Leon zawodowiec, recenzja: płatny zabójca, mała dziewczynka i jeden z najbardziej szalonych złoczyńców w historii kina
Są filmy, które się starzeją, i są takie, które po prostu odmawiają współpracy z czasem. Leon zawodowiec od polskiej premiery w maju 1995 roku należy do tej drugiej grupy. To twarda, mroczna, a jednocześnie dziwnie czuła opowieść o człowieku, który nie ma nic, a mimo to znajduje coś, dla czego warto żyć. Film Luca Bessona do dziś uderza jak dobrze wymierzony strzał.
Twardy, melancholijny, pięknie wyreżyserowany dramat kryminalny, w którym żadna z trzech głównych postaci nie pozwala o sobie zapomnieć.
Informacje o filmie
| Original | Léon |
|---|---|
| Premiera w Polsce | 26.05.1995 |
| Reżyseria | Luc Besson |
| Obsada | Jean Reno, Natalie Portman, Gary Oldman, Danny Aiello, Peter Appel, Michael Badalucco |
| Gatunek | Kryminały, Dramaty, Filmy akcji |
| Czas trwania | 110 min |
| Kraj | Filmy francuskie |
Samotny zabójca i dziewczynka zza ściany
Punkt wyjścia jest prosty, niemal baśniowy. Léon mieszka w Nowym Jorku, sam, w ciszy, i utrzymuje się z zabijania ludzi na zlecenie. Nie ma wokół siebie niczego, co składa się na normalne życie, i wcale nie wygląda na to, żeby mu tego brakowało. Wtedy rodzinę z sąsiedniego mieszkania morduje detektyw Stansfield, policjant okrutniejszy od każdego gangstera. Jedyną ocalałą jest dwunastoletnia Mathilda, która puka do drzwi Léona, szukając schronienia.
Od tej chwili film ciągnie w dwie strony naraz. Z jednej strony to trzymający w napięciu kryminał, w którym cień Stansfielda podchodzi coraz bliżej, a my wiemy, że nikt nie zostawi małego świadka w spokoju. Z drugiej to zaskakująco cicha, niemal kameralna historia o tym, jak beznamiętny zabójca powoli zaczyna troszczyć się o dziewczynkę, jakby była jego własnym dzieckiem. Więcej nie warto wiedzieć przed seansem. Siła filmu tkwi w tym, jak oba wątki się splatają i jak z każdą sceną rośnie stawka.
Jean Reno, któremu wystarcza kilka słów
Léon w wykonaniu Jeana Reno to jeden z najlepszych dowodów na to, ile może opowiedzieć postać, która prawie się nie odzywa. Reno gra go jako wielkiego, nieruchomego mężczyznę, w którym od razu wyczuwasz śmiertelne zagrożenie, a zarazem niemal dziecięcą nieporadność we wszystkim, co nie dotyczy jego fachu. Ta dwoistość jest sercem filmu.
Największym osiągnięciem jest to, że Reno nigdy nie próbuje zrobić z Léona sympatycznego faceta. Nie puszcza do nas oka, nie przeprasza. Po prostu pozwala widzowi samemu odkryć, co kryje się w tym wypalonym człowieku. Kiedy orientujesz się, że zaczynasz się o niego martwić, jest już za późno: film cię złapał.
Natalie Portman: debiut, którego nie da się zapomnieć
Natalie Portman była wtedy jeszcze dzieckiem, a jako Mathilda Lando daje występ, którego pozazdrościłaby jej większość dorosłych aktorów. Mathilda nie jest filmowym dzieckiem, które tylko płacze i czeka na ratunek. Jest wściekła, bystra, zraniona, czasem nieobliczalna i dokładnie wie, czego chce: zemsty. Portman sprawia, że wszystko to jest wiarygodne, a co ważniejsze, przez cały czas czujemy w niej małą dziewczynkę, której w jedno popołudnie odebrano życie.
Relacja Léona i Mathildy to zarazem najbardziej drażliwy punkt filmu. Besson momentami zapuszcza się na terytorium, na którym dzisiejszy widz poczuje się nieswojo, i nie byłoby uczciwie to przemilczeć. Istotą tej więzi pozostaje jednak troska, dwoje zagubionych ludzi czepiających się siebie nawzajem, a wrażliwość aktorów przeprowadza ją przez najbardziej ryzykowne chwile.
Gary Oldman, złoczyńca, który kradnie show
Jeśli ktoś miałby obejrzeć Leona tylko z jednego powodu, tym powodem jest Gary Oldman. Norman Stansfield to jeden z najbardziej pamiętnych czarnych charakterów w historii kina, i to nie dlatego, że krzyczy, ale dlatego, że jest kompletnie nieprzewidywalny. W jednej chwili uśmiecha się sennie i dobrodusznie, w następnej wpada w taką furię, że widz odruchowo cofa się w fotelu. To policjant, dla którego odznaka nie oznacza ochrony, tylko przyzwolenie na wszystko.
Dziś gra Oldmana może wydawać się przesadzona, ale właśnie tego tu trzeba. Léon jest cichy i powściągliwy, Stansfield głośny i rozpętany, a kontrast między nimi tworzy kręgosłup napięcia. Kiedy detektyw szykuje wielki szturm antyterrorystów na mieszkanie Léona, nie ma już wątpliwości, że zderzają się tu dwa zupełnie różne rodzaje zawodowców.
Z drugiego planu warto wspomnieć Danny'ego Aiello jako Starego Tony'ego. W kilku scenach precyzyjnie pokazuje świat, w którym pracuje Léon i w którym zaufanie zawsze ma swoją cenę.
Nowy Jork Luca Bessona: europejskie oko, amerykańska ulica
Luc Besson, francuski reżyser, nakręcił nowojorską historię kryminalną i właśnie to spojrzenie z zewnątrz jest jedną z ukrytych broni filmu. Leon nie wygląda jak przeciętne amerykańskie kino akcji. Jest wolniejszy, bardziej kontemplacyjny, daje bohaterom znacznie więcej czasu i wybucha dopiero wtedy, gdy naprawdę trzeba. A kiedy już wybucha, to porządnie.
Sceny akcji są precyzyjne i czyste, praca Léona pokazana jest niemal jak choreografia. Besson czuje, że profesjonalizm sam w sobie jest widowiskowy i nie trzeba wysadzać wszystkiego w powietrze. Przy tym nastrój pozostaje melancholijny przez cały seans: zaniedbane mieszkania, ciasne korytarze i poczucie samotności przenikają każdy kadr. To nie heroiczne kino akcji, tylko smutna baśń, w której pojawia się broń.
Gdzie film się potyka
Nie byłoby fair udawać, że Leon jest bez skazy. Scenariusz miejscami mocno trzyma się gatunkowych schematów, szkielet fabuły jest przewidywalny i każdy, kto widział kilka filmów o płatnych zabójcach, mniej więcej domyśli się, dokąd zmierza historia. Ten film nie żyje jednak z niespodzianek, tylko z emocji.
Drugą sprawą są niektóre momenty relacji Léona i Mathildy, o których pisałem już wyżej. Nie niszczą filmu, ale dziś trudniej przejść obok nich bez komentarza i wielu widzów właśnie dlatego uważa to dzieło za kontrowersyjne. Moim zdaniem film i tak się broni, ale rozumiem, jeśli komuś te sceny psują odbiór.
- Co działa: trójka głównych aktorów, nastrój, napięcie, emocjonalna stawka.
- Co mniej: przewidywalny szkielet fabuły i kilka drażliwych scen.
Komu polecamy?
- Dla ciebie, jeśli: Dla tych, którzy lubią mroczne kryminały skupione na bohaterach, w których za akcją stoją prawdziwe emocje, i chcą zobaczyć trójkę aktorów w szczytowej formie.
- Lepiej odpuść, jeśli: Dla osób, którym przeszkadza brutalna przemoc albo które wyraźnie źle znoszą drażliwe przedstawienie relacji dorosłego z dzieckiem. No i oczywiście nie dla tych, którzy szukają lekkiego, dynamicznego kina akcji.
Jeśli ci się podoba, zobacz też: Nikita (1990), Taksówkarz (1976), Gloria (1980), Drive (2011), Logan: Wolverine (2017)
Najczęstsze pytania
O czym jest Leon zawodowiec?
O samotnym nowojorskim płatnym zabójcy Léonie, do którego ucieka dwunastoletnia sąsiadka Mathilda, gdy detektyw Stansfield morduje jej rodzinę. Léon zaczyna opiekować się dziewczynką, a Stansfield rusza tropem małego świadka.
Ile trwa Leon zawodowiec?
Film trwa 110 minut.
Czy można obejrzeć ten film z dzieckiem?
Nie polecam. Film zawiera brutalne sceny przemocy i dorosłe tematy, więc to zdecydowanie propozycja dla dorosłych widzów.
Kiedy Leon zawodowiec miał premierę w Polsce?
Film trafił do polskich kin 26 maja 1995 roku.
Kto wyreżyserował Leona zawodowca i kto gra główne role?
Reżyserem jest Luc Besson, a w głównych rolach występują Jean Reno (Léon Montana), Natalie Portman (Mathilda Lando) i Gary Oldman (Norman Stansfield).
Czy dziś nadal warto wrócić do Léona i Mathildy?
Tak, a jeśli jeszcze nie widziałeś, to tym bardziej. Leon zawodowiec nie przetrwał tylu dekad dzięki zawiłej fabule, tylko dlatego, że daje nam trzy postacie, których nie da się wymazać z pamięci: cichego zabójcę, który nigdy nie nauczył się żyć, dziewczynkę, która musiała dorosnąć zbyt wcześnie, i policjanta będącego uosobieniem nieprzewidywalnego zniszczenia. Besson składa to wszystko z takim wyczuciem, że na końcu nie zapamiętasz akcji, tylko to, co czułeś. Są tu momenty dyskusyjne, ale niewiele kryminałów potrafi tak boleć i tak długo zostawać w głowie. Pozycja obowiązkowa dla fanów gatunku.
