Kinoster
PL ▾

Recenzja · Premiera: 04.01.2019

Bumblebee recenzja: żółty Garbus, który wreszcie dał Transformersom serce

Filmy chińskieFilmy amerykańskieFilmy akcjiFilmy przygodoweFilmy sci-fi

Kto by pomyślał, że zardzewiały żółty Volkswagen Garbus da to, czego nie dało pięć głośnych, nafaszerowanych wybuchami części Transformers: emocje. Bumblebee jest mniejszy, cichszy i o wiele sympatyczniejszy od wcześniejszych odsłon serii i właśnie dlatego wypada lepiej. Travis Knight zabiera nas do 1987 roku i opowiada o przyjaźni dziewczyny z robotem, a nie o decybelach końca świata.

7,8/10
Ocena
Bumblebee to najbardziej uroczy film z serii Transformers: przygoda zrobiona z sercem, humorem i urokiem lat osiemdziesiątych, która spodoba się nawet tym, którzy za tą franczyzą nie przepadają.
Fabuła
7
Aktorstwo
8
Reżyseria
8
Strona wizualna
8
Muzyka i dźwięk
8
Emocje
8

Ocena końcowa to średnia z sześciu kryteriów.

Informacje o filmie

Premiera w Polsce04.01.2019
ReżyseriaTravis Knight
ObsadaDylan O'Brien, Hailee Steinfeld, John Cena, Jorge Lendeborg Jr., John Ortiz, Stephen Schneider
GatunekFilmy akcji, Filmy przygodowe, Filmy sci-fi
Czas trwania114 min
Kategoria wiekowa12
KrajFilmy chińskie, Filmy amerykańskie

Złomowisko, Garbus, rok 1987: o czym jest Bumblebee?

Akcja toczy się w 1987 roku w niewielkim nadmorskim miasteczku w Kalifornii. Bumblebee, robot zmieniający się w samochód, ukrywa się na złomowisku jako poobijany, zdezelowany Volkswagen Garbus. Tam właśnie znajduje go Charlie, która za chwilę skończy 18 lat i wciąż nie bardzo wie, gdzie jest jej miejsce na świecie. Kiedy dziewczyna przywraca auto do życia, szybko okazuje się, że ten Garbus zdecydowanie nie jest zwykłym samochodem.

Tyle wystarczy, więcej nie zdradzę, bo największa siła filmu tkwi w tym, jak ta relacja się rozwija. To nie są Transformersi w wydaniu Michaela Baya, gdzie co minutę wali się jakiś wieżowiec. Tutaj samotna nastolatka spotyka równie samotnego, zagubionego robota, a film traktuje to spotkanie poważnie. To schemat dobrze znany z wielkich familijnych filmów przygodowych lat osiemdziesiątych i serii pasuje on zaskakująco dobrze.

Hailee Steinfeld dźwiga cały film na swoich barkach

Jeśli w filmie, w którym połowę duetu głównych bohaterów stanowi robot z CGI, aktorka z krwi i kości i tak kradnie show, to znaczy, że coś wyszło naprawdę dobrze. Hailee Steinfeld jako Charlie Watson to strzał w dziesiątkę. Nie gra typowej „fajnej nastolatki”, tylko dziewczynę trochę wyobcowaną, trochę upartą i poranioną, której naprawdę kibicujemy. Na osobne uznanie zasługuje to, że w dużej części scen jej partner praktycznie nie mówi, reagując tylko dźwiękami i ruchem.

Obok niej John Cena jako Jack Burns daje dokładnie takiego twardego, pół serio żołnierza, jakiego się po nim spodziewamy, i zgrabnie balansuje między groźbą a autoironią. Jorge Lendeborg Jr. jako Memo Gutierrez jest sympatyczny w roli roztrzepanego, nieco nieporadnego chłopaka z sąsiedztwa, a John Ortiz jako dr Powell odhacza obowiązkową postać naukowca. Rodzinę Charlie tworzą Pamela Adlon (Sally Watson), Stephen Schneider (Ron) i Jason Ian Drucker (Otis Watson). Nie dostają rozbudowanych wątków, ale sceny rodzinne są wiarygodnie niezręczne, dokładnie takie, jakim dom wydaje się oczami nastolatka.

Robotowi głosu użycza Dylan O'Brien jako B-127, czyli Bumblebee. Kto zna tę postać, wie, że głos nie zawsze należy tu rozumieć dosłownie, ale obecność O'Briena czuć tam, gdzie trzeba.

Travis Knight, rzemieślnik

Za kamerą stanął Travis Knight, który wcześniej wyreżyserował poklatkowe cudo studia Laika, Kubo i dwie struny. I to doświadczenie bardzo widać. Knight myśli postaciami i gestami, a nie rozmiarem eksplozji. Bumblebee nie jest tu stalowym monstrum, lecz ekspresyjną, niemal psio wierną istotą, w której każdym ruchu jest odrobina nieśmiałości i mnóstwo serca.

Reżyseria Knighta jest powściągliwa, ale pewna. Sceny walki są czytelne, wreszcie widać, kto kogo bije i który robot jest który. Po poprzednich Transformersach to prawdziwa ulga: nie trzeba mrużyć oczu, żeby zgadnąć, co dzieje się w metalowym chaosie. Tempo też jest bardziej ludzkie, film zostawia miejsce na ciche chwile i to one stanowią jego duszę.

Co naprawdę działa: magia lat osiemdziesiątych

Rok 1987 to nie tylko dekoracja. Cały klimat filmu opiera się na tym rodzaju młodzieżowej przygody, który znają widzowie E.T. czy Stalowego giganta: młody bohater, tajemnicza istota, którą trzeba ukryć przed światem dorosłych, i przyjaźń, która zmienia ich oboje. Ten przepis się sprawdzał i tu też działa.

Co podobało mi się najbardziej:

Gdzie żółty Garbus łapie gumę?

Ideału jednak nie ma. Fabuła jedzie bardzo znajomym torem i kto widział kilka filmów o „samotnym dzieciaku i jego sekretnym przyjacielu”, mniej więcej przewidzi, dokąd to zmierza. Niespodzianki nie biorą się z fabuły, tylko z tego, jak dobrze całość jest zagrana i wyreżyserowana.

Czarne charaktery też nie należą do najciekawszych: zagrożenie jest bardziej funkcją niż prawdziwą postacią, a wątek wojskowy bywa nieco kreskówkowy. Postaci drugoplanowe, zwłaszcza rodzina Charlie, mogłyby dostać więcej. To jednak drobiazgi, które przy tak sympatycznym filmie łatwo wybaczyć. Lepiej trochę przewidywalnie i od serca niż oryginalnie i bez duszy.

Komu polecamy?

Jeśli ci się podoba, zobacz też: E.T. (1982), Stalowy gigant (1999), Transformers (2007), Kubo i dwie struny (2016), Super 8 (2011)

Najczęstsze pytania

O czym jest Bumblebee?

W 1987 roku Bumblebee ukrywa się jako Volkswagen Garbus na złomowisku w małym nadmorskim miasteczku w Kalifornii. Znajduje go 18-letnia Charlie, a gdy przywraca auto do życia, odkrywa, że to nie jest zwykły samochód.

Kiedy Bumblebee trafił do polskich kin?

Polska premiera filmu odbyła się 4 stycznia 2019 roku.

Ile trwa Bumblebee?

Film trwa 114 minut.

Kto wyreżyserował Bumblebee?

Film wyreżyserował Travis Knight.

Kto gra główną rolę w filmie Bumblebee?

Charlie Watson gra Hailee Steinfeld, głosu Bumblebee użycza Dylan O'Brien, a w obsadzie są też John Cena, Jorge Lendeborg Jr. i John Ortiz.

Wsiadłbyś na jeden wieczór do żółtego Garbusa?

Ja w każdej chwili. Bumblebee to ten rzadki film z wielkiej franczyzy, który nie chciał być większy od poprzedników, tylko lepszy, i to mu się udało. Hailee Steinfeld jest znakomita, a Travis Knight pokazał, że w uniwersum Transformers jest miejsce na emocje, humor i ciche chwile. Nie jest rewolucyjny i wcale nie próbuje taki być, ale to ciepła, nostalgiczna przygoda, do której miło wrócić w grudniowy wieczór. Jeśli do tej pory go omijałeś, bo miałeś dość robotycznego hałasu, daj mu szansę: ten Garbus wjeżdża z zaskakująco wielkim sercem.

Ocena: 7,8/10 · Fabuła 7 · Aktorstwo 8 · Reżyseria 8 · Strona wizualna 8 · Muzyka i dźwięk 8 · Emocje 8