zamaszysty, pełen pasji rysunek, z którego widać, że ktoś naprawdę kochał ten świat. I ta miłość wciąż przebija z ekranu.

Komu polecamy?

Jeśli ci się podoba, zobacz też: The Hobbit (1977), Wizards (1977), Fire and Ice (1983), Ciemny kryształ (1982), Władca Pierścieni: Drużyna Pierścienia (2001)

Najczęstsze pytania

Kiedy miał premierę animowany Władca Pierścieni?

Premiera filmu odbyła się 15 listopada 1978 roku.

Ile trwa Władca Pierścieni z 1978 roku?

Film trwa 132 minuty.

Kto wyreżyserował animowaną wersję Władcy Pierścieni?

Reżyserem filmu jest Ralph Bakshi.

O czym jest Władca Pierścieni (1978)?

Hobbit Frodo wchodzi w posiadanie niebezpiecznego magicznego pierścienia i za radą Gandalfa wyrusza, by go zniszczyć, zanim wpadnie w ręce zła. W drodze towarzyszą mu elfowie, krasnoludy i rycerze.

Kto użycza głosu Aragornowi w tej animacji?

Aragornowi głosu użycza John Hurt, Frodowi Christopher Guard, Gandalfowi William Squire, a Legolasowi Anthony Daniels.

Jakie kraje wyprodukowały ten film?

Władca Pierścieni to koprodukcja brytyjsko-amerykańsko-hiszpańska.

Czy dziś nadal warto wyruszyć do Śródziemia Bakshiego?

Moim zdaniem tak, ale trzeba wiedzieć, na co się człowiek pisze. To nie jest bezbłędna baśń dla całej rodziny, tylko pełen pasji, dziwny i miejscami genialny eksperyment, przed którym należy uchylić kapelusza. Głosy są znakomite, klimat mrocznie wciągający, a taka odwaga do dziś jest rzadkością. Jeśli kochasz Tolkiena, zgaś światło w deszczowy wieczór i daj mu szansę. Może się w nim nie zakochasz, ale na pewno go nie zapomnisz.

Ocena: 7,0/10 · Fabuła 6 · Aktorstwo 8 · Reżyseria 7 · Strona wizualna 7 · Muzyka i dźwięk 7 · Emocje 7