Droga, recenzja: najcichszy i najokrutniejszy list miłosny końca świata, od ojca do syna
Są filmy, które ogląda się raz w życiu, a potem latami nosi się je gdzieś w klatce piersiowej. Droga należy właśnie do nich. To postapokaliptyczny dramat bez superbohaterów, efektownych wybuchów i zbawiennych zwrotów akcji. Jest tylko ojciec, syn, rozklekotany wózek z supermarketu i pytanie, czy bycie człowiekiem ma jeszcze jakikolwiek sens. Film Johna Hillcoata nie bawi. Powoli i metodycznie wyżyma widza, i właśnie za to go uwielbiam.
Okrutny, szary i bezlitośnie szczery dramat o przetrwaniu, który dzięki jednej z najlepszych ról w karierze Viggo Mortensena trafia do ścisłej czołówki gatunku.
Informacje o filmie
| Original | The Road |
|---|---|
| Premiera w Polsce | 19.02.2010 |
| Reżyseria | John Hillcoat |
| Obsada | Viggo Mortensen, Kodi Smit-McPhee, Charlize Theron, Robert Duvall, Guy Pearce, Molly Parker |
| Gatunek | Filmy przygodowe, Dramaty |
| Czas trwania | 111 min |
| Kategoria wiekowa | 16 |
| Kraj | Filmy amerykańskie |
O czym jest Droga? Popiół, głód i wózek z supermarketu
Punkt wyjścia jest skrajnie prosty i właśnie dlatego tak dobrze działa. Wiele lat wcześniej Amerykę dotknęła tajemnicza katastrofa. Zniknęła energia, wybuchł głód, a ocaleni rzucili się sobie do gardeł. Kiedy film się zaczyna, cywilizacja jest już tylko wspomnieniem: okolicą rządzą bandy, przemoc stała się jedynym prawem, a każdy żyje od jednego kęsa do następnego.
W takim świecie ojciec i syn ruszają w drogę ku oceanowi. Cały ich dobytek mieści się w zdezelowanym wózku sklepowym. Każdego dnia muszą walczyć o jedzenie, z zimnem, z siłami natury i z tymi, którzy dawno wyzbyli się człowieczeństwa. Jedyne, co ich trzyma, to siebie nawzajem: wspomnienia i miłość, która jeszcze się między nimi tli.
Film niczego nie tłumaczy. Nie dowiadujemy się, co dokładnie się wydarzyło, i moim zdaniem to strzał w dziesiątkę. Przyczyna katastrofy jest tu kompletnie nieistotna. Pytanie nie brzmi, jak skończył się świat, tylko co zostaje z nas, kiedy już się skończy.
Viggo Mortensen, jakiego jeszcze nie widzieliście
Kto kojarzy Viggo Mortensena przede wszystkim jako Aragorna z Władcy Pierścieni, ten mocno się tu zdziwi. Królewska postawa, charyzma i bohaterstwo szermierza znikają bez śladu. W ich miejsce dostajemy wygłodzonego, wychudzonego do kości ojca, który żyje w ciągłym strachu. W każdym jego ruchu widać wyczerpanie i lęk, że nie zdoła ochronić dziecka.
Mortensen gra genialnie, bo w ogóle nie zabiega o sympatię widza. Ojciec bywa twardy, bywa okrutny, czasem podejmuje decyzje, z którymi trudno się zgodzić. A jednak w każdej chwili czujemy, że wszystko to wypływa z jednego źródła: bezwarunkowej miłości do syna. To jeden z najboleśniejszych portretów ojca, jakie widziałem na ekranie.
Kodi Smit-McPhee w roli chłopca jest wprost porażający. Od dziecięcych aktorów rzadko dostajemy tak naturalną grę, wolną od manieryzmów. To on jest moralnym kompasem filmu: to chłopiec wciąż zadaje pytania, wciąż współczuje obcym i wciąż wierzy, że istnieją dobrzy ludzie. Chemia między nimi dźwiga cały film i nie znalazłem w niej ani jednej fałszywej nuty.
Drugi plan, który wypala się w pamięci w kilka minut
Lista nazwisk może się na początku wydawać przesadą jak na tak kameralny dramat, ale Hillcoat obchodzi się z gwiazdami bardzo rozsądnie. Charlize Theron gra matkę i choć dostaje mniej czasu ekranowego, jej sceny są ciężkie i upiorne. Laureatka Oscara za Monster pokazuje i tutaj, że kilkoma spojrzeniami potrafi opowiedzieć całą tragedię.
Starzec Eli w wykonaniu Roberta Duvalla to jeden z najbardziej pamiętnych epizodów filmu. Legenda Ojca chrzestnego i Czasu apokalipsy w krótkim czasie buduje postać jednocześnie żałosną, mądrą i przerażającą. Guy Pearce jako weteran, Molly Parker jako życzliwa kobieta, Michael Kenneth Williams jako złodziej i Garret Dillahunt jako członek bandy to drobne, ale precyzyjnie dopasowane elementy mozaiki. Każde spotkanie jest kolejną próbą: komu w tym świecie można jeszcze zaufać?
Popielatoszary świat Johna Hillcoata
Reżyseria Johna Hillcoata jest powściągliwa i to komplement. Nie próbuje zrobić z końca świata kina akcji, nie wpycha widzowi horroru prosto w twarz, choć mógłby. Przemoc nieustannie wisi w powietrzu, ale większość napięcia rodzi się z oczekiwania, z ciszy, z trzasku gałęzi i odległych odgłosów.
Strona wizualna robi niesamowite wrażenie, na swój przygnębiający sposób. Spalone lasy, szare niebo, drogi pokryte popiołem, opuszczone domy. Obraz niemal całkowicie wysysa kolory, a kiedy we wspomnieniach na moment pojawia się ciepłe światło, boli to niemal fizycznie. Rzadko widziałem film, który tak namacalnie oddaje chłód i głód.
Muzyka i dźwięk wzmacniają tę samą melancholię. Nie ma tu krzykliwej ilustracji, są raczej subtelne, smutne melodie i bardzo dużo ciszy. Przez 111 minut Hillcoat konsekwentnie utrzymuje ten przytłaczający, a zarazem czuły nastrój.
Gdzie boli za bardzo, a gdzie zwalnia?
Będę szczery: Droga nie jest dla każdego i wcale tego nie ukrywa. Tempo jest powolne, fabuła epizodyczna, więc kto czeka na klasyczny łuk dramaturgiczny i wielkie zwroty, może się rozczarować. Są fragmenty, w których film po prostu idzie naprzód, krok po kroku, i mniej cierpliwy widz łatwo może wtedy zgubić wątek.
Drugim ryzykiem jest sam nastrój. Ten film prawie nie pozwala złapać oddechu. Beznadzieja, głód, strach, a potem znowu to samo. Ja cenię go właśnie za to, ale rozumiem, jeśli w drugiej godzinie ktoś poczuje, że to już za dużo. To nie jest kino na sobotni wieczór z popcornem i trzeba to sobie uczciwie powiedzieć.
- Co działa: duet Mortensena i Smita-McPhee'a, upiorne zdjęcia, powściągliwa reżyseria.
- Co może podzielić widzów: powolne tempo, epizodyczna konstrukcja i niemal nieprzerwanie przytłaczająca atmosfera.
Dlaczego to coś więcej niż film o przetrwaniu?
Kino postapokaliptyczne pełne jest broni, samochodowych pościgów i wojowniczych bohaterów. Droga jest za to niemal medytacyjna: pokazuje koniec świata nie jako widowisko, lecz jako próbę moralną. Co znaczy pozostać dobrym, kiedy dobroć staje się śmiertelnie niebezpiecznym luksusem? Jak długo można chronić niewinność dziecka i czy w ogóle wolno?
Prawdziwym tematem filmu jest ojcostwo. Ten rodzaj miłości, który przeważa wszystko, jest uparty, czasem ślepy i okazuje się ostatnią rzeczą, która nadaje istnieniu sens. Dlatego Droga jest jednocześnie okrutna i głęboko czuła. Oglądanie jej jako rodzic to zupełnie inne przeżycie i warto się na to przygotować.
Komu polecamy?
- Dla ciebie, jeśli: Dla tych, którzy lubią powoli budowane, ciężkie dramaty, wielkie kreacje aktorskie i postapokaliptyczne historie wolne od gatunkowych klisz.
- Lepiej odpuść, jeśli: Dla szukających dynamicznej akcji, efektownych bitew albo lekkiej rozrywki oraz dla tych, których męczy beznadziejny, przytłaczający nastrój.
Jeśli ci się podoba, zobacz też: Ludzkie dzieci (2006), Księga ocalenia (2010), Mad Max (1979), Ciche miejsce (2018)
Najczęstsze pytania
O czym jest film Droga?
Po tajemniczej katastrofie, która zniszczyła amerykańską cywilizację, ojciec i syn wyruszają w drogę ku oceanowi. Cały dobytek pchają w wózku z supermarketu i każdego dnia walczą o jedzenie, z naturą oraz z przemocą band.
Ile trwa Droga?
Film trwa 111 minut.
Kiedy Droga weszła do polskich kin?
Polska premiera filmu odbyła się 19 lutego 2010 roku.
Kto wyreżyserował Drogę?
Reżyserem filmu jest John Hillcoat.
Kto gra w filmie Droga?
W rolach głównych występują Viggo Mortensen (ojciec) i Kodi Smit-McPhee (syn), a obok nich Charlize Theron, Robert Duvall, Guy Pearce, Molly Parker, Michael Kenneth Williams i Garret Dillahunt.
Jaki jest oryginalny tytuł filmu Droga?
Oryginalny tytuł to The Road. To produkcja amerykańska.
Czy dasz radę przejść tę drogę?
Droga nie jest łatwym filmem i wcale nie chce nim być. Jest powolna, szara, bolesna, chwilami niemal nie do zniesienia. A jednak ma w sobie coś, co udaje się niewielu filmom o końcu świata: głębokie, ciche człowieczeństwo. Dla duetu Viggo Mortensena i Kodiego Smita-McPhee'a to pozycja obowiązkowa dla każdego, kto traktuje kino poważnie. Jeśli się na nią zdecydujesz, przygotuj się, że po napisach końcowych jeszcze długo będziesz siedzieć w ciemności. Dla mnie to jeden z najmocniejszych filmów gatunku i nie boję się tego powiedzieć: jedna z najlepszych historii o ojcu i synu ostatnich lat.
