Tarzan: Legenda, recenzja. Władca dżungli w surducie, który bardzo chce się z niego wyrwać
Tarzan nie zaczyna tu od skakania po drzewach, tylko od londyńskiego salonu i krawata pod szyją. I to jest najlepszy pomysł całego filmu. David Yates nie chciał opowiadać po raz setny historii o tym, skąd wziął się chłopiec wychowany przez małpy. Zainteresowało go coś innego: co się dzieje, gdy dzikus dawno stał się dżentelmenem, a przeszłość nagle puka do drzwi. Ile z tego wyszło? O tym poniżej, i to obszernie.
Ładne, poważne w zamiarach, momentami zachwycające kino przygodowe, które startuje z lepszymi pomysłami, niż kończy. Na deszczowy wieczór jednak w zupełności wystarczy.
Informacje o filmie
| Original | The Legend of Tarzan |
|---|---|
| Premiera w Polsce | 08.07.2016 |
| Reżyseria | David Yates |
| Obsada | Alexander Skarsgård, Christoph Waltz, Samuel L. Jackson, Margot Robbie, Djimon Hounsou, Jim Broadbent |
| Gatunek | Filmy fantasy, Filmy akcji, Filmy przygodowe |
| Czas trwania | 110 min |
| Kategoria wiekowa | 12 |
| Kraj | Filmy kanadyjskie, Filmy brytyjskie, Filmy amerykańskie |
O czym to jest? Pod frakiem wciąż czai się dzicz
John Clayton to elegancki, dobrze wychowany obywatel wiktoriańskiej Anglii. Przynajmniej tak to wygląda od dziesięciu lat. Wszyscy są przekonani, że drzemiący w nim dzikus zniknął na dobre, aż tu przychodzą wieści z Konga, jego dawnego domu. Dzieje się tam coś bardzo złego: bezwzględna kopalnia zagarnia kolejne tereny i zaczyna zagrażać jego starym przyjaciołom.
Clayton wraca więc do Afryki i staje do walki z niszczycielską siłą cywilizacji. Po drodze, warstwa po warstwie, znów staje się tym, kim się urodził. W miarę jak zrzuca z siebie ubranie, wraca Tarzan, władca dżungli i sprzymierzeniec dzikiej przyrody. Tyle wystarczy wiedzieć przed seansem, więcej zdradzać nie warto.
Sam punkt wyjścia bardzo mi się podoba. Mit Tarzana zna każdy: bujanie się na lianach, słynny okrzyk, Jane, małpy. Filmowcy przez ostatnie sto lat wyeksploatowali to do cna. Tutaj dostajemy bohatera, który swoją legendę ma już za sobą i teraz musi ją znowu przywdziać, czy tego chce, czy nie. Ten dojrzalszy, bardziej melancholijny start daje filmowi jego najciekawsze chwile.
Skarsgård, cichy kolos z mięśni
Alexander Skarsgård jako John Clayton, czyli Tarzan, to fizycznie strzał w dziesiątkę i nikt nie będzie się o to spierał. Wysoki, żylasty, z jakąś zwierzęcą cierpliwością w ruchach. A co ważniejsze, potrafi przekonać, że ten człowiek męczy się we własnej, ucywilizowanej skórze. Mówi niewiele, dużo zostawia spojrzeniu.
Kłopot w tym, że scenariusz często nie daje mu wystarczająco materiału. Zamknięty w sobie, powściągliwy Tarzan brzmi dobrze jako koncepcja, ale bywa tak milczący, że to widz musi zgadywać, co się w nim dzieje. Mimo to nie on jest słabym ogniwem. W dużych scenach fizycznych wypada wręcz bardzo wiarygodnie.
Jane, Williams i podły kapitan
Margot Robbie jako Jane Porter wnosi znacznie więcej ognia, niż wymaga ta rola na papierze. To nie jest piszcząca dama czekająca na ratunek, jaką znamy ze starych filmów. Ma poczucie humoru i kręgosłup. Szkoda tylko, że fabuła co jakiś czas i tak wpycha ją z powrotem w klasyczną rolę kobiety w opałach, bo widać, że Robbie stać na dużo więcej.
Samuel L. Jackson jako George Washington Williams to jednocześnie serce filmu i jego główne źródło humoru. Reaguje na szaleństwo dżungli jak ktoś z zewnątrz, a mało kto potrafi tak jak on rozładować napięcie dobrze wymierzoną uwagą. Jego duet ze Skarsgårdem działa zaskakująco dobrze i dodaje przygodzie niemal klimatu kina kumpelskiego.
Christoph Waltz jako kapitan Leon Rom robi dokładnie to, czego się po nim spodziewamy: grzeczny, wyważony, przerażająco spokojny czarny charakter. I właśnie w tym problem. Od czasu Bękartów wojny Waltz gra tę samą postać w różnych kostiumach i tutaj także nie dodaje niczego zaskakującego. Profesjonalnie, przyjemnie, ale bez śladu w pamięci. Djimon Hounsou jako wódz Mbonga ma mocną obecność na ekranie, a Jim Broadbent w roli premiera to miły, krótki akcent.
David Yates i ciężar powagi
Większość widzów zna Davida Yatesa z czterech ostatnich części serii o Harrym Potterze i ten charakter pisma jest tu wyraźny: chłodniejsza paleta barw, poważny ton, rozmach, ale pod kontrolą. Yates nie jest specem od beztroskiej przygody, bliżej mu do ciemniejszych odcieni, i taki też wyszedł Tarzan: Legenda.
To zaleta i wada jednocześnie. Zaleta, bo film nie chce być głupiutką nostalgiczną rozrywką i ma odwagę wprowadzić w tło poważne tematy, jak kolonialny wyzysk. Wada, bo często brakuje tu lekkości, rozpędu i swobodnej radości, bez których kino przygodowe traci smak. Zdarza się, że film tak bardzo chce być ważny, że zapomina bawić.
Konstrukcja też trochę zgrzyta. Retrospekcje z przeszłości Tarzana są ładne, ale czasem hamują opowieść toczącą się w teraźniejszości, przez co 110 minut miejscami dłuży się bardziej, niż powinno.
Strona wizualna: oszałamiająca dżungla, gumowe zwierzęta
Wizualnie film zostawia mieszane uczucia. Krajobrazy, spowite mgłą lasy, rzeki i ogromne sceny zbiorowe robią wrażenie, jest w nich prawdziwa wielkość. Kiedy Tarzan wreszcie swobodnie pędzi między drzewami, kino naprawdę łapie to pierwotne poczucie wolności, za które kochamy tę postać.
Komputerowe zwierzęta za to nie zawsze przekonują. Goryle i inne dzikie stworzenia bywają imponujące, ale innym razem widać, że składają się z pikseli. A w filmie, w którym więź z naturą jest sprawą kluczową, boli to bardziej niż w kinie superbohaterskim. Mocną stroną są natomiast muzyka i dźwięk: odgłosy dżungli, bębny i orkiestrowa ilustracja dobrze budują napięcie.
Co działa, a co nie
- Działa: dojrzalszy punkt wyjścia, który omija opowieść o początkach.
- Działa: energia Samuela L. Jacksona i Margot Robbie.
- Działa: wielkie, swobodne sceny akcji wśród drzew.
- Nie działa: czarny charakter Christopha Waltza zagrany z rutyny.
- Nie działa: miejscami zbyt ponure, ociężałe tempo.
- Nie działa: nierówna jakość zwierząt z CGI.
Szala ostatecznie przechyla się na plus, ale tylko lekko. To uczciwe, ambitne kino przygodowe, w którym tkwił potencjał na naprawdę świetny film.
Komu polecamy?
- Dla ciebie, jeśli: Dla tych, którzy lubią klasyczne kino przygodowe, ale mają ochotę na poważniejszą, mroczniejszą wersję znanej historii. A także dla fanów Skarsgårda i Margot Robbie.
- Lepiej odpuść, jeśli: Kto liczy na lekkiego, wesołego Tarzana dla całej rodziny, raczej się rozczaruje. To film o wyraźnie poważniejszym tonie niż klasyczne familijne wersje tej historii.
Jeśli ci się podoba, zobacz też: Tarzan (1999), Greystoke: Legenda Tarzana, władcy małp (1984), Księga dżungli (2016), Zaginione miasto Z (2016), Mumia (1999)
Najczęstsze pytania
Kiedy Tarzan: Legenda wszedł do polskich kin?
Polska premiera filmu odbyła się 8 lipca 2016 roku.
Ile trwa Tarzan: Legenda?
Film trwa 110 minut.
Kto wyreżyserował film Tarzan: Legenda?
Reżyserem jest David Yates.
Kto gra Tarzana i Jane?
W roli Johna Claytona, czyli Tarzana, występuje Alexander Skarsgård, a Jane Porter gra Margot Robbie. Głównego złoczyńcę, kapitana Leona Roma, zagrał Christoph Waltz.
O czym jest Tarzan: Legenda?
John Clayton, wiodący ucywilizowane życie w Anglii, dowiaduje się, że w Kongu, jego dawnym domu, bezwzględna kopalnia zagarnia kolejne tereny i zagraża jego przyjaciołom. Wraca więc do Afryki i znów staje się Tarzanem.
Czy warto dziś znowu chwycić lianę i wrócić do tego Tarzana?
Tak, choć z umiarkowanymi oczekiwaniami. Tarzan: Legenda nie stał się współczesnym klasykiem, na jakiego można było liczyć przy takiej obsadzie i takim pomyśle wyjściowym. Daleko mu jednak do klapy, za jaką niektórzy go uznali. Skarsgård jest wiarygodny, Robbie i Jackson wypełniają ekran życiem, a kilka scen naprawdę oddaje urok władcy dżungli. Jeśli w leniwy wieczór masz ochotę na poważniejszą, efektowną przygodę, ten film uczciwie spełni swoje zadanie. Tylko nie oczekuj, że zostanie z tobą na długo jak wielkie filmy przygodowe. Ode mnie życzliwa, ale stanowcza siódemka.
