Kinoster
PL ▾

Recenzja · Premiera: 09.03.2007

Rocky Balboa recenzja: stary lew jeszcze raz wchodzi na ring

Filmy amerykańskieDramatyFilmy akcjiFilmy sportoweKontynuacje

Każda legenda w pewnym momencie staje przed wyborem: odejść z godnością albo jeszcze raz udowodnić, skąd wziął się jej status. Sylvester Stallone w 2006 roku wybrał drugą drogę i tak powstał Rocky Balboa, film cichy, melancholijny, a mimo to taki, przy którym zaciska się pięści. Kto śmiał się z wiadomości, że zbliżający się do sześćdziesiątki Stallone znów zakłada rękawice, najpewniej tego filmu jeszcze nie widział.

7,7/10
Ocena
Rocky Balboa to godne, pełne serca pożegnanie z kultową postacią, znacznie bardziej dramat o samotności i starzeniu się niż klasyczny film bokserski.
Fabuła
7
Aktorstwo
8
Reżyseria
7
Strona wizualna
7
Muzyka i dźwięk
8
Emocje
9

Ocena końcowa to średnia z sześciu kryteriów.

Informacje o filmie

Premiera w Polsce09.03.2007
ReżyseriaSylvester Stallone
ObsadaSylvester Stallone, Burt Young, Antonio Tarver, Geraldine Hughes, Milo Ventimiglia, Tony Burton
GatunekDramaty, Filmy akcji
Czas trwania102 min
Kategoria wiekowa12
KrajFilmy amerykańskie

O czym jest Rocky Balboa bez spoilerów?

Rocky Balboa nie jest już młodym, głodnym sukcesu bokserem, którego cała Filadelfia znała po imieniu. Prowadzi niewielką restaurację, gdzie chętnie opowiada gościom o dawnych walkach, choć sam rzadko myśli o chwale. Mieszka sam, żonę pochował przed laty, a z synem nie układa mu się najlepiej. To człowiek, który żyje bardziej wspomnieniami niż planami.

I wtedy pojawia się okazja. Rocky, po pięćdziesiątce, samotny i bez pieniędzy, wychodzi w światło reflektorów i staje naprzeciw aktualnego mistrza świata wagi ciężkiej, Masona "The Line" Dixona. Czy ma szanse? Film mówi to wprost: oczywiście, że nie. I oczywiście Rocky i tak próbuje, z pomocą syna. Tyle wyjściowej sytuacji i szczerze mówiąc, tyle w zupełności wystarcza. Filmy o Rockym nigdy nie słynęły z zawiłej fabuły, tylko z tego, że prostą ludzką historię potrafią opowiedzieć tak, że widz podnosi pięść, siedząc na kanapie.

Stallone, który znów gra samego siebie

Sylvester Stallone pełni tu kilka ról naraz: to on stworzył bohatera, on reżyseruje film i on gra Rocky'ego. Taka autorska kontrola często kończy się projektem dla własnego ego, ale tutaj dzieje się coś zupełnie innego. Stallone doskonale rozumie, kim jest ten człowiek, i wcale nie chce robić z niego herosa. Rocky jest niezgrabny, trochę nieśmiały, sentymentalny i nosi w sobie smutek, przez który nie da się go nie lubić.

Gra Stallone'a jest powściągliwa, wręcz krucha. Zamiast ikony kina akcji z Rambo i lat osiemdziesiątych widzimy starzejącego się mężczyznę, który wie, że czas mu uciekł, i nie bardzo wie, co zrobić z tym, co zostało. Takiego Stallone'a dostajemy rzadko i jego obecność zaskoczyła wielu krytyków. Mnie też.

Stare i nowe twarze w narożniku

Wśród drugiego planu Burt Young jako Paulie Pennino znów daje nam tego zrzędliwego, uroczego i trochę żałosnego szwagra, bez którego świat Rocky'ego by nie istniał. Relacja między nimi to jedna z najbardziej ludzkich warstw filmu: dwóch starzejących się mężczyzn połączonych tą samą stratą.

Milo Ventimiglia gra syna Rocky'ego, Roberta Balboę juniora, a konflikt ojca z synem stanowi emocjonalny kręgosłup całości. Ventimiglia przekonująco pokazuje młodego mężczyznę, który w cieniu legendarnego ojca próbuje zbudować własne życie, i to napięcie jest prawdziwe, a nie tylko scenariuszowym rekwizytem. Geraldine Hughes jako Marie wnosi ciche, ciepłe ciepło do ekranu, a Tony Burton w roli Tony'ego "Duke'a" Eversa zapewnia trenerską twardość, dzięki której sceny przygotowań naprawdę działają.

Przeciwnika, Masona "The Line" Dixona, gra Antonio Tarver, który na ringu jest w pełni wiarygodny. To nie jest najbardziej zniuansowana postać, ale w filmie o Rockym to niemal reguła gatunku: rywal jest raczej uosobieniem wyzwania niż osobnym dramatem.

Co działa najlepiej: cisza przed walką

Największą niespodzianką Rocky'ego Balboi jest to, że większość filmu nie rozgrywa się na ringu. Stallone daje bohaterowi czas, by chodził ulicami Filadelfii, rozmawiał, wspominał, przeżywał żałobę. Te sceny są powolne, czasem nawet zbyt sentymentalne, ale właśnie dzięki nim finałowa walka ma taką siłę. Nie kibicujemy bokserowi, tylko człowiekowi, którego zdążyliśmy już poznać.

Kultowy motyw Billa Contiego po prostu siedzi w tym filmie i kiedy wybrzmiewa, nie ma tak cynicznego widza, który niczego by nie poczuł.

Gdzie trochę boli: banałów nie da się znokautować

Nie ma co się oszukiwać: Rocky Balboa jest filmem bardzo przewidywalnym. Kto widział choć jeden dramat sportowy, dokładnie wie, jakie wzloty i upadki nadejdą, a film nawet nie próbuje tego zmieniać. Dialogi czasem mówią na głos to, co obraz już dawno przekazał, a niektóre sceny brzmią bardziej jak przemowa motywacyjna niż dramat.

Środkowa część też nieco się rozłazi, w pierwszej godzinie film momentami po prostu się zatrzymuje, więc kto czeka na akcję, może się niecierpliwić. Ale szczerze: nikt nie siada do filmu o Rockym dla niespodzianek. Siada się dla tego uczucia, które ten film pod koniec daje w pełni.

Komu polecamy?

Jeśli ci się podoba, zobacz też: Rocky (1976), Creed: Narodziny legendy (2015), Zapaśnik (2008), Za wszelką cenę (2004), Warrior (2011)

Najczęstsze pytania

O czym jest Rocky Balboa?

Samotny Rocky Balboa po pięćdziesiątce prowadzi restaurację w Filadelfii, a gdy pojawia się okazja, wraca na ring i staje do walki z mistrzem świata wagi ciężkiej, Masonem "The Line" Dixonem.

Ile trwa Rocky Balboa?

Film trwa 102 minuty.

Kiedy Rocky Balboa trafił do polskich kin?

Polska premiera kinowa odbyła się 9 marca 2007 roku.

Kto wyreżyserował Rocky'ego Balboę?

Reżyserem jest Sylvester Stallone, który gra też główną rolę, Rocky'ego Balboę.

Kto gra syna Rocky'ego?

W Roberta Balboę juniora wciela się Milo Ventimiglia.

Czy warto jeszcze raz założyć rękawice razem z Rockym?

Tak, i to nie tylko z nostalgii. Rocky Balboa nie jest najlepszym filmem serii, bo pierwsza część pozostaje nietykalna, ale to jej najdojrzalsza i najszczersza odsłona. Stallone nie próbuje tu ponownie sprzedać dawnej chwały, tylko pokazuje, co zostaje z człowieka, gdy cichną brawa. To przewidywalny, czasem nieco ckliwy, ale płynący prosto z serca film, który pod koniec trafia dokładnie tam, gdzie powinien. Jeśli w deszczowy wieczór szukasz czegoś, po czym choć trochę bardziej uwierzysz w siebie, trudno o lepszy wybór.

Ocena: 7,7/10 · Fabuła 7 · Aktorstwo 8 · Reżyseria 7 · Strona wizualna 7 · Muzyka i dźwięk 8 · Emocje 9