Moulin Rouge! recenzja: błyszczące, krzykliwe i rozdzierające serce miłosne szaleństwo Baza Luhrmanna
Są filmy, przed którymi w pierwszych pięciu minutach albo uciekasz, albo zakochujesz się w nich bez ratunku. Moulin Rouge! jest dokładnie taki. Muzyczny dramat Baza Luhrmanna z 2001 roku wystrzeliwuje w widza jak korek od szampana, a kto przetrwa ten pierwszy szturm, dostaje historię miłosną, której od tamtej pory nikt tak naprawdę nie zdołał powtórzyć.
Przesadzony, chaotyczny, ocierający się o kicz i właśnie dlatego stał się jednym z najbardziej namiętnych filmów muzycznych w historii.
Informacje o filmie
| Premiera w Polsce | 05.10.2001 |
|---|---|
| Reżyseria | Baz Luhrmann |
| Obsada | Ewan McGregor, Nicole Kidman, John Leguizamo, Jim Broadbent, Richard Roxburgh, Garry McDonald |
| Gatunek | Dramaty, Filmy romantyczne, Filmy muzyczne |
| Czas trwania | 128 min |
| Kategoria wiekowa | 16 |
| Kraj | Filmy australijskie, Filmy amerykańskie |
Moulin Rouge!: gdzie obejrzeć?
| W abonamencie | |
|---|---|
| Do wypożyczenia | |
| Do kupienia |
Paryż, bohema i miłość, która nie mieści się w kabarecie
Punkt wyjścia jest prosty, niemal baśniowy. Jesteśmy w Paryżu na przełomie wieków. Christian to młody, olśniewająco utalentowany pisarz, który wbrew woli ojca spędza dni w bohemie skupionej wokół malarza Toulouse-Lautreca. To Lautrec wprowadza go do artystycznego towarzystwa Montmartre'u, a przy okazji do lśniącego, dekadenckiego i rozpasanego świata kabaretów, gdzie wszystko jest na sprzedaż i wszystko jest możliwe. Z jednym wyjątkiem: szczerej miłości.
A Christian, jak to młodzi pisarze mają w zwyczaju, wybiera od razu właśnie ją. Zakochuje się do szaleństwa w Satine, najjaśniejszej gwieździe najsłynniejszego kabaretu Paryża. Od tej chwili film nie pyta, czy wierzymy w wielką miłość. Po prostu wykrzykuje ją nam w twarz, wytańcowuje i wyśpiewuje.
Przyznaję, sama historia nie jest najoryginalniejsza na świecie. Motyw ubogiego artysty i nieosiągalnej gwiazdy jest stary jak teatr. Tyle że Luhrmann wcale nie stawia na zaskoczenie, tylko na wyolbrzymienie emocji. To trochę jak w operze: wiesz, że będzie bolało, a i tak zostajesz do końca.
Ewan McGregor i Nicole Kidman: dwoje aktorów, którzy naprawdę śpiewają
Kluczem do sukcesu jest to, że para głównych bohaterów bez reszty rzuca się w to szaleństwo. Christian w wykonaniu Ewana McGregora jest naiwny, entuzjastyczny, trochę niezdarny i śpiewa z taką szczerością, że zapomina się, jak ryzykowne to zadanie dla aktora filmowego. Nie ma w nim cienia cynizmu, co tutaj ratuje wszystko, bo puszczający oko, ironiczny bohater rozebrałby ten film na części.
Nicole Kidman jako Satine jest jednocześnie diwą, kobietą interesu i kruchą dziewczyną. W jednej chwili to głośna gwiazda estrady, w drugiej przerażona osoba, która nie ma dokąd uciec. To jedna z jej najlepszych ról i trudno wyobrazić sobie kogokolwiek innego z tymi rudymi włosami i w lśniącej sukni.
Wśród aktorów drugoplanowych Jim Broadbent jako Harold Zidler to cyrk w najlepszym znaczeniu tego słowa: stręczyciel, impresario i ocalały w jednym. John Leguizamo jako Toulouse-Lautrec jest bohemicką duszą filmu, a Richard Roxburgh w roli Księcia gra bogatego, zaborczego mężczyznę z tak lubieżną odrażającością, że niemal da się jej dotknąć. Są też Garry McDonald, Jacek Koman i Matthew Whittet, którzy wypełniają życiem barwne towarzystwo Montmartre'u.
Baz Luhrmann, dyktator montażowych nożyczek
Jeśli ktoś kiedyś powiedział, że styl reżysera jest rozpoznawalny od pierwszego ujęcia, to myślał o Bazie Luhrmannie. Kto widział Romea i Julię, ten mniej więcej wie, czego się spodziewać: błyskawicznego montażu, zawrotnych ruchów kamery, teatralnej przesady i popkultury tam, gdzie najmniej byśmy jej oczekiwali.
Pierwsze pół godziny wystawia widza na prawdziwą próbę. Tempo przypomina kino nieme puszczone na przyspieszeniu i obsypane pudełkiem brokatu. Wielu w tym miejscu się poddaje i rozumiem ich. Ale ten chaos jest celowy: Luhrmann pokazuje, jak odurzający, zakłamany i hałaśliwy jest ten świat, żeby w cichszych momentach miłość uderzyła tym mocniej.
To rzadki przypadek, kiedy przesada nie jest błędem, tylko samym gatunkiem. Luhrmann nie chce realistycznego Paryża, chce teatru marzeń, w którym każda emocja brzmi dziesięć razy głośniej.
Popowe przeboje na Montmartrze: muzyka, która niesie wszystko
I tu dochodzimy do tego, co uczyniło Moulin Rouge! prawdziwą legendą. Luhrmann nie sięga po muzykę z epoki, tylko miksuje, tnie i splata znane popowe piosenki w jedną wielką, wspólną miłosną składankę. Efekt jest jednocześnie zabawny, odważny i zaskakująco wzruszający.
Numery muzyczne nie są tu dekoracją, tylko napędem fabuły. Bohaterowie zaczynają śpiewać wtedy, gdy słowa już nie wystarczają, i ta stara musicalowa zasada działa tu perfekcyjnie. Z jednego duetu dowiadujemy się o Christianie i Satine więcej niż z dziesięciu stron dialogów.
Dla miłośników muzyki połowa przyjemności to zabawa w rozpoznawanie, skąd pochodzi dany wers, melodia czy refren. A kto tych piosenek nie zna, i tak dostaje cały ładunek emocji, bo aranżacje i wykonanie mówią wszystko.
Gdzie ten blask traci połysk?
Nie jestem ślepym fanem, film ma swoje słabości. Humor wczesnych, farsowych scen nie trafi do każdego, przy kilku gagach nawet ja wpatrywałem się w sufit. Tempo bywa męczące, a film tak bardzo chce wszystkiego naraz, że momentami gubi się we własnych dekoracjach.
Szkielet fabuły jest prosty, a postaci, zwłaszcza drugoplanowe, to raczej figury niż ludzie. Kto liczy na niuansowany, spokojny dramat romantyczny, dostanie tu operetkę, a nie czechowowską subtelność.
- Co działa: para głównych aktorów, muzyka, strona wizualna, namiętność.
- Co mniej: rozkręcony do granic początek, błazenada, cienki szkielet fabuły.
Dlaczego wracamy do niego nawet po dwudziestu pięciu latach?
Bo mało który film ma odwagę być aż tak uczuciowy. Moulin Rouge! nie wstydzi się, że chce czegoś wielkiego, że chce wycisnąć łzy, że chce wierzyć w miłość w świecie, w którym wszystko ma swoją cenę. Dziś, gdy większość filmów broni się przed patosem mrugnięciem oka, taka otwartość wydaje się niemal rewolucyjna.
W ciągu 128 minut film prowadzi nas od farsy ku tragedii, a kto przejdzie z nim tę drogę, najpewniej będzie jeszcze długo nucił te piosenki.
Komu polecamy?
- Dla ciebie, jeśli: Dla fanów musicali, miłośników wielkich, namiętnych dramatów miłosnych i wszystkich, którzy lubią, gdy film jest śmiało przesadzony i widowiskowy.
- Lepiej odpuść, jeśli: Dla tych, którzy nie znoszą szybkiego montażu, teatralnego stylu i nagłych wybuchów śpiewu, bo pierwsze pół godziny będzie dla nich męczarnią.
Jeśli ci się podoba, zobacz też: Romeo i Julia (1996), Chicago (2002), Wielki Gatsby (2013), Kabaret (1972), La La Land (2016)
Najczęstsze pytania
O czym jest Moulin Rouge!?
W Paryżu przełomu wieków młody pisarz Christian trafia do bohemy skupionej wokół Toulouse-Lautreca i zakochuje się w Satine, gwieździe najsłynniejszego paryskiego kabaretu.
Ile trwa Moulin Rouge!?
Film trwa 128 minut.
Kto wyreżyserował Moulin Rouge!?
Baz Luhrmann, w koprodukcji australijsko-amerykańskiej.
Kto gra główne role?
Ewan McGregor (Christian), Nicole Kidman (Satine), John Leguizamo (Toulouse-Lautrec), Jim Broadbent (Harold Zidler) i Richard Roxburgh (Książę).
Kiedy Moulin Rouge! miał premierę w Polsce?
Film trafił do polskich kin 5 października 2001 roku.
Przekroczysz próg czerwonego młyna czy zostaniesz na zewnątrz?
Moulin Rouge! nie próbuje podobać się wszystkim i właśnie dlatego tak wielu go kocha. Jest głośny, kiczowaty, przesadzony, a przy tym tak szczerze romantyczny, że pod koniec wzrusza się nawet najbardziej cyniczny widz. Jeśli jeszcze go nie widziałeś, daj mu szansę i przetrwaj pierwsze pół godziny. Jeśli już go znasz, czas wrócić: Kidman i McGregor wciąż trafiają prosto w serce.
