Kac Vegas w Bangkoku, recenzja: ta sama impreza, tylko goręcej
Przychodzi taki moment, w którym kac przestaje być zabawny i zaczyna wyglądać jak diagnoza. Todd Phillips w 2011 roku ponownie zebrał swoją watahę, przeniósł ją z Las Vegas do Bangkoku i w gruncie rzeczy kazał jej przeżyć ten sam koszmar jeszcze raz. Pytanie tylko, czy sprawdzony przepis smakuje lepiej, kiedy dosypie się do niego więcej chili.
Rozrywkowa, głośna i momentami naprawdę przezabawna kontynuacja, która jednak tak kurczowo trzyma się schematu pierwszej części, że siła zaskoczenia niemal zupełnie się ulatnia.
Informacje o filmie
| Original | The Hangover Part II |
|---|---|
| Premiera w Polsce | 03.06.2011 |
| Reżyseria | Todd Phillips |
| Obsada | Bradley Cooper, Ed Helms, Zach Galifianakis, Justin Bartha, Mason Lee, Ken Jeong |
| Gatunek | Komedie |
| Czas trwania | 102 min |
| Kategoria wiekowa | 18 |
| Kraj | Filmy amerykańskie |
Kac Vegas w Bangkoku: gdzie obejrzeć?
| W abonamencie | |
|---|---|
| Do wypożyczenia | |
| Do kupienia |
Ślub w Tajlandii, co może pójść nie tak?
Układ jest znajomy: tym razem na pierwszą linię frontu wysyła się sam Stu Price (Ed Helms), bo to on mówi sakramentalne „tak”, i to w Tajlandii. Dentysta wyciągnął jednak wnioski z przeszłości, a przynajmniej bardzo chciałby w to wierzyć. Żadnego wieczoru kawalerskiego, żadnej popijawy, tylko ostrożne, bezpieczne przyjęcie w ogrodzie, na którym co najwyżej może się przewrócić miseczka z pomidorkami koktajlowymi.
Kumple od kieliszka, Phil (Bradley Cooper), Alan (Zach Galifianakis) i Doug (Justin Bartha), przyjmują te grzeczności z łatwym do zrozumienia rozczarowaniem. A potem wchodzi do gry stara prawda, którą film chętnie przypomina: człowiek planuje, a inni robią z nim, co chcą. Co dokładnie dzieje się tej nocy, nie zdradzę. Mogę tylko powiedzieć, że poranek znów zaczyna się od bólu głowy, kompletnej czarnej dziury w pamięci i stosu pytań bez odpowiedzi. Las Vegas wygląda przy tym jak niedzielny spacer.
Ta sama piosenka w nowej aranżacji
Zacznijmy od rzeczy oczywistej, bo bez niej nie da się uczciwie pisać o tym filmie. Kac Vegas w Bangkoku to nie tyle kontynuacja, ile niemal powtórka. Konstrukcja, rytm, detektywistyczny szkielet i cała zabawa w „poskładajmy, co się wczoraj stało” krok po kroku odtwarzają pierwszą część. To jednocześnie największa siatka bezpieczeństwa tego filmu i jego największa słabość.
Siatka bezpieczeństwa, bo pierwsza część zadziałała. Film z 2009 roku zdobył Złoty Glob, stał się największą kinową sensacją lata i obrósł kultem. Studio w takiej sytuacji nie ryzykuje i, szczerze mówiąc, większość widzów też nie chce niczego innego niż kolejnej porcji tego, przy czym kiedyś turlała się ze śmiechu po podłodze. Słabość, bo jedną z najważniejszych broni komedii jest nieprzewidywalność. Jeśli wiem, że zaraz nadejdzie zwrot akcji, to przestaje on być zwrotem, a staje się rozkładem jazdy.
Mnie to miejscami wyraźnie przeszkadzało. Bywały sceny, w których pół sekundy przed puentą wiedziałem dokładnie, co się wydarzy, i wtedy zamiast śmiechu pojawiało się tylko zmęczone kiwnięcie głową. Innym razem film tak bezczelnie przyznaje się do własnej powtarzalności, że samo to staje się zabawne.
Wataha, która wciąż trzyma całość w kupie
Jeśli coś ratuje ten film, to chemia między aktorami. Ci faceci naprawdę wyglądają na takich, którzy się znają, działają sobie na nerwy, a mimo to nigdzie nie ruszyliby się bez siebie.
- Bradley Cooper jako Phil pozostaje wyluzowanym, aroganckim przywódcą paczki, z którego pewność siebie bije nawet zza okularów przeciwsłonecznych. To on trzyma film przy ziemi, kiedy reszta odlatuje.
- Ed Helms w roli Stu to prawdziwa ofiara tej historii, a Helms świetnie gra człowieka w nieustającym ataku paniki. Spięty porządny chłopak, którego los raz po raz rozbiera na części, to jedna z najlepszych postaci całej serii.
- Zach Galifianakis jako Alan dzieli widzów, a tutaj jeszcze bardziej niż wcześniej. Dla jednych jest duszą filmu, dla innych jego najbardziej irytującym elementem. Ja stoję gdzieś pośrodku: kiedy trafia, jest genialny, ale czasem pozwala mu się kręcić za długo.
- Ken Jeong jako Mr. Chow znów jest niewiadomą, po której można spodziewać się wszystkiego. W małych dawkach działa znakomicie i na szczęście film dobrze o tym wie.
- Justin Bartha jako Doug ponownie jest raczej obecnością niż głównym bohaterem, co zresztą należy do reguł tej gry.
W rolach drugoplanowych pojawiają się Mason Lee jako Teddy, Jeffrey Tambor jako Sid Garner, ojciec Alana, oraz prawdziwy gość niespodzianka: Paul Giamatti w roli Kingsleya. Giamatti to aktor, który nadałby ciężar nawet czytaniu książki telefonicznej, i ogromna to przyjemność zobaczyć go w tym chaotycznym towarzystwie.
Todd Phillips i Bangkok, idealna scenografia dla zamętu
Todd Phillips jako reżyser rozumie, jak sprawić, żeby komedia była ciekawa także wizualnie. Las Vegas z pierwszej części było błyszczące i sztuczne, Bangkok jest natomiast surowy, zatłoczony i duszny, przez co cały film nabiera ciemniejszego, brudniejszego tonu. Moim zdaniem to jedna z najlepszych decyzji tej kontynuacji: miejsce akcji naprawdę coś wnosi, a nie jest tylko tłem.
Phillips dobrze radzi sobie też z tempem. 102 minuty nie dłużą się, film pędzi, sceny szybko się zmieniają i nie miałem wrażenia, że ktokolwiek zerka na zegarek. Czuć jednak, że reżyser eksperymentuje tu mniej, a bardziej oliwi sprawdzoną maszynę. Mroczniejszy ton czasem prowadzi humor w stronę, gdzie robi się raczej żenująco i ostro niż śmiesznie, a to nie każdemu przypadnie do gustu.
Gdzie dowcip łapie zadyszkę
Nie chcę być niesprawiedliwy: śmiałem się na tym filmie, momentami głośno. Największy problem Kac Vegas w Bangkoku polega jednak na tym, że często sięga po wulgarność zamiast po pomysłowość. Tam, gdzie w pierwszej części humor rodził się z absurdalnych sytuacji, tutaj częściej celem jest szok. Więcej nagości, więcej skrajności, więcej momentów w stylu „czy oni naprawdę to pokazali?”.
W pewnym momencie to po prostu męczy. Komedia nie staje się lepsza tylko dlatego, że jest głośniejsza, a kilka scen wydaje się istnieć wyłącznie po to, żeby widownia miała się czym oburzyć. Rozwój postaci też jest minimalny: każdy pozostaje dokładnie tym, kim był. W serii bywa to zaletą, ale tutaj odbiera się to raczej jako stanie w miejscu.
Komu polecamy?
- Dla ciebie, jeśli: Dla tych, którzy pokochali pierwszą część i chcą kolejnej porcji tego samego, czystego chaosu. Na wieczór przy piwie ze znajomymi to bardzo dobry wybór.
- Lepiej odpuść, jeśli: Dla tych, którzy od kontynuacji oczekują oryginalności albo źle znoszą ostry, czasem żenujący humor. Zdecydowanie nie dla dzieci.
Jeśli ci się podoba, zobacz też: Kac Vegas (2009), The Hangover Part III (2013), Zanim odejdą wody (2010), Polowanie na druhny (2005)
Najczęstsze pytania
Kiedy Kac Vegas w Bangkoku trafił do polskich kin?
Polska premiera filmu odbyła się 3 czerwca 2011 roku.
O czym jest Kac Vegas w Bangkoku?
Stu bierze ślub w Tajlandii i planuje ostrożne przyjęcie w ogrodzie, ale razem z przyjaciółmi znów budzi się po nocy, której nikt nie pamięta, i w Bangkoku muszą ustalić, co się wydarzyło.
Ile trwa Kac Vegas w Bangkoku?
Film trwa 102 minuty.
Kto wyreżyserował Kac Vegas w Bangkoku?
Reżyserem jest Todd Phillips, który nakręcił także pierwszą część.
Kto gra w Kac Vegas w Bangkoku?
Bradley Cooper, Ed Helms, Zach Galifianakis, Justin Bartha, Ken Jeong, Mason Lee, Paul Giamatti i Jeffrey Tambor.
Czy warto znów obudzić się z watahą w Bangkoku?
Jeśli pierwsza część jest ci bliska, to tak, ale z niższymi oczekiwaniami. Kac Vegas w Bangkoku przypomina powtórkę udanej imprezy z tymi samymi ludźmi: będzie dobrze, będzie śmiesznie, zdarzą się pamiętne chwile, a jednak nigdy nie będzie tak jak za pierwszym razem. Aktorzy dają z siebie wszystko, Bangkok jest świetną scenografią, a Paul Giamatti to osobny bonus. Tylko nie licz na to, że film cię zaskoczy. Jako lekka, trochę wstydliwa przyjemność sprawdza się idealnie, na klasyka to za mało. U mnie to mocny średniak, a z kuflem piwa i w dobrym towarzystwie pół punktu wyżej.
